Ciekawostki / Wiadomości

Force Gurkha – co to za samochód? Przedstawiamy terenówkę z Indii

Ciekawostki / Wiadomości 13.08.2018 167 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 13.08.2018

Force Gurkha – co to za samochód? Przedstawiamy terenówkę z Indii

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk13.08.2018
167 interakcji Dołącz do dyskusji

Ma w sobie coś z nowego Suzuki Jimny, coś z Mercedesa G i coś z… Honkera. I chyba z każdej innej terenówki. Oto nowy, indyjski pogromca bezdroży.

Indyjski rynek samochodowy większości osób kojarzy się głównie z firmą Tata. Skojarzenie jest albo dobre (o, to ci, którzy kupili Jaguara i Land Rovera) albo gorsze (o, to ci od Taty Nano). Tymczasem Indie – jak przystało na wielki kraj – mają wiele innych, bardzo interesujących marek. Jedną z nich jest firma Force. Co ciekawe – wcale nie jest powiązana z teamem Formuły 1 Force India.

Produkuje traktory, nieśmiertelne busy na bazie Mercedesa „Kaczki” i model Gurkha.

Nazwa Gurkha pochodzi od ludu zamieszkującego obecny Nepal, który odznaczał się wyjątkową odwagą i dzielnością w walce. Samochód jest określany mianem SUV-a, ale producent rozwija ten skrót nie jako „Sport Utility Vehicle”, a jako „Special Utility Vehicle” (czyli nie „samochód sportowo-użytkowy”, a „pojazd specjalnego przeznaczenia”). Mówiąc inaczej – jest to po prostu auto terenowe. W starym stylu.

Można je kupić w dwóch wersjach.

Krótsza nosi nazwę Xplorer i można ją zamówić z miękkim dachem. Dłuższa – i mocniej przypominająca Mercedesa G – jest sprzedawana zarówno jako Xplorer i jako Xpedition.

Force Gurkha

Pod maską tego modelu – niezależnie od wersji – pracuje diesel 2.6 konstrukcji Mercedesa wzmocniony turbosprężarką. Ma cztery cylindry, osiąga 85 KM i 230 Nm momentu obrotowego. Moc na koła jest przenoszona przez pięciobiegową skrzynię ręczną. Dostępna jest zarówno wersja z napędem na tył, jak i odmiana 4×4. Długość tego samochodu to 3992 mm w wersji krótkiej i 4342 mm w wersji dłuższej. Prześwit wynosi 21 cm, zaś hamulce z tyłu w każdej wersji są bębnowe.

Force Gurhka Wnetrze
Niezwykle nowoczesny rysunek kokpitu!

Ten samochód może pomieścić (oficjalnie) sześć osób – tyle że cztery muszą siedzieć z tyłu, na niewygodnych ławeczkach ustawionych bokiem do kierunku jazdy. Nie przewidziano dla nich pasów bezpieczeństwa, więc pozostaje im trzymać się rurki wystającej z sufitu – o ile akurat nie mówimy o wersji z softtopem. W terenie utrzymanie się na siedzeniach może być trudne, ale i tak jestem przekonany, że większość egzemplarzy tego samochodu gości na swoim pokładzie o wiele więcej, niż pięciu pasażerów i kierowcę.

Force Gurkha wygląda rasowo.

Ze snorkelem, orurowaniem i ze swoimi kanciastymi kształtami, Gurkha prezentuje się tak, jak gdyby był samochodem nie do zatrzymania w terenie. Rzeczywiście – indyjscy recenzenci chwalą zdolności offroadowe tego modelu. Gorzej jest oczywiście na asfalcie – po 85-konnym dieslu nie należy spodziewać się sportowych osiągów, a bazowa wersja nie ma nawet systemu ABS. Ale Indie to motoryzacyjnie inny świat i takie samochody są tam codziennością.

Niedługo na rynek ma trafić także wersje Xtreme.

Ma być pozycjonowana wyżej, będzie też przede wszystkim mocniejsza. Pod maską takiego samochodu będzie pracować 2,2-litrowy diesel o mocy 140 KM. Oczywiście także pochodzący z Mercedesa.

Cena modelu Force Gurkha zaczyna się od 9,35 lakha za wersję 4×2. Lakh to indyjskie określenie na sto tysięcy, cennik otwiera więc kwota 935 000 rupii indyjskich. W przeliczeniu na złotówki to nieco ponad 50 tysięcy. Wersja Xtreme będzie znacznie droższa – spodziewana cena to około 13 lakhów.

Force Gurkha

Główny konkurent tego modelu to Mahindra Thar. Terenówki z Japonii czy Europy są oczywiście o wiele droższe, dzięki czemu indyjskie konstrukcje sprzedają się dobrze (choć są w Indiach miejsca, gdzie wszyscy jeżdzą Land Roverami…).

Odpowiedź na pytanie o to, czy taki samochód miałby szanse na naszym rynku, jest oczywista: przede wszystkim pokonałyby go europejskie normy dotyczące emisji spalin i bezpieczeństwa. Ale gdyby jakimś cudem udało się postawić takie auto w polskich salonach i tak pewnie nikt by go nie kupił. Dlaczego? Chodzi o bardzo istotne w klasie aut terenowych kwestie wizerunkowe. No i o wspomnienia, które niektórzy klienci mogą mieć z terenowymi modelami Taty. Bywały one oferowane w Polsce i raczej nie zbierały zbyt wielu pochwał.

Tak czy inaczej – jeździłbym. Albo przynajmniej bym się przejechał. Byle nie na ławce z tyłu.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie