Wiadomości

Widzieliście kluczyk do Ferrari Roma? Wygląda jak wielki magnes na lodówkę

Wiadomości 17.11.2019 49 interakcji
Adam Majcherek
Adam Majcherek 17.11.2019

Widzieliście kluczyk do Ferrari Roma? Wygląda jak wielki magnes na lodówkę

Adam Majcherek
Adam Majcherek17.11.2019
49 interakcji Dołącz do dyskusji

Gdyby istniało coś takiego jak życie po śmierci, Janusz Kaniewski miałby dziś powód do świętowania.

Jack Rix z Top Geara uczestniczył w premierze najnowszego dziecka Ferrari – modelu Roma. O tym, co to za auto i co tkwi w jego trzewiach opowiadał niedawno Mikołaj. Niespecjalnie podzielam jego entuzjazm, ale co ja mogę wiedzieć o pięknie samochodów – jestem fanem Nissana Cube.

Ale wracając do Jacka – wrzucił na Twittera zdjęcie kluczyka do Romy. Oto on:

Wygląda jakby ktoś zerwał znaczek z maski auta i dokleił do pudełka z przyciskami do otwierania drzwi i bagażnika. Albo jak magnes na lodówkę. Albo jak zapalniczka Zippo, zrobiona na licencji Ferrari. Ale zupełnie nie jak kluczyk. 

Jasne, dziś już mało kto produkuje klucz w kształcie klucza.

Ostatnio zaskoczył mnie klucz do Mitsubishi ASX – klasyczny, z grotem i przyciskami otwierania drzwi w uchwycie. Nawet nie składany. W nowym aucie za niemal 90 tys. zł, a jakby wyjęty żywcem z początków tego stulecia. 

Klucz Mitsubishi ASX

Z drugiej strony mamy ogromne klucze BMW, wyglądające jak smartfony. To też lekka przeginka, ale można próbować usprawiedliwiać tę formę dodatkowymi funkcjami, z których można skorzystać smyrając palcem po wbudowanym w klucz ekranie. Pozwala na włączenie ogrzewania, czy przewietrzenie wnętrza, sprawdzenie stanu paliwa, a nawet wyprowadzenie auta z ciasnego miejsca parkingowego.

Klucz BMW

W przypadku klucza Romy nie ma mowy o funkcjonalności.

On powstał chyba tylko po to, by jego posiadacz mógł go wykorzystać jako przedłużenie… świadomości obcowania z autem. Gdy go zobaczyłem, przypomniałem sobie słowa Janusza Kaniewskiego. Projektant, który pracował m.in. dla Ferrari wspomniał kiedyś, że w przyszłości posiadanie klucza do Ferrari będzie ważniejsze, niż posiadanie samego auta. Takim samochodem i tak nie będzie gdzie zaparkować. Ale kluczem będzie można np. zaimponować dziewczynie w barze. Po kilku drinkach i tak przecież trzeba wracać do domu taksówką. 

Kaniewski, powołując się na swoją rozmowę z wykładowcą London School of Economics, wspomniał, że dziś najwięcej zarabia się na zarządzaniu ryzykiem. A klucz do Ferrari mógłby według niego być gwarantem zainteresowania ze strony kobiet, za który ktoś majętny mógłby chcieć zapłacić np. 100 tys. euro.

Czy Mistrz mógł mieć rację? Wygląda na to, że Ferrari postanowiło to sprawdzić.

Jeżeli klientami Ferrari są goście, którzy w podstawówce dowartościowywali się bluzami z wielkimi logotypami Adidasa, Pumy, czy innego Prosto, to może faktycznie to coś dla nich. 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać