Felietony

Euro NCAP rozbija auto typu ciągnik rolniczy i dziwi się, że nie jest bezpieczne jak klasa S

Felietony 20.09.2018 890 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 20.09.2018

Euro NCAP rozbija auto typu ciągnik rolniczy i dziwi się, że nie jest bezpieczne jak klasa S

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski20.09.2018
890 interakcji Dołącz do dyskusji

Jak poradziło sobie w Euro NCAP Suzuki Jimny, model roku 2019? Słabo: uzyskało tylko trzy gwiazdki. Podpowiem jednak Euro NCAP, że gdyby rozpędzili i wyrżnęli w ścianę ciągnikiem Ursus, rezultaty byłyby jeszcze gorsze. Co tylko przypomina, ile są warte gwiazdki Euro NCAP.

Podobno są ludzie, którzy ekscytują się wynikami crash testów i od nich uzależniają zakup swojego samochodu. Bardzo mi ich żal, bo skoro kupują go z myślą o tym, że będą w nim mieć wypadek, to nie powinni kupować go w ogóle. Jeszcze bardziej dziwię się wszystkim, którzy w ogóle choć w ułamku procenta wierzą, że Euro NCAP w jakikolwiek sposób bada, czy nowe samochody są bezpieczne. Może ich badanie miałoby jakiś sens, gdyby każdy samochód poddano testom zderzeniowym obejmującym wszystkie możliwe scenariusze zdarzeń drogowych. Ich liczba jest oczywiście nieskończona. Uderzenie w odkształcalną przeszkodę przy stałej prędkości odpowiada nam na pytanie „jak zachowa się ten konkretny egzemplarz przy tej konkretnej prędkości w tych danych warunkach”, co jest podobną bzdurą, jakby ustalać kto jest mądry, zadając wszystkim jedno i to samo pytanie. Dobrze odkształcił się przy 64 km/h i uderzeniu offsetowym, znaczy się – bezpieczny! Brzuch mi się trzęsie ze śmiechu, tzn. trząsłby się, ale ostatnio strasznie schudłem.

Suzuki zapomniało, że samochody na rynek europejski robi się z myślą o crash testach

Wprawdzie całe Euro NCAP to jedna wielka hucpa o zerowej wiarygodności, ma jednak duże oddziaływanie społeczne. Dlatego producenci budują swoje auta tak, żeby dobrze zachowywały się w znanym im teście. Przy 68 km/h auto może już rozpaść się w drobny mak, bo tego przecież nikt nie sprawdza. Wróćmy jednak do Suzuki Jimny: przyznano mu niską ocenę za ochronę klatki piersiowej podczas uderzenia offsetowego (powierzchnią 40% przodu). Ponadto nisko oceniono ochronę głowy w przypadku uderzenia „pełnego” przodem nadwozia w barierę. Najgorszą sytuacją było niedostateczne napełnienie się poduszki powietrznej kierowcy, przez co kierowca uderzył głową w kierownicę. No nie tak śmiertelnie, ale uderzył. Czyli Jimny jest niebezpieczne. Nie wiadomo, czy w innych egzemplarzach też jest ten problem z airbagiem, bo Euro NCAP jest tak genialne, że na podstawie jednego przypadku wydaje opinię o wszystkich.

Euro NCAP Suzuki Jimny

Tymczasem przypomnijmy parę przypadków, w których Euro NCAP wykazało się wybitną konsekwencją i niezwykłym wręcz rozgarnięciem.

Zero gwiazdek dla Fiata Punto: to chyba moja ulubiona bzdura. Euro NCAP przeprowadzając test Punto po 12 latach od jego debiutu samo się zaorało, pokazując, że ich wyniki są o kant felgi potłuc. Punto w 2005 r. otrzymało 5 gwiazdek Euro NCAP. Czyżby przez 12 lat przestano robić je z blachy, a zaczęto z papieru i sklejki? A może wprowadzono specjalny szpikulec przebijający kierowcę? Nie. Po prostu zmieniły się wymogi homologacyjne, zmieniła się prędkość testowa, a Punto nadal robiono według kryteriów z 2005 r.

W związku z tym uzyskało wprawdzie dwie gwiazdki z pięciu, ale potem odjęto je za brak wyposażenia, które w tym aucie nie jest obowiązkowe. Czyli Punto w 2005 r. było zgodne z wymogami z 2005 r. i było bezpieczne, i w 2017 r. nadal było zgodne z wymogami z 2005 r., ale było już niebezpieczne. Tak, to ma sens. Przyłóżmy dzisiejsze kryteria do aut sprzed 12 lat i pokażmy, że ono ich teraz nie spełnia. Ależ to daje możliwości! Można na przykład napisać „FORD T UZYSKAŁ MINUS OSIEMNAŚCIE GWIAZDEK!!!”. To prawie tak, jak rozpatrywanie filmów sprzed 40 lat pod kątem dowcipów seksistowsko-rasistowskich. Nie uwierzycie, ale „celebrytka” Paulina Młynarska, w desperackiej próbie pogoni za mózgiem popularnością domagała się jakiś czas temu, żeby Juliusz Machulski przeprosił za „Seksmisję”. Śmiechom i żartom nie było końca.

Była też sprawa, w której jakiś samochód dostał 4 gwiazdki, bo nie miał akustycznego przypominacza o przypięciu pasów bezpieczeństwa. Potem na szybkości to do niego wprowadzono i wtedy dostał pięć. Czyli 20% oceny jest uzależnione od tego czy auto dzwoni czy nie dzwoni jak wsiądziesz i ruszysz. Oczywiście nic nie sprawdza, czy ktoś nie jeździ stale z pasem wpiętym w zapinkę i po prostu na nim nie siada. Ależ to bezpieczne!

Wspomnę też, że na Euro NCAP są liczne wyniki, które można tylko uznać za zabawne.

Oto wypasiony Range Rover ma tylko 4 gwiazdki, a Renault Clio ma 5. Wsadźmy mądrali z Euro NCAP do Clio i zderzmy ich z Range Roverem. Ja będę jechał tym Range’em. Jeśliby wierzyć ich wynikom, to ja będę ranny lub zginę, a oni wyjdą bez szwanku. Jakbym już koniecznie miał się zderzać, to wolałbym jechać Range Roverem, Escalade albo Land Cruiserem V8 niż Clio. Ale przecież te gwiazdki!

Ciekawe dlaczego połączenie ciągniczka rolniczego z samochodem, jakim jest Jimny, bada się według tych samych kryteriów, co auta o wiele większe i mocniejsze, rozwijające w mgnieniu oka duże prędkości. Naprawdę Jimny jest bardziej niebezpieczne niż Tesla przyspieszająca w 3 sekundy do setki? Niesamowita sprawa…

Euro NCAP Suzuki Jimny

Nadal nie mogę też pojąć, dlaczego Euro NCAP nie bada motocykli

Tylko trzy gwiazdki dla Jimny – ojej, jaki niebezpieczny samochód! Można w nim zginąć – piszą ludzie, którzy na co dzień jeżdżą 600-centymetrowym motocyklem w t-shircie. Dlaczego nie sprawdza się skutków uderzeń dla motocykli? Czyżbyśmy wszyscy po prostu wiedzieli, że motocykle są niebezpieczne i dlatego nie trzeba ich badać? To podobny wniosek można wysnuć patrząc na Jimny. Mała, kanciasta terenówka będzie mniej bezpieczna niż wielki sedan. Do tego celu nie trzeba było jej rozbijać, chyba że dostajesz forsę za rozbijanie samochodów i mądrzenie się na temat obarczonych dużym poziomem losowości wyników. Jimny to samochód do jeżdżenia po lesie, po polu, po gospodarstwie – i po szosie, ale wątpię, żeby jego klienci w pierwszej kolejności interesowali się poziomem bezpieczeństwa. Raczej interesuje ich, czy przejedzie po błocie ciągnąc przyczepkę z drewnem. Fajnie, że jakiś typ z Euro NCAP wychodzi teraz w pewnym sensie do grupy docelowej Jimny – rolników, właścicieli wypożyczalni w Grecji i innych tego typu, i mówi do nich „ale panowie, ten samochód jest bardzo niebezpieczny!”. Ciekawe czy pan Matthew Avery z Thatcham Research biega też za kibicami piłki nożnej i tłumaczy im, że na meczach jest niebezpiecznie i nie powinni na nie chodzić.

Najbardziej jednak podobało mi się, że system automatycznego hamowania nie reaguje na cyklistów. To chyba został dobrze skalibrowany. Rowerzyści mają po prostu nie wjeżdżać pod nadjeżdżające samochody, jeśli chcą kontynuować swoje życie na Ziemi. Tej Ziemi.

 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie