Felietony

Nie bądź łosiem. Ktoś może na ciebie wpaść elektrycznym Seatem Mii

Felietony 08.07.2020 49 interakcji
Adam Majcherek
Adam Majcherek 08.07.2020

Nie bądź łosiem. Ktoś może na ciebie wpaść elektrycznym Seatem Mii

Adam Majcherek
Adam Majcherek08.07.2020
49 interakcji Dołącz do dyskusji

Elektryczny Seat Mii zaliczył test łosia lepiej niż Porsche. Ale i tak piszą, że poradził sobie słabo.

Mój czytnik RSS-ów od rana pingnął mi już kilka razy w temacie wyników testu łosia małego Seata. Tytuły brzmią niepokojąco: „Ten test nie poszedł dobrze”, „Zobacz jak Seat Mii Electric słabo wypadł w teście łosia”, „W elektrycznym Seacie Mii nie ominiesz żadnego łosia”. Brzmi niepokojąco, trzeba kliknąć. No to kliknąłem.

Test łosia elektrycznego Seata Mii wyglądał tak:

Jeśli komuś szkoda czasu na oglądanie to streszczam: przy 70 km/h udało się bez problemu, przy 73 km/h już były strącenia, ale auto wróciło na pierwotnie zajmowany pas ruchu. Żeby było medialnie zaczęto od 79 km/h – pachołki pozrzucane, kierowca nie był w stanie wrócić na swój pas ruchu.

I co teraz, czy ten elektryczny Seat Mii jest bezpieczny czy nie?

Tu już odpowiedź trzeba zacząć od klasycznego to zależy. Zależy od tego, co weźmiemy za punkt odniesienia i  jak zinterpretujemy te wyniki. Sam nie byłem specjalnie przekonany, czy wypadł dobrze czy źle, bo rzadko mam okazję omijać wyskakujące przeszkody na wąskich drogach, z koniecznością powrotu na swój pas. W zasadzie to poza celowymi testami, chyba mi się jeszcze przez 20 lat za kierownicą nie zdarzyło.

Wykopałem więc listę wszystkich testów przeprowadzonych przez Teknikensvarld. To ten szwedzki magazyn, który zasłynął z wywrócenia Mercedesa Klasy A w 1997 r. Od tego czasu spopularyzowano układ stabilizacji toru jazdy (ESC, ESP itp.), a ludzie dowiedzieli się, że w Skandynawii jest dużo niebezpiecznej zwierzyny i opracowując samochody tamtejsi producenci biorą to na poważnie pod uwagę. Co prawda test elektrycznego Mii robił kto inny, ale zakładam, że metodologia jest ta sama i wyniki można porównywać.

Na liście zebrano do dziś 660 modeli

Najstarsze z 1983 r., najnowsze na liście są z 2019. Do dziś nie pobito rekordu prędkości ustanowionego w 1999 r. przez Citroena Xantię Activa V6 – 85 km/h, choć w zeszłym roku Nissan Qashqai DIG-T 160 Acenta był gorszy zaledwie o 1 km/h. Na drugim końcu skali jest Reliant Rialto z 1983 r. (42,5 km/h), a za nim Citroen C4 Picasso, który w 2007 r. przejechał skutecznie próbę z prędkością zaledwie 54 km/h.

Wiele aut poradziło sobie z testem łosia lepiej niż Mii

Dokładnie to 385 z 660 testowanych – tylu samochodom udało się pokonać test łosia z szybkością co najmniej 71 km/h. Łatwo sobie policzyć ilu udało się to zrobić z tą samą co elektrycznemu Mii, albo z niższą.

Z jednej strony można więc napisać, że Nowoczesny Samochód Elektryczny poradził sobie gorzej niż 20-letni samochód z silnikiem spalinowym. I to francuski. Z drugiej, tak samo prawdziwe byłoby stwierdzenie, że Seat Mii radzi sobie z testem sprawnościowym lepiej niż BMW 325d (z 2007 r., 67,5 km/h), Porsche Panamera S E-hybrid (2016 r., 67 km/h), a nawet Dacia Duster 1.5d (2017 r., 69 km/h).

Dla porównania: elektryczne BMW i3 ukończyło test przy prędkości 64 km/h, Tesla Model S 85 Performance i Hyundai Kona Electric przy 68, a na 70-ce skończył też Jaguar i-Pace. Za to spalinowy VW Up! pokonał przeszkodę z szybkością 75 km/h, a elektryczny e-Up – 62 km/h. I co z tego? Nic.

Nie chodzi mi o to, by usprawiedliwiać wynik elektrycznego Seata

Idzie o to, że sam ten wynik wiele nie mówi i trudno podjąć na jego podstawie jakąkolwiek decyzję. Swoją drogą, ciekawe jak poradziłyby sobie z takim testem przypadkowe auta wzięte prosto z ulicy – ze zużytym zawieszeniem i twardymi jak kamień, starymi oponami. Ja tam bym wciąż wolał omijać łosia w takim Upie, niż w luksusowej Argencie.

A skoro ten Seat jest elektryczny, to może dałoby się takiego łosia potraktować prądem?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać