Przegląd rynku

Jaki samochód kupić, jeśli chcesz elegancki wóz, ale nie chcesz wyglądać jak dorobkiewicz

Przegląd rynku 23.01.2019 95 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 23.01.2019

Jaki samochód kupić, jeśli chcesz elegancki wóz, ale nie chcesz wyglądać jak dorobkiewicz

Piotr Barycki
Piotr Barycki23.01.2019
95 interakcji Dołącz do dyskusji

Udało się. Odniosłeś sukces. Możesz w końcu kupić dobre, droższe auto. Tylko jakie wybrać, żeby nagle sąsiedzi nie przestali się do nas odzywać i zaczęli szeptać za plecami złodziej?

Można też przyjąć inny scenariusz – przypadkiem wysłaliście jakiś kupon i przypadkiem wygraliście ogromne pieniądze. Chcecie kupić nowy, wygodny i elegancki samochód, ale nie chcecie, żeby wszyscy nagle uświadomili sobie, że mogą do was przyjść pożyczyć trochę drobnych. A już tym bardziej nie chcecie, żeby każdy inny kierowca na drodze miał was za chama i dorobkiewicza.

Co wybrać w takiej sytuacji?

Volvo V60

Mam wrażenie, że Volvo jest jedną z niewielu społecznie akceptowalnych marek premium w naszym kraju. Kiedyś ktoś mówi o bucu w SUV-ie, nikt raczej nie wyobraża sobie kogoś za kierownicą wielkiego XC90. BMW? Audi? Jasne. Ale raczej nie Volvo.

Ale żeby zejść jeszcze bardziej poniżej radaru, trzeba sięgnąć po to, co Szwedzi robią najlepiej od dekad – po kombi. I to nie to największe, ale to najmniejsze – choć i tak spore – czyli V60.

Przestrzeń w środku? Jak najbardziej – V60 ma dłuższy rozstaw osi od większości konkurentów. Miejsce w bagażniku? V60 ma jeden z pojemniejszych bagażników w swojej klasie. Do tego świetne, minimalistyczne wnętrze (które wcale nie jest identyczne z V90!), świetne fotele i bardzo wysoki komfort jazdy (opcjonalne pneumatyczne zawieszenie z tyłu i adaptacyjne zawieszenie. Nie wspominając już o tym, że V60 potrafi w niektórych konfiguracjach wyglądać naprawdę świetnie. W tym w całkiem świeżej wersji Cross County, która pozwoli nam mieć coś z wyższym prześwitem, bez wpadania do jednego worka ze wszystkimi posiadaczami SUV-ów.

Jedyne, czego nie możemy zrobić z V60, to kupić go w wersji porywający sleeper z równie porywającą (i brzmiącą) jednostką napędową. Nie ma już 6-cylindrowego silnika benzynowego. Zamiast tego jest albo czterocylindrowe T6, którego chyba nie ma co polecać, albo hybrydowe T8, które generuje zawrotne 390 KM, ale w której silnik benzynowy dalej ma cztery cylindry.

Szkoda. Ale na pocieszenie zawsze zostaje 250-konne T5, nie wspominając już o wyborze najrozsądniejszym i najbardziej oczywistym – D4 AWD.

Lexus ES

Tak, to jest limuzyna, do tego z segmentu E. Ale jest coś takiego w samochodach tej marki, że rzadko kiedy o kierowcach Lexusów myśli się źle. Może to kwestia tego, że rzadko kiedy widzi się je na ulicach. Albo że niewiele jest w gamie Lexusa modeli, którymi można (lub chce się) poszaleć na drodze.

A może po prostu kwestia tego, że Lexus jest tym innym wyborem. Nie jest do końca bezpośrednią konkurencją dla Mercedesa, Audi czy BMW – jest dla tych, którzy po prostu chcą czegoś zupełnie innego. I… za to można ich lubić.

A powodów do lubienia najnowszego wcielenia ES jest zresztą jeszcze więcej. Jest wielki, efektowny, ale z zachowaniem elegancji, a do tego wygodny i oczywiście świetnie wyciszony.

Do tego – jak na segment E – może być fascynująco wyposażony. Przykładowo w wersji Omotenashi za 279 900 zł ma nie tylko wentylowane fotele, system audio z 17 głośnikami, HUD i bezprzewodową ładowarkę, ale też elektrycznie regulowane… fotele tylnej kanapy. Spróbujcie za taką kwotę złożyć BMW serii 5 czy Mercedesa klasy E, do których nie będzie głupio wsiadać.

ES ma też swoje wady, a największą jest chyba brak mocnych silników. Cóż to za luksusowa limuzyna, która na sprint do 100 km/h potrzebuje prawie 9 (!!!) sekund? Brak opcji napędu na wszystkie koła też nie przemawia na korzyść Lexusa, ale jeśli komuś na tym nie zależy, a poza tym nie lubi się spieszyć – dlaczego nie.

W końcu kiedy ostatnio słyszeliście o chamie w Lexusie?

Peugeot 308 GTI

308-ka może być albo bardzo wygodnym, praktycznym samochodem kompaktowym, którym swobodnie pojedziemy z rodziną na wakacje, albo takim, do którego lepiej rodziny nie pakować. Tym drugim jest właśnie wersja GTI.

Wprawdzie po zamieszaniu z WLTP trochę osłabła (obecnie 262 KM), ale i tak silnik 1.6 PureTech pozwala rozpędzić się do 100 km/h w zaledwie 6 sekund. Do tego – o ile pozbyć się oznaczeń i przymknąć oko na czerwone akcenty oraz spore felgi, 308 GTI wygląda… jak każdy inny Peugeot 308.

Byłem kilka razy wieziony takim 308 GTI i mój podziw dla możliwości tego samochodu był – właśnie ze względu na demonstrację możliwości – niemal porównywalny z chęcią opuszczenia go jak najszybciej. Choć oczywiście 308 GTI można też jeździć spokojnie, moc wykorzystywać tylko wtedy, kiedy to naprawdę potrzebne, a pasażer na fotelu obok kierowcy może cieszyć się podczas jazdy chociażby masażem.

Kia Stinger

Kia-Stinger-3

  • Czym jeździsz?
  • Kią.
  • Aha.

I tak pewnie kończy się większość rozmów z posiadaczami Stingerów. Niesłusznie, bo Stinger to świetne auto, i z całą pewnością będzie w innych uczestnikach ruchu wzbudzać inne emocje niż np. BMW serii 4.

Jednocześnie cena za Stingera jest wręcz zabawnie niska. Który inny producent zaoferuje nam duże, czterodrzwiowe coupe z ponad 3-litrowym silnikiem V6, napędem na obie osie i prawie pełnym wyposażeniem, za niecałe 240 tys. zł?

No właśnie, żaden. A jeśli ktoś już będzie drążyć, jakiego dokładnie Stingera sobie kupiliśmy, możemy mu sprzedać historię o tym, jak długo liczyliśmy wysokość raty leasingowej na bazową wersję z dwulitrowym, czterocylindrowym silnikiem i napędem na tył. Która zresztą kosztuje tyle, ile pierwszy lepszy przyzwoicie wyposażony Superb czy Passat.

Skoda Superb

Skoda-Superb

Superb luksusowy? Oczywiście, że nie. Ale za to jak najbardziej może być na wypasie, nie zwracając przy tym niczyjej uwagi.

Przepis na takiego Superba? 2-litrowy silnik TSI, 272 KM pod prawą stopą, 5,5 s do setki, które zawstydzą większość aut na drodze, a do tego obowiązkowo wyposażenie L&K, najmniejsze felgi (17 cali) i jakiś niepozorny kolor – np. szary albo czarny.

Rezultat? Błyskawicznie wtapiamy się w morze podobnych, niczym niewyróżniających się, korporacyjnych wozów służbowych. I nikt nie wie, że siedzimy na elektrycznie ustawianych, wentylowanych fotelach, prędkość i nawigację odczytujemy z cyfrowych zegarów, a przy starcie spod świateł możemy zawstydzić niejedno BMW, Audi czy Mercedesa.

I że nasze auto katalogowo kosztowało grubo ponad 200 tys. zł.

Peugeot 508

Nie ma tu miejsce na żadną dyskusję – 508 jest najładniejszym obecnie sprzedawanym samochodem segmentu D. Zarówno jeśli chodzi o wnętrze, jak i nadwozie.

Przy tym wszystkim może być świetnie wyposażony, a jednocześnie nadal być wrzucany do tego samego wora, co Passat, Superb czy inna Insignia. Nikt raczej nie będzie się zastanawiać, skąd miał na to pieniążki – ot, rodzinny sedan/kombi, pewnie w leasingu, a jeśli nie, to może służbowy. Jasne, 508 będzie zwracał na siebie uwagę, bo po prostu wygląda dobrze. Ale nie wzbudzi raczej niezdrowej zazdrości i zainteresowania.

A my w tym czasie będziemy cieszyć się wygodną jazdą, dobrym wyciszeniem (nawet pomimo bezramkowych okien), kosmicznym wnętrzem i masażem.

Kiedyś było… trochę lepiej.

Głównie ze względu na to, że kiedyś każdy próbował swoich sił w segmencie E, nawet jeśli nie był uznawany za markę premium. Citroen C6 z całą pewnością znalazłby się w tym zestawieniu. Dla Alfy Romeo 166 też nie zabrakłoby miejsca. Saab 9-5, Lancia Thesis, Peugeot 607 albo Honda Legend – ich również nie wypadałoby pomijać, bo udanie łączyły cechy klasy wyższej, ze znaczkiem, który nie budził w innych kierowcach zazdrości czy niechęci.

Teraz natomiast prawie wszyscy gracze nie-premium wycofali się z tego segmentu. Mamy albo wyposażone po brzegi pojazdy z segmentu D, albo wchodzimy z portfelem w pełnowymiarowy segment E. Gdzie się podziali natomiast ci wszyscy próbujący, którzy nie wypadli z gry?

Oczywiście klepią jeden za drugim SUV-y, i każdy kolejny podniesiony model jest szczytem prestiżu, bo siedzi się 3,5 cm wyżej nad drogą niż pozostali kierowcy. A prestiż – jak wiadomo – zawsze wzbudza zazdrość, więc niestety żaden z SUV-ów nie mógł trafić na tę listę.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie