Felietony

Dziś Dzień Szczęśliwego Człowieka. Człowieka, który może obyć się bez samochodu

Felietony 22.09.2021 204 interakcje
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 22.09.2021

Dziś Dzień Szczęśliwego Człowieka. Człowieka, który może obyć się bez samochodu

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz22.09.2021
204 interakcje Dołącz do dyskusji

Smutny dzień braku alternatywy dla samochodu wypada dziś.

To dziś, to ten dzień, w którym z bliżej nieznanych przyczyn mamy nie używać samochodu, zwany Dniem Bez Samochodu. Tak symbolicznie, żeby pokazać, że życie bez samochodu jest możliwe, a może nawet fajne. Tymczasem dla większości ludzi (tych, którzy i tak mają w życiu szczęście) życie bez samochodu możliwe nie jest. Dawny luksus jest dziś przykrym obowiązkiem. Szczęśliwi są ci, którzy mogą żyć bez samochodu, a nie ci, którzy mają go z konieczności, czyli prawie wszyscy.

Samochód jak codzienne golenie

Młodzi chłopcy chcą się golić i nie słuchają starszych, którzy mówią, że to nic fajnego. Że codzienny obowiązek to przykra konieczność, a nie żaden atrybut dorosłości. Mężczyźni z zarostem twardym tak, że co rano tępią na nim dwie maszynki, marzą o młodzieńczym meszku. Ludzie, którzy kiedyś pragnęli codziennie jeździć samochodem, teraz mają do niego stosunek co najwyżej obojętny, a główna związana z nim emocja brzmi: proszę, nie zepsuj się.

Samochód stał się tak popularny, że trudno traktować go jako luksus, to konieczność, bez której nie da się obyć. To kłopotliwe i kosztowne w utrzymaniu urządzenie. Możemy sobie tu Autoblogu wielbić te samochody, ale dla tej garstki ludzkości, która Autobloga nie czyta, większe emocje od poszerzonej Dacii Duster budzi pralka z funkcją dorzucania zapomnianych skarpet.

Posiadanie samochodu jest tak oczywiste i dostępne, że nie jest już nawet symbolem statusu społecznego. Człowiek bez samochodu nie zawsze jest biedny, on jest szczęśliwy, bo nie musi go mieć. I to niekoniecznie jest sprawa pieniędzy.

Człowiek szczęśliwi nic nie musi

Szczęśliwi są ci, którzy nie muszą nigdzie jechać. To przymus przemieszczania się skazuje nas na samochody. Dzień bez samochodu mogą obchodzić ludzie, których praca i domowe obowiązki nie zmuszają do oddalania się od domu, czyli nieliczni.

Do ich dzieci przychodzi babcia, bo nie wyemigrowali za chlebem do stolicy,  ewentualnie mają w budynku obok domu przedszkole. Albo w ogóle nie zdecydowali się w swoim domowym budżecie umieścić takiego obciążenia kosztowego jak płód z potencjałem rozwojowym. Pracują nowocześnie z domu, albo jeszcze lepiej, oni nie pracują wcale, tylko realizują swoją pasję za pieniądze, a to przecież wtedy już nie praca. Dzień bez samochodu jest tak samo odrealnionym hasłem, jak mityczna opowieść o ojcu, który powiedział swojemu synowi, żeby znalazł w życiu pasję, a nie przepracuje w życiu ani jednego dnia.

Ta mądrość wyczytana w Wielkim Zbiorze Złotych Myśli Wyciągniętych z Czeluści Czterech Liter, ma tak samo wiele sensu, jak wmawianie ludziom, że mogą porzucić samochody tu i teraz. Większość ludzi musi wykonywać codziennie czynności, o których nigdy nie marzyli, jadąc tam urządzeniami, które kupili z przymusu. Heloł, na świecie nie ma tyle pracy dla strażaków i lotników, żeby każdy mógł zrealizować marzenia z dzieciństwa. Dacii Duster, też nie da się wyprodukować dla całego świata.

Nie ma alternatywy dla samochodu

Z opowieściami o wspaniałych cechach rowerów rozprawił się Tymon. Nie nadadzą się u nas, nie w tym klimacie, nie w rozległych miastach. Ktoś da radę, ktoś inny się zmusi, ale dla 99 proc. ludzi to żadne zastępstwo dla samochodu. Poza miastami też jest życie.

Choć oczywiście można tego nie dostrzegać i ludzi wykluczonych komunikacyjnie, bez żadnego połączenia z największym miastem w regionie, nazywać blachosmrodziarzami, bo wożą dzieci do lekarza samochodem. Z pewnością ogarnęła ich samochodoza i realizują swoje czterokołowe fanaberie.

Jak odzwyczaić ludzi od samochodów?

Nie da się. Nikt nie wymyślił lepszej formy transportu. Samochody są uniwersalne, sprawdzają się na małych i dużych odległościach, zapewniając niezależność od wadliwych systemów i wadliwych ludzi. Jeden pobyt na przystanku autobusowym przy ujemnej temperaturze, z wiatrem, który wiecznie wieje w twarz gdziekolwiek by się nie obrócić, leczy z dnia bez samochodu skuteczniej niż lewatywa leczyła kiedyś wszystkie choroby.

Bez lepszego pomysłu jak się przemieszczać, żadnych dni bez samochodu nie będzie. Nie bardzo jest jak ludzi zachęcić do ich porzucenia, można ich tylko zmusić. Zakażmy samochodów w miastach, niech istnieją tylko miliony tramwai i trolejbusów, to ludzie faktycznie przestaną jeździć samochodami.

Prościej byłoby ograniczyć przymus przemieszczania się. Zamiast planować ograniczenie ruchu, martwimy się o to, jak dotrzeć z miejsca na miejsce, co staje się codziennym wyzwaniem w miastach i wsiach, choć z innych przyczyn. Tysiące ludzi każdego dnia stawiają się w stołecznym Mordorze, żeby pić niedobrą kawę z ludźmi za którymi nie przepadają. Wielu z nich na efektywną pracę przeznacza nie więcej jak 20 proc. swojego czasu. Równie dobrze mogą nudzić się z domu. Takie jest moje doświadczenie z wielu lat pracy w różnych firmach i instytucjach, ciężko pracuje ułamek, a większość ludzi w pracy to głównie przebywa i myśli, jak dożyć do końca.

Chyba już przegapiliśmy swoją szansę na pracę zdalną. W głowach decydentów nie kiełkuje też żadna myśl jak wspomóc organizację życia rodzinnego w pobliżu miejsca zamieszkania. Zachęcenie przedsiębiorców do ograniczania dojazdów pracowników do pracy, też nie leży w niczyim obszarze zainteresowań.

Z samochodów zrezygnujemy wyłącznie, gdy nie będzie nas na nie stać, albo ich użytkowanie będzie już tak kłopotliwe, że bardziej opłaci się chodzić piechotą. Tylko nieliczni mogą sobie pozwolić na życie bez nich już teraz. To szczęśliwi ludzie, którzy tak poukładali swoje życie, że nie za bardzo muszą rano się przemieszczać. Inaczej też nie ceniliby dnia bez samochodu.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać