Wiadomości

Czy w muzeum można prezentować samochody ze „złej” części historii? (odp.: tak)

Wiadomości 07.07.2020 193 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 07.07.2020

Czy w muzeum można prezentować samochody ze „złej” części historii? (odp.: tak)

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski07.07.2020
193 interakcje Dołącz do dyskusji

W Stanach Zjednoczonych jest sobie Volo Auto Museum, w którym na ekspozycji stoi Dodge Charger z flagą. Bardzo złą flagą.

Dodge Charger z serialu „Dukes of Hazzard” (po polsku dziwnie nazwanego „Diukowie Hazardu”) to jeden z ikonicznych samochodów filmowych. Znany pod ksywą „General Lee”, w charakterystycznym pomarańczowym kolorze z i numerem 01 na boku wykonywał szalone skoki w niemal każdym odcinku tego kinematograficznego dzieła. Niestety, ostatnio znalazł się na cenzurowanym, a wszystko z powodu flagi konfederacji, która znajduje się na jego dachu. Ta flaga w Stanach Zjednoczonych kojarzy się ze złymi białymi ludźmi, rasizmem i niewolnictwem. Przynajmniej niektórym, co bardziej zaangażowanym politycznie obywatelom tego kraju.

Flaga konfederacji na cenzurowanym

Flaga konfederacji musi zniknąć z wyścigów NASCAR, a wkrótce zostanie też usunięta z symboli stanu Misisipi. Wszystko w ramach „przewracania pomników” i „przywracania właściwej historii”. Jednak amerykańskie Volo Auto Museum odmówiło schowania Dodge’a Chargera z flagą konfederacji na dachu. Brian Grams, dyrektor muzeum, powiedział że samochód jest częścią historii i dlatego jest w muzeum. Dodał też, że w sekcji wojskowej Volo Auto znajdują się znacznie gorsze rzeczy niż flaga konfederacji. Ponadto nikt istotny do tej pory nie narzekał, co więcej nawet, zdarzali się ludzie, którzy dziękowali za odważne przedstawianie historycznych samochodów bez ich cenzurowania. To ciekawe czasy, w których wystawianie zabytkowego auta w muzeum stanowi akt odwagi.

flaga konfederacji

Czy wszystko może być prezentowane w muzeum?

Gdyby Volo Auto Museum poddało się terrorowi gumkowania historii i wstydliwie schowało Chargera przed publicznością, byłby to wstyd dla samej koncepcji muzealnictwa. W muzeum może stać wszystko – ZIS Józefa Stalina, Mercedes Der Grosser Adolfa Hitlera, pojazdy wojskowe Wehrmachtu z zakazanym normalnie znakiem. Po to właśnie jest muzeum: składujemy w nim to, co już minęło. Nie musi nam się to podobać i nie musimy się z tym zgadzać. Muzeum nie ma głaskać po główce i mówić, że zawsze wszystko było dobrze. W przeciwnym razie wszystkie muzea wojen, powstań i ludobójstwa powinny od razu przestać istnieć.

Temat można rozszerzyć na zabytkowe auta poza muzeami

Chodzi tu np. o zabytkowe rajdówki czy auta wyścigowe, na których znajdowały się reklamy papierosów – napisy Rothmans czy Marlboro. Wraz z nowymi regulacjami dotyczącymi zakazu reklamowania produktów tytoniowych, naklejki trzeba było pousuwać. Nawet w telewizji, gdy emitowane są materiały z historycznych rajdów, trzeba zamazywać zakazane nazwy. Jest to kompletna bzdura. Naklejka na samochodzie mającym 40 lat niczego nie reklamuje, bo nikt tej reklamy nie opłaca. Trudno mi sobie wyobrazić sytuację, że ktoś zachęciłby się do palenia papierosów, bo przed oczami mignęła mu wyścigówka z napisem CAMEL.

Dobrze, że w Polsce nie mamy tego problemu. W muzeach stoją samochody z napisem MILICJA, albo i gorszymi, a mimo naszej wyjątkowo traumatycznej historii (przy której amerykańskie problemy są śmieszne i przestarzałe), nie mamy zapędów do udawania, że złe rzeczy nie istniały. Może z tym wyjątkiem, jak jakiś czas temu próbowali mi zdekomunizować ulicę, powodując trwający do dziś chaos w dokumentach.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać