Ciekawostki

Czy wyjazd po grata to załatwianie istotnych spraw życia codziennego? Bo jest taka sprawa…

Ciekawostki 02.04.2020 1230 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 02.04.2020

Czy wyjazd po grata to załatwianie istotnych spraw życia codziennego? Bo jest taka sprawa…

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski02.04.2020
1230 interakcji Dołącz do dyskusji

Jeśli miałbym kupić polskiego klasyka, to tylko coś takiego.

Jako samozwańczy autorytet w sprawach samochodów zabytkowych wielokrotnie musiałem odpowiadać na pytania: jaki polski klasyk jest najlepszy (żaden), jakiego chciałbyś mieć (żadnego), co sądzisz o polskich klasykach (razić prądem) itp. Oczywiście żartuję, o ile moje zdanie na temat polskich klasyków jest średnie, o tyle są wśród nich samochody, które uważam za naprawdę godne uwagi. W pierwszej trójce znalazłaby się jakaś wczesna Syrena ze zbiornikiem paliwa pod maską, bo wszystko jest w niej na tyle źle i tak bardzo nie ma prawa działać, że ma to swój urok. Znalazłby się w niej bardzo wczesny Polonez „Borewicz”, bo choć wizualnie jest okropny za sprawą tych wąsko rozstawionych kół, to jednak widzę w nim pewną iskrę włoskiego geniuszu, której nie udało się zgasić polskim wykonaniem.

Ale na pierwszym miejscu wśród polskich klasyków…

And the winner is… No właśnie. Lublin. Tak, wiem – zaczęliśmy produkować go za późno, gdy już był przestarzały, i tłukliśmy też za długo. Ale jakby wziąć „oś czasu” Lublina i przesunąć ją z 10 lat w tył, to byłby po prostu świetny samochód dostawczy, i to polskiej konstrukcji. Właściwie podobają mi się wszystkie Lubliny, może te ostatnie, z trzeciej serii trochę mniej, ale ogólnie – to mój ulubiony polski klasyk. Mam do niego oczywiście sporo zastrzeżeń, bo chciałem kupić sobie taki wóz i miałem okazję się nim przejechać. Pozycja za kierownicą jest straszna, jakbym miał wypaść z szoferki na jezdnię. Bardzo mało miejsca, siedzi się pionowo, a przednia szyba ma ochotę cię zgnieść. O ergonomii nie mówię, bo najpierw musiałaby jakaś być. Poza tym dźwięk Andorii turbo w postaci pomieszania huku z gwizdem też do najprzyjemniejszych nie należy. Ale i tak mi się podoba.

A podoba mi się jeszcze bardziej, gdy przypomnimy sobie…

…ile dziwacznych wersji miał Lublin. Naprawdę trudno zliczyć wszystkie warianty. Furgon oszklony długi/krótki, do zabudowy, podwójna kabina, pojedyncza kabina, no i wspaniały Lublin laminat, czyli szoferka + zabudowa z plastiku udająca furgon zamknięty. Ale jest jeszcze jeden, niezwykły Lublin, którego możemy nazwać roboczo „Lublinem-Royem”. Spójrzcie sami.

daewoo lublin na sprzedaż
Oferta z Otomoto. Fot. Focus. Co tam się dzieje przy wlewie paliwa?

Czuję ten moment zawahania w fabryce w Lublinie, kiedy przedstawiono projekt wersji z podwójną kabiną, ale drzwiami z wersji pojedynczej. I to mimo tego, że przecież Lublin-doppelkabina był równocześnie produkowany z zupełnie normalnym wyglądem, z drzwiami tylnymi po prawej stronie. Serio:

Dlaczego zatem powstało coś tak dziwacznego? Czy chodziło o obniżenie kosztów, żeby pozbyć się jednej formatki drzwi? Zastanawiam się też, jak oceniano możliwe reakcje klientów na coś tak… oryginalnego. Wiem, że Polonez Truck Roy niby podążał za podobnym schematem, ale w sumie w Royu tylne drzwi były inne niż przednie, a tu mamy jedno z nielicznych na świecie aut, gdzie wszystkie drzwi są takie same.

To wszystko jedno, panie Tomaszu

Tak powiedziała mi kiedyś pewna osoba od wydawania samochodów prasowych, kiedy zwróciłem uwagę, że umawialiśmy inne auto, a na miejscu odebrałem inne. Być może tak samo powiedziała osoba odpowiedzialna za zatwierdzenie tego projektu. W sumie to wszystko jedno, przecież to nie ma być piękne, to służy do pracy. A jeśli tylne i przednie drzwi będą takie same, to w razie czego naprawa wyniesie taniej. Czyli same zalety. Ponadto kabina Lublina-roya wydaje mi się dłuższa niż ta zwykła podwójna kabina w niebieskim egzemplarzu. Tak jakby za linią tylnych drzwi były jeszcze dodatkowe centymetry.

Ktoś powie, że to bez sensu

Ja odpowiem: i właśnie dlatego mi się to podoba. Poza tym bezsens jest tylko pozorny. Zwracam uwagę, że ktoś w fabryce podjął zdroworozsądkową decyzję: obniżamy koszt produkcji dostawczaka pozostawiając wszystkie jego najważniejsze cechy nietknięte, jedynie kosztem estetyki (a i to jest dyskusyjne). Była to więc decyzja ze wszech miar przemyślana i trafna. A to, że klienci tego nie docenili, potwierdza jedynie to o czym piszę od dawna: klienci kupują samochody, bo im się podobają, a nie kupują, bo im się nie podobają. Zdrowy rozsądek jest na dalekim miejscu. Wiem to po sobie!

Oczywiście taki Lublin to żadna nowość. Podobne rzeczy już działy się w Polsce…

Ktoś po prostu twórczo powielił dawną ideę znaną już ze Stara z podwójną kabiną. Tylko podcinka w drzwiach jest w drugą stronę.

Niestety, obawiam się, że z uwagi na brak Złombola w tym roku, zainteresowanie takim Lublinem może być mniejsze niż zwykle.

Zdjęcia z ogłoszenia: Focus

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać