Testy aut nowych

Czym pachnie wiosna? Dacia Spring: pierwsza jazda. Gdy oszczędności idą za daleko

Testy aut nowych 05.05.2021 112 interakcje
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 05.05.2021

Czym pachnie wiosna? Dacia Spring: pierwsza jazda. Gdy oszczędności idą za daleko

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk05.05.2021
112 interakcje Dołącz do dyskusji

Jest bardzo prawdopodobne, że Dacia Spring to najgorszy nowy samochód na rynku. Ale gdybym prowadził firmę carsharingową, właśnie negocjowałbym zakup większej partii.

Jak dobrze, że internet nie jest jeszcze w stanie przekazywać zapachów! Czasami marzę, by mój laptop miał taką funkcję, zwłaszcza gdy rozważam różne przepisy na obiad (a na końcu i tak kończy się na mrożonej pizzy). Ale teraz jestem wdzięczny, że oglądając zdjęcia wnętrza Dacii Spring, nie czuję zapachu, który się w nim unosi. Też powinniście to docenić.

Czym pachnie wiosna (ang. Spring)?

dacia spring test 2021

Po otwarciu drzwi do auta, nozdrza atakuje ostra woń plastiku – identyczna, jaką czuje się na bazarze, podczas przechodzenia obok stoisk z chińskim obuwiem sportowym. To pewnie kwestia świeżości testowanego egzemplarza (gdy go odebrałem, miał na liczniku szatańskie 666 kilometrów przebiegu). Ale jeśli ktoś mówi, że lubi zapach nowego samochodu, raczej ma na myśli inny aromat. To, co czuć w Dacii, to taniość.

„Taniości” jest w tym aucie o wiele więcej

Ogromne oszczędności, których szukano na każdym kroku, projektując Dacię Spring, widać jeszcze zanim wejdzie się do auta. Kluczyk (tak, ten wóz elektryczny odpala się tradycyjnie) się nie składa. Gdyby był raperem, nikt nie wołałby na niego Scyzoryk.

Co jeszcze? Plastiki są twarde jak diament i zdecydowanie brzydsze od większości z nich. Prosty system multimedialny, znany też np. z Dustera, akurat mnie nie razi, ale kamera cofania jest bardzo marnej jakości. Klapa bagażnika atakuje wzrok gołą blachą. Cud, że nie widać jej też na boczkach drzwi, ale tworzywa zastosowane tam do jej zasłonięcia są chyba jeszcze gorsze.

Dacia Spring: zasięg i zużycie energii

Pojemność akumulatora na szczęście wcale nie jest taka zła. 26,8 kWh wystarcza na przejechanie ok. 200 km w mieście. Gdy odbierałem Springa, był naładowany w 99 proc. Według ekranu za kierownicą (na którym ukryto zresztą przycisk do obsługi komputera pokładowego – długo szukałem i bez pomocy pracownika wypożyczalni bym sobie nie poradził), mogłem pokonać 205 km. Gdy go oddawałem, na liczniku widniało o 78 km więcej, stan akumulatora wynosił 47 proc., a zasięg 87 km. Wyszło ok. 17 kWh na 100 km, ale mogłoby być mniej, gdyby nie relatywnie długa przejażdżka po obwodnicy, z prędkościami bliskimi maksymalnym dla Springa (o których za chwilę).

dacia spring test 2021

Tak czy inaczej, pod względem zasięgu, Spring nie wypada źle. Mało tego: jest w stanie zajechać dalej od dwukrotnie droższego Mini Coopera SE. Ale w Mini kilometry upłyną w przyjemnej atmosferze, a kierowca pewnie wysiądzie z uśmiechem na twarzy. Jaki wyraz twarzy będzie miał ktoś, kogo do celu zawiozła Dacia Spring?

Skrzywić się można już przy zamykaniu drzwi

Nigdy nie przywiązywałem wielkiej uwagi do odgłosu zamykania drzwi, ale ten z Dacii naprawdę brzmi jak trzaśnięcie klapą od… no cóż, na pewno czegoś, co kosztuje mniej niż Spring.

dacia spring test 2021

Hałas słychać też na nierównościach. Spring nie jest bardzo niewygodny na dziurach, a jego duży prześwit pomaga na krawężnikach, ale głośne tłuczenie z zawieszenia nie dodaje kierowcy pewności siebie.

Nie dodaje jej również układ kierowniczy, który wydaje się w ogóle niepołączony z kołami. Plastikową obręczą kręci się bez żadnego oporu, a precyzja obsługi przypomina precyzję sklejania modelu samolotu w rękawicach bokserskich. Co więcej, po skręcie kierownica… nie wraca do wyjściowego położenia.

Rysunek kokpitu: trochę jak z Mitsubishi ASX. Jak się inspirować, to najlepszymi.

Na zakrętach Spring mocno się przechyla i bywa bardziej nerwowy niż autor tego tekstu, gdy widzi śnieg za oknem w majówkę. To nie jest wóz do szybkich manewrów.

Dacia Spring w ogóle nie jest samochodem do szybkiej jazdy

Prędkość maksymalna, na którą pozwala 45-konny silnik Dacii Spring, to licznikowe 130 km/h. Mogłem więc legalnie  sprawdzić możliwości auta na drodze publicznej. Szybko tego pożałowałem. Gdy tylko cyfrowy prędkościomierz zaczął pokazywać liczby większe od 110, cały samochód wpadł w potworne drgania. Czułem się jak we wnętrzu betoniarki, choć gdybym był człowiekiem, dla którego szklanka zawsze jest do połowy pełna, ucieszyłbym się z darmowego masażu.

Oto fotele z masażem, o ile jedziesz wystarczająco szybko i jesteś odważny.

Normalnie stwierdziłbym, że roztrzęsiony charakter Dacii Spring to kwestia jej zmęczenia życiem. Ale 666 kilometrów to chyba trochę za wcześnie na takie kłopoty. Chyba że właśnie w tym objawia się szczególny charakter tej liczby? No dobrze, odejdźmy może od piekielnych tematów…

Czy jest coś, czym Dacia Spring pozytywnie mnie zaskoczyła?

dacia spring
Tutaj kryje się gniazdo ładowania.

Owszem – to dynamika jazdy. Pewnie pomyślicie, że żartuję, bo według danych technicznych, ten wóz potrzebuje aż dziewiętnastu sekund, by osiągnąć sto kilometrów na godzinę. Rzeczywiście, setka to już dla niego wielki wysiłek, a tuż za tą magiczną granicą rozpoczyna się wspomniane trzęsienie ziemi. Ale do 70 km/h Spring przyspiesza chętnie i żwawo. Tak zwane „miejskie prędkości” pojawiają się na liczniku dość szybko (50 km/h po niecałych sześciu sekundach). Chyba że ktoś włączy tryb Eco, w którym Spring traci resztki przebojowości i charakteru.

Trzeba uważać, bo niezależnie od trybu, szybka zmiana pasa powyżej siedemdziesiątki jest już niemożliwa. Nawet po wciśnięciu gazu do podłogi, kolejne kilometry na godzinę przyrastają w tempie cieknącego kranu.

To jest przełącznik kierunku jazdy.

Tylko dlaczego nawet w mieście jest tu tak głośno? Już sam silnik elektryczny nie ma najlepszych manier, a szumy pochodzące z kół przywodzą na myśl nie kran, a wodospad.

Czyżby Dacia Spring mnie nie zachwyciła?

W rzeczy samej. Właściwie, w pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy Spring mógłby mieć jeszcze więcej istotnych wad. W końcu jest potwornie tanio wykończony, dość powolny, nerwowy i mało precyzyjny w prowadzeniu, a do tego jeszcze drży i przeraża szeregiem głośnych, niemiłych odgłosów.

Ale byłoby jeszcze gorzej, gdyby Dacia Spring nie była samochodem elektrycznym. Po dodaniu do listy jej cech np. klekoczącego, trzycylindrowego diesla z ręczną skrzynią biegów, przejażdżka stałaby się nieznośna. Teraz jest przynajmniej płynnie i żwawo przy niskich prędkościach.

Z drugiej strony, „elektryczność” Dacii to jej największa zaleta, ale i największe przekleństwo. Z powodu wysokiej ceny akumulatorów, producent tworząc najtańszy samochód EV na rynku musiał oszczędzać na wszystkim, na czym się dało.

Tylko jedna wycieraczka, jak w Fiacie Uno albo w Mercedesie W124.

Niestety, oszczędności są już trudne do zaakceptowania

Nowa Dacia Sandero zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Nie daje już odczucia obcowania z tanim samochodem. To pełnowartościowy, zupełnie normalny, nowoczesny model segmentu B. Jeśli ktoś spodziewa się, że teraz wszystkie Dacie będą już bardziej „dojrzałe”, Spring bardzo go rozczaruje. Atmosfera oszczędności jest tu wyczuwalna równie mocno, co w dworcowym barze z orientalną żywnością. Od razu po wejściu wiadomo, że to nie jest lokal wysokiej klasy, a potem robi się tylko gorzej. Poza tym, oszczędności czuć też dosłownie. Pamiętacie, co pisałem o zapachu we wnętrzu?

Tymczasem cena Dacii Spring wcale nie jest niska

Owszem, jak na samochód elektryczny z pięcioma drzwiami, bagażnikiem i miejscem dla czterech osób, Spring nie kosztuje dużo. Jest najtańszym wozem tego typu na rynku. Ale bazowo wyceniono go na 76 900 zł, a w takiej wersji jak testowana – z ekranem dotykowym, czujnikami i kamerą cofania – aż na 83 400 zł. To niemało i da się za to kupić wiele innych, „normalnych” nowych aut, od kompaktowych kombi po SUV-y. Gdybym musiał zrobić przelew z mojego konta bankowego na osiemdziesiąt tysięcy na Dacię, płakałbym potem przez cały rok.

Jadący z tyłu nie mogą być wysocy, bo zabiją kolanami tych z przodu, ale mówimy przecież o nadwoziu mierzącym 3,73 m

Czy ktokolwiek może znaleźć sens w zakupie Springa?

Tak. To idealny samochód dla firm carsharingowych, takich jak ta, do której należy testowany egzemplarz. Klient, który pożycza wóz na kilka lub kilkanaście minut i tak nie zwraca większej uwagi na komfort jazdy i gadżety. Auto jest dla niego alternatywą dla czekania na autobus i ma być po prostu czterokołowym parasolem. Możliwość jazdy buspasami stanowi miły dodatek. Tymczasem przedsiębiorstwo może osiągnąć istotne oszczędności w związku z prostą konstrukcją „elektryka”, brakiem konieczności uzupełniania oleju, wymiany rozrządu itd., a także trochę mniejszej wrażliwości na użytkowników, którzy nie szanują auta. Jest tu po prostu mniej rzeczy do popsucia.

Dlatego gdybym był zarządcą firmy wynajmującej auta na minuty, biegłbym już do działu sprzedaży flotowej w salonie Dacii. Dla prywatnych użytkowników, Spring może mieć tylko jedną, istotną zaletę. Jeżeli twój dotychczasowy wóz cię zmęczył, biegnij pojeździć Dacią, a pokochasz go na nowo.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać