Felietony

Zacząłem się nawet lubić z Dacią Duster, ale mam jeden problem – trochę boję się nią jeździć

Felietony 18.02.2020 691 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 18.02.2020

Zacząłem się nawet lubić z Dacią Duster, ale mam jeden problem – trochę boję się nią jeździć

Piotr Barycki
Piotr Barycki18.02.2020
691 interakcji Dołącz do dyskusji

I nie, nie chodzi o to, ze ktoś znajomy mnie w niej zobaczy. Nie chodzi też o to, że boję się twardych plastików. Chodzi o to, jak to auto się prowadzi.

Swoją drogą, ciekawostka z ponad 1000 km przejechanych Dusterem. Po przeczytaniu większości testów i opinii na temat tego samochodu, najbardziej bałem się wnętrza. Okazało się jednak, że nie mam z nim żadnych problemów – ba, widziałem gorsze materiały w dużo droższych samochodach. Gorzej z jego praktycznością, ale to już temat na inny tekst.

Zdecydowanie bardziej przeszkadzało mi to, jak to auto się prowadzi. I każdemu, kto od teraz spyta mnie, czy warto kupić Dustera, odpowiadam: przemyśl to kilka razy.

Miejmy może za sobą jedną deklarację

Bardzo szanuję Dustera za zdolności terenowe w odmianie 4×4. Mam też pełną świadomość, że charakterystyka jazdy po asfalcie wynika właśnie z tej dzielności.

Ale nie testowałem wersji 4×4, a odmianę przednionapędową, do tego napędzaną silnikiem 1.0 TCe. To raczej konfiguracja, która będzie w tygodniu toczyć się po mieście, w weekendy po drogach podmiejskich i raz czy dwa w roku zawiezie nas autostradami na wakacje. Teren zobaczy głównie na leśnych parkingach.

I tak właśnie przez ostatni tydzień korzystałem z Dustera. Jak z normalnego, uniwersalnego samochodu, z atrakcyjnym nadwoziem typu SUV.

A, i żeby nie było niedomowień – jestem spokojnym kierowcą. W mieście udało mi się bez większych wyrzeczeń uzyskać katalogowe spalanie 1.0 TCe, natomiast w trasie (pomijając autostrady) zużywałem mniej niż 6 l benzyny.

To teraz do rzeczy.

Rany boskie, jadę kioskiem

To chyba najlepszy sposób, w jaki mogę zwięźle wyrazić opinię na temat tego, jak prowadzi się Duster. Nie pamiętam, żebym ostatnio jeździł samochodem, którym tak nienawidziłem każdego  zakrętu.

Przyczyn takiej sytuacji jest mnóstwo. Po pierwsze – miękko i wysoko zawieszony Duster mocno wychyla się na zakrętach. Nawet przy niezbyt wysokich, miejskich prędkościach obserwowałem we wstecznym lusterku, jak pasażerowie z tyłu bujają się w jedną i drugą stronę. W trasie miałem z kolei kilka sytuacji, kiedy wjeżdżając w zakręt z przepisową prędkością, która na nawet niedrogiej osobówce nie zrobiłaby najmniejszego wrażenia, żałowałem, że odrobinę wcześniej nie wcisnąłem hamulca.

Zresztą po którymś razie po prostu dałem sobie spokój i zacząłem hamować przed zakrętami. Nie dlatego, że auto faktycznie osiągało granicę przyczepności, a dlatego, że zaburzało moje poczucie bezpieczeństwa. Sytuacji nijak nie ratuje układ kierowniczy, który jest przesadnie wspomagany, minimalnie tylko usztywniając się przy wyższych prędkościach.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze podatność na podmuchy wiatru.

Wysokie nadwozie, duży prześwit, bardzo miękkie zawieszenie, wyluzowany układ kierowniczy i niska masa sprawiają, że przejazd autostradą z Warszawy do Wrocławia podczas wietrznej pogody był dla mnie co najmniej delikatnie traumatyczny. Każdy wyjazd zza ciężarówki, przejazd przez nieosłoniętą ekranami część autostrady oznaczał, walkę z kierownicą i pilnowanie tego, czy auto jedzie prosto.

I nie – nie jest tak, że każdy SUV/crossover zachowuje się w taki sposób. Nie pamiętam, bym w jakimkolwiek aucie musiał się aż tak namęczyć podczas jazdy autostradą, jadąc zresztą wyraźnie poniżej limitu prędkości.

Oczywiście spodziewałem się, że to nie będzie auto rajdowe.

Ale i tak byłem zdecydowanie zaskoczony. Tym bardziej, że Duster jest często autem kupowanym właśnie jako fajne, rodzinne auto, a prześwit czy dzielność nie mają znaczenia.

Zresztą to nie jedyna rzecz, która zaskoczyła mnie w Dusterze w stosunku do tego, czego się spodziewałem. Ale o tym już w recenzji, która powinna się pojawić pod koniec tego tygodnia.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać