Klasyki

Francuski, a wygląda jakby przyjechał z Ameryki. I naprawdę jest „jedyny taki, zobacz“

Klasyki 22.09.2021 20 interakcji
Piotr Szary
Piotr Szary 22.09.2021

Francuski, a wygląda jakby przyjechał z Ameryki. I naprawdę jest „jedyny taki, zobacz“

Piotr Szary
Piotr Szary22.09.2021
20 interakcji Dołącz do dyskusji

Niemało jest przypadków, gdy styliści z innych stron świata inspirowali się stylistyką samochodów amerykańskich. Niewiele z nich jest jednak tak udana i urocza, jak istniejący w tylko jednym egzemplarzu kamper z pracowni Jeana Barou, dla którego bazą był Citroen H.

Citroen H, znany m.in. także jako HY, HZ, HX czy HW (zależnie od wersji) czy Type H, to jeden z najbardziej charakterystycznych pojazdów dostawczych, jakie kiedykolwiek opuszczały bramy fabryk. Sprzedaż rozpoczęła się już w 1948 r. (prezentacja miała miejsce w 1947 r.), ale samochód – choć do bólu prosty – jeszcze całkiem długo mógł uchodzić za całkiem nowoczesny, m.in. za sprawą samonośnego nadwozia i niezależnego zawieszenia.

Był to pierwszy seryjnie produkowany samochód dostawczy z napędem na przednią oś, ale miał poprzednika z takim samym rodzajem napędu – oferowany w latach 1939-1941 model TUB (Traction Utilitaire Basse). Citroena H oferowano z silnikami benzynowymi i wysokoprężnymi – w sumie przewinęło się tu 5 różnych silników, o mocach od 35 do 57,5 KM (według normy SAE). Pojazd dzięki prostocie i związanej z tym niskiej cenie chętnie kupowano – na tyle chętnie, że jego produkcję zakończono dopiero w… 1981 r., po zbudowaniu ponad 473 tys. egzemplarzy (dla porównania – powstało tylko 1748 sztuk modelu TUB).

Ale i tak istnieje Citroen H, który wyróżniał się z tłumu jeszcze bardziej – to kamper

Citroen H kamper
fot. Aguttes

Ten pojazd został zbudowany na specjalne zamówienie niejakiego pana Charlina – właściciela firmy Socome z Lyonu, zajmującej się sprzedażą wyposażenia garażowego i warsztatowego. Charlin chciał pojazdu służącego jako mobilne biuro i miejsce wypoczynku. Podróżował nim po Francji, prezentując oferowane przez siebie produkty i szukając klientów.

Realizacją zamówienia zajął się zakład Carrosserie Jean Barou, któremu udało się przetrwać wojnę dzięki produkcji przyczepek do rowerów. Gdy nadeszły lepsze czasy, firma przerzuciła się na samochody użytkowe i wyścigowe.

Citroen H kamper
fot. Aguttes

Kamper, którego widzicie na zdjęciach, to pod względem technicznym zwykły Citroen H. Zastosowano tu zupełnie seryjny silnik (sądząc po zdjęciach, to motor benzynowy – zapewne 1,9-litrowy), zawieszenie czy hamulce.

Wymiana oleju co 3 tysiące kilometrów, chyba że jeździsz „wokół komina” – wtedy co 1,5 tysiąca. Ale można zamontować dodatkowy filtr oleju. / fot. Aguttes

Zupełnie inne od seryjnego było natomiast nadwozie, wzorowane na rozwiązaniach stosowanych w tym czasie w samochodach amerykańskich. Za sprawą przedniej części nadwozia stylistyka kojarzy mi się przede wszystkim z Nashem Ambassador z lat 1952-1954 – co uważam za całkiem niezłe skojarzenie zważywszy na fakt, że kamper dla Charlina wyjechał na drogę w 1953 r. Oprócz typowych dla amerykanów z tych lat detali warto też zwrócić uwagę na przeszklenie części dachu nad miejscami kierowcy i pasażera. Całość nawet dziś robi bardzo przyjemne wrażenie, podejrzewam, że w latach 50. XX w. to auto musiało wzbudzać ogromne zainteresowanie.

Citroen H kamper
fot. Aguttes

We wnętrzu można znaleźć nie tylko miejsce do spania i kącik ze stolikiem, ale także płytę gazową, lodówkę czy toaletę z umywalką. Zbiornik na wodę ma pojemność 100 litrów. Całkiem przyzwoicie – brakowałoby mi tu chyba jeszcze tylko prysznica i jakiejś markizy, ale już nie bądźmy tacy wymagający.

fot. Aguttes

Citroen H kamper oczywiście wymaga renowacji, ale i tak jest sporo wart

Pojazd wystawiony na sprzedaż przez dom aukcyjny Aguttes sprzedał się 19 września za 54300 euro (ok. 251,5 tys. zł), więc bardzo ładnie wstrzelił się w przewidywane widełki cenowe (pomiędzy 40 a 60 tys. euro). Trudno mi wyrokować, czy to dobra cena i ile będzie kosztować remont, ale chyba jest zupełnie nieźle. Co prawda zwykłego Citroena H można kupić już za 1000 euro, ale będzie to w zasadzie wrak. Za coś, co lepiej rokuje trzeba zapłacić już niemal 8 razy więcej, a za egzemplarze po renowacji – 40 tys. euro i więcej. Szanuję za poczucie humoru gościa, który wystawił foodtrucka na bazie 39-konnego Citroena H za 125 tys. euro, telefony pewnie się urywają. W każdym razie, w moim wymarzonym garażu pozycja głupawego foodtrucka za pół miliona jest już od dawna obsadzona, ale takiego kampera chętnie bym postawił obok.

Citroen H kamper
fot. Aguttes

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać