Klasyki

Trzeba było kupić tego Citroena Ami 6 Break te pięć lat temu. Ktoś zrobił mu tani remont

Klasyki 06.01.2019 305 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 06.01.2019

Trzeba było kupić tego Citroena Ami 6 Break te pięć lat temu. Ktoś zrobił mu tani remont

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski06.01.2019
305 interakcji Dołącz do dyskusji

Pięć lat temu, 28 października 2013 r. opisywałem na złomniku bardzo ciekawą ofertę: Citroena Ami 6 za 6800 zł. Auto miało czarne blachy i było uczciwym gratem. Nie kupiłem go. Dziś żałuję.

Polski rynek klasyków wygląda tak: 90% jego uczestników to ludzie, którzy chcą zarobić na pozostałych 10%, uważając ich za bezmyślne worki z pieniędzmi. W związku z tym mamy do czynienia z niewyobrażalnymi wręcz w cywilizowanych krajach patologiami, jak zwożenie samochodów z zagranicy w stanie kompletnego złomu i wystawianie ich za ceny, za jakie można kupić te same auta, tylko w dobrym stanie – w tych właśnie cywilizowanych krajach.

Tak to wyglądało w 2013 r.

Tym razem jednak chodziło o Citroena Ami 6 od dawna zarejestrowanego w Polsce

Wóz do dziś ma swoje czarne blachy GDO, a jego nadmorskie pochodzenie pozwala sądzić, że jest to tzw. import marynarski. Ogłoszenie wisiało dość długo, oglądałem je jeszcze w 2013 r., pisał też o nim pan M. na stronie „Wyszukane samochody”. Taki Citroen Ami 6/8 to bardzo słodki samochodzik z lat 60. – malutkie kombi z dwucylindrowym bokserem z przodu napędzającym przednie koła. W dużej mierze bazuje na poprawionej technologii 2CV. Wyglądał przedziwnie, a w wersji sedan miał dodatkowo tylną szybę pod ujemnym kątem, jak Ford Anglia/Consul i jeszcze parę innych wozów z tego okresu. Zastanawiałem się nad jego zakupem, ale oczywiście nic z tego nie wyszło, ponieważ nie można mieć wszystkich fajnych samochodów na świecie. Choć znam parę osób, które próbują.

citroen ami 8
Ten urok oryginalności jest nie do podrobienia.

Sytuacja przybrała obrót najgorszy z możliwych.

Ktoś go kupił i wyremontował. Niskim kosztem. Nadwozie opacykował na biało. Chromy na czarno. Szast-prast i gotowe. Jak napisano w ogłoszeniu „po remoncie”. Wiadomo, każdy może robić ze swoim samochodem co chce, ale obmalowanie wszystkiego jak leci na biało i czarno w przypadku dość rzadkiego auta nie jest jednak czymś, co spełnia definicję remontu klasyka.

Oczywiście „po remoncie” cena zdecydowanie wzrosła – teraz wynosi 17 900 zł. Całkiem słusznie, w końcu remont też kosztował i teraz samochód jest w… no nie, nie jest w lepszym stanie. W lepszym stanie był te 5 lat temu, kiedy ktoś ogarnięty mógłby doprowadzić go do fajnego stanu: mechanicznie dobrego, wizualnie spatynowanego. Teraz wygląda jak tuning + ślubowóz, jakby ktoś chciał przenieść się w czasie do 2001 r., kiedy pacykowanie rzadkich klasyków było tak modne, że prezentowano je w czasopismach motoryzacyjnych.

Zrzut ekranowy ogłoszenia z OLX.pl. Link w opisie powyżej

Podkreślę, zanim w komentarzach posypią się wiadome treści: nie ma nic złego, że ktoś sobie maluje swoje auto. Niech maluje, nawet jeśli jest zabytkowe. Nie ma nic złego w tym, że potem chce je sprzedać. Ale wzrost ceny o 12 tys. zł po zdemolowaniu oryginalności pojazdu uważam za absurd, który w pigułce pokazuje, co jest nie tak z polskim rynkiem klasyków.

 

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie