Samochody używane

Lubię dziwne auta, ale z tym to jednak przesadzili – czyli jak zepsuć Chryslera Sebring

Samochody używane 06.05.2021 41 interakcji
Piotr Szary
Piotr Szary 06.05.2021

Lubię dziwne auta, ale z tym to jednak przesadzili – czyli jak zepsuć Chryslera Sebring

Piotr Szary
Piotr Szary06.05.2021
41 interakcji Dołącz do dyskusji

Chrysler Sebring nie należy do najbardziej pożądanych aut na świecie, nawet jeśli pod maską pracuje silnik V6. Ale nie sprawia to, że zaczynam rozumieć konwersję seryjnego auta na tę abominację, którą za chwilę zobaczycie.

Jeśli chodzi o motoryzację, to jestem człowiekiem dość tolerancyjnym, co zwykle sprowadza się w moim przypadku do stwierdzenia „bardzo lubię głupie auta”. Oczywiście wszystko ma jakieś swoje granice i nie chciałbym jeździć czymś, co ma tak głupio wyglądający przód jak np. nowe BMW M4, ale np. takie GMC Sierra Tridon – nie ma problemu, proszę zapakować.

Ale nawet moje uwielbienie do motoryzacyjnych dziwactw ma swoje granice

Oto bowiem ktoś postanowił, że jego Chrysler Sebring V6 stanie się Chevroletem Corvair, i to w wersji kabriolet. Samo w sobie byłoby to może jeszcze do obronienia, tym bardziej że tuningowy nurt „new to old” jest stosunkowo popularny, ale całość wyszła tak obrzydliwie, że trudno jest mi to wyrazić słowami.

Chrysler Sebring V6
fot. Annette Lazaruk, Facebook Marketplace

Wszystko przez fakt, że ciekawy pomysł połączono z bardzo wątpliwymi dodatkami. Weźmy choćby samą powłokę lakierniczą, albo raczej to, co z niej zostało. Ja rozumiem, że istnieją tzw. szczury, rat-rody i inne pojazdy, w których umyślnie pokrywa się auto rdzą, ale zwykle wygląda to jak zrobione z jakimś pomysłem, a nie jak nałożone na siebie bez ładu i składu różnokolorowe plamy.

Chrysler Sebring V6
fot. Annette Lazaruk, Facebook Marketplace

Lusterka boczne są seryjne, więc oczywiście wymyślono, jak je upaskudzić w inny sposób – w tej roli znakomicie sprawdzają się metalowe imitacje kości ludzkiej dłoni. Koszmarnie wygląda też odległość tylnej części karoserii od nawierzchni. No i jeszcze te seryjne felgi – nic do nich nie mam, ale pod warunkiem, że mają nad sobą seryjnego Sebringa, a nie takie okropieństwo.

fot. Annette Lazaruk, Facebook Marketplace

W praktyce najładniejszymi elementami pojazdu są te, które w najmniejszym stopniu zmodyfikowano – czy to względem Sebringa, czy Corvaira. Czyli: pas przedni, pas tylny i wnętrze.

Chrysler Sebring V6
fot. Annette Lazaruk, Facebook Marketplace

Doskonale zdaję sobie sprawę, że właśnie takie reakcje pojazd miał budzić

Zwykle jednak takie projekty budzą u mnie mieszankę obrzydzenia do auta i szacunku dla konstruktora. Tutaj mam problem z wydobyciem skądś tego szacunku – chyba że za odwagę, by wystawić to na sprzedaż. Mógłbym próbować też z kilku innych powodów: sam pomysł na przeróbkę jest ciekawy, a otwieranie przedniej części nadwozia wykonano naprawdę pomysłowo. Wóz wygląda też na zadbany od strony mechanicznej. No ale to nie wystarczy – mój entuzjazm jest ujemny.

Chrysler Sebring V6
fot. Annette Lazaruk, Facebook Marketplace

Może zmienię zdanie, jeśli sprzedawca obuduje kiedyś Chevroleta Corvair panelami nadwozia z Sebringa.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać