Felietony

Jakość wykończenia wnętrza nie jest bez znaczenia. Udowadnia to Chevrolet Corvette C8

Felietony 15.04.2020 235 interakcji
Piotr Szary
Piotr Szary 15.04.2020

Jakość wykończenia wnętrza nie jest bez znaczenia. Udowadnia to Chevrolet Corvette C8

Piotr Szary
Piotr Szary15.04.2020
235 interakcji Dołącz do dyskusji

Wiele osób twierdzi, że jakość tworzyw i generalnie wykończenie wnętrza to kwestia drugo-, jeśli nawet nie trzeciorzędna. Pozostaje mi tu tylko powiedzieć tradycyjne „tak, ale nie”.

Pod tekstem nt. „skodowatości” RAM-a 1500 Laramie rozpętała się ostatnio może nie tyle burza, co ożywiona dyskusja dotycząca wykończenia wnętrz. Komentujący szybko podzielili się na dwa obozy: tych, dla których wykończenie wnętrza jest kompletnie nieistotne, jak i tych, którzy zwracają na to uwagę, regularnie poklepując plastiki w różnych autach.

Obie grupy mają trochę racji.

Sam należę do osób, które z ciekawością oglądają i – cóż – macają wnętrze auta, z którym do czynienia jeszcze nie miały. Tyle tylko, że nie oczekuję strusiej skóry, włókna węglowego i czarnego hebanu w aucie za 90 tys. zł. Nie mam też nic przeciwko niepełnej tapicerce drzwi w autku miejskim za połowę tej ceny. Powiem więcej: kawałek polakierowanej blachy uważam za fajne i wprowadzające koloryt rozwiązanie.

Ale jest też kwestia spasowania materiałów. O ile jest ono choć w miarę przyzwoite to potrafi sprawić, że nawet zbudowana ze średnich jakościowo plastików deska rozdzielcza będzie wyglądać znośnie. Nie mogę się zgodzić z twierdzeniem, że to kwestia zupełnie nieistotna. Zresztą wystarczy spojrzeć na fragment poniższego filmu, gdzie „specjalista”, lub też „ekspert”, pan Zbigniew Łomnik, opowiada co nieco o Alfie Romeo 33.

To oczywiście przypadek skrajny, ale wszyscy wiemy o co chodzi. Wiele osób, które twierdzą, że jakość wnętrza jest dla nich nieistotna, po przygodzie z taką Alfą uciekałaby z krzykiem, ewentualnie samochód podpaliła lub zrzuciła z klifu. A nie, to ostatnie nie, auto mogłoby nie dojechać tam o własnych siłach [słychać śmiech z taśmy].

Nikt nie oczekuje, że wszędzie będzie fajnie i miękko.

Cały sekret w tym, by odpowiednio rozlokować poszczególne tworzywa. Nikomu nie są potrzebne uginające się pod naciskiem palca ściany bagażnika, podszybie czy osłona kolumny kierownicy. Ale co można powiedzieć np. o takiej Skodzie Kodiaq, której przednie boczki drzwiowe są OK, a tylne wykonano z materiału tak twardego, że podobno z myślą o nich rozważane jest poszerzenie skali twardości Mohsa o 11. stopień? O, albo taki Lexus GS. Bardzo lubię GS-a, ale plastikowość jego klamek wewnętrznych jest porażająca. Miłe w dotyku, metalowe klamki ma nie tylko tańszy CT 200h, ale nawet moje Mondeo z 2003 r. A klamki to coś, czego się regularnie używa. Powinny być solidne i miłe w dotyku.

Chevrolet Corvette C8 wnętrze

Do tego dochodzą kwestie wizualne. Tutaj docieramy do właściwego powodu, dla którego w ogóle piszę ten tekst.

Chevrolet Corvette C8 – wnętrze, którego widok boli.

Nie jestem fanem stylistyki zewnętrznej nowej generacji sportowego Chevroleta, niewiele lepsze jest wnętrze. Obawiam się jednak, że jeszcze bardziej mi zbrzydło, z jednego prostego powodu: pojawia się coraz więcej sygnałów, że jest zrobione tak, jakby ktoś nie lubił klientów. Wszystko przez „jakość” szwów na desce rozdzielczej – np. przed pasażerem wszystko jest krzywe i się rozłazi. To samo było w autach przedprodukcyjnych, ale wtedy ta „przedprodukcyjność” była dobrym wytłumaczeniem niedoróbek. Teraz to po prostu kulejący proces produkcyjny i niedostateczna kontrola jakości. Co więcej, według jednego z forumowiczów CorvetteForums.com taki sam problem był w poprzedniej generacji tego auta, a ogarnięcie tego zajęło 3 lata.

Chevrolet Corvette C8 wnętrze
Polecam także uwadze górną część zdjęcia i boczek drzwiowy nieschodzący się z deską rozdzielczą. / fot. DoctorV8, CorvetteForums.com

Niczego nie tłumaczy relatywnie niska cena samochodu, startująca od 58,9 tys. dol. (245 tys. zł, bez lokalnych podatków) – tym bardziej, że takie problemy zdarzają się w lepiej wyposażonych C8 za dwukrotność tej ceny. Nikt by nawet okiem nie mrugnął, gdyby zastosować tam porządne elementy z tworzywa, ale nie – trzeba było dać kawałek skóry (mniejsza o to, czy prawdziwej czy nie) i krzywo ją zszyć i przykleić. Ręce puchną od klaskania.

Chevrolet Corvette C8 wnętrze

Nie wierzę, że nie zwrócilibyście na to uwagi – z jednego prostego powodu.

Gdybyście zamówili nowy samochód i dotarłby on do Was z nierównymi szczelinami nadwozia i krzywo spasowanymi reflektorami czy zderzakami (a i takie kwiatki zdarzają się w Corvette C8), handlowiec musiałby prawdopodobnie urządzać w salonie mini-slalom między biurkami, żeby uniknąć lecącego w jego stronę krzesła – i to pomimo częstych opinii, że „podczas jazdy wygląd nadwozia jest nieważny”. Zdumiewa mnie więc liczba osób, dla których jakość wnętrza jest nieistotna. Pomijam tu oczywiście przypadki w rodzaju Hummera H1, bo po tego rodzaju aucie nikt normalny nie będzie oczekiwać cudów w zakresie wykończenia kabiny. Ale w zwykłej osobówce, która nie musi wytrzymywać warunków rodem z pola bitwy?

Wszystko opiera się oczywiście w dużym stopniu na oczekiwaniach wobec danego auta. Moje oczekiwania nie są z kosmosu – chcę tylko, by jakość wnętrza była adekwatna do ceny i klasy pojazdu.

Ale może wymagam zbyt wiele?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać