Klasyki

Cadillac DeVille zbudowany na bazie przedwojennego BMW. Dla chcącego nie ma niemożliwego

Klasyki 07.10.2019 44 interakcje
Michał Koziar
Michał Koziar 07.10.2019

Cadillac DeVille zbudowany na bazie przedwojennego BMW. Dla chcącego nie ma niemożliwego

Michał Koziar
Michał Koziar07.10.2019
44 interakcje Dołącz do dyskusji

Co zrobić, jeśli mieszkasz w biednym kraju socjalistycznym, ale chcesz mieć Cadillaca? Zbuduj go sobie sam na bazie tego, co akurat jest pod ręką. Tak właśnie zrobił Constantin Radulescu.

Pewien mój kolega na widok tego rumuńskiego Cadillaca stwierdził, że socjalizm powinni sprzedawać w formie tabletek – jako suplement diety stymulujący kreatywność. Patrząc na dzieło pana Radulescu trudno się nie zgodzić. Niedobór wszystkiego i zakazane owoce w postaci kapitalistycznych produktów widzianych tylko na ekranie wspaniale rozbudzają kreatywność.

Pan Radulescu w 1959 r. zobaczył na filmie Cadillaca Sedan DeVille. Bardzo mu się spodobał, ale żył w komunistycznej Rumunii, więc mógł zapomnieć o importowaniu takiego pojazdu. Mimo wszystko nie porzucił swoich marzeń. Po prostu wziął to, co miał pod ręką, zakasał rękawy i sam zbudował upragnione auto. Możemy je teraz obejrzeć dzięki kanałowi Abandoned Cars & Vehicles.

Nie ma miękkiej gry.

Za bazę posłużyło BMW 320 z 1937 r. Pan Radulescu wykorzystał 95% części mechanicznych z wiekowego niemieckiego wehikułu, zaś nadwozie wykonał w całości sam. Żeby uświadomić sobie, z jak trudnym zadaniem zmierzył się zręczny Rumun, trzeba zobaczyć jak wyglądało auto-baza:

cadillac deville

A wzorzec, do którego dążył Radulescu prezentował się tak:

cadillac deville

Pamiętajcie, że to były czasy przed internetem i powszechną fotografią cyfrową. Ba, nie każdy miał wtedy w ogóle aparat. Cadillaki raczej nie stały na rumuńskich ulicach. Tak więc samo zdobycie wzorca do budowy auta musiało być wyzwaniem. W efekcie powstał pojazd, który wygląda tak:

cadillac deville
Zrzut ekranu z filmu na kanale Abandoned Cars and Vehicles.
cadillac deville
Zrzut ekranu z filmu na kanale Abandoned Cars and Vehicles.

Samodział, który robi wrażenie.

Samodział jest oczywiście nieco pokraczny, linie w wielu miejscach są zbyt uproszczone i kwadratowe, ale cel udało się osiągnąć. Chałupnicza replika w miarę przypomina Cadillaca DeVille. Fakt, widać, że proporcje się nie zgadzają, że front i tył to tylko luźne wariacje na temat oryginału. Według wujka Google to bardziej Buick Limited Riviera z 1958 r. i nie da się mu odmówić odrobiny racji. Mimo wszystko, jak na niezwykle ograniczone możliwości, wyszło naprawdę interesująco. Samo to, że dorabiane własnoręcznie elementy do siebie pasują, jest już pewnym wyczynem. Nie wszędzie oczywiście, ale jakość montażu nie jest gorsza niż np. w fabrycznym Tarpanie. Ot, tu jakaś listewka się nie zgadza, tam widać lakier nakładany wałkiem, norma.

Co ciekawe, pan Radulescu nie zdecydował się na pełne udawanie, że ma Cadillaca. W przedni grill wpasował nerki przypominające na modłę BMW, a na masce i kierownicy dumnie prężą się znaczki bawarskiej marki. Jestem ciekaw co pomysłowy Rumun opowiadał ludziom zaczepiającym go na ulicy. Że to najnowszy model BMW? A może specjalna wersja eksportowa na Amerykę, którą przemycił łodzią podwodną przez Bosfor do portu w Konstancy?

Opublikowany przez Retromobil Czwartek, 3 października 2019

Najważniejsze: to auto przetrwało do dziś.

Wszelkiej maści samodziały z czasów głębokiego socjalizmu rzadko kiedy miały szanse przetrwać do dziś. Wraz z upadkiem ZSRR i wprowadzeniem gospodarki wolnorynkowej traciły swój sens. Do krajów dawnej demokracji ludowej zaczynały na potęgę trafiać samochody z zachodu. Także dostęp do informacji o autach stawał się coraz łatwiejszy. W efekcie chałupnicze konstrukcje zamiast wzbudzać podziw, jako powiew mitycznego zachodu, stawały się pożałowania godnymi pokrakami, dinozaurami ze znienawidzonego systemu.

BMWillak jakimś cudem przetrwał transformację ustrojową i zalew aut z zachodu. Co lepsze, przeszedł przegląd i został zarejestrowany na nowych rumuńskich tablicach o wyróżniku B 873 RAD. To oznacza, że będzie można podziwiać ten pomnik ludzkiej kreatywności nie tylko na lawecie, ale i w ruchu, na ulicy. To wspaniała wiadomość. Taki samodział ma większą wartość historyczną niż kolejny stary Mercedes czy Porsche. Nawet jeśli nie da się go wycenić.

Zdjęcie główne pochodzi ze strony Retromobil.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać