Ciekawostki

Ile trzeba zapłacić za BMW X2? Konfigurujemy nowego crossovera

Ciekawostki 13.03.2018 31 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 13.03.2018

Ile trzeba zapłacić za BMW X2? Konfigurujemy nowego crossovera

Piotr Barycki
Piotr Barycki13.03.2018
31 interakcji Dołącz do dyskusji

Drapieżne, dynamiczne i zaawansowane technologicznie – takie jest na reklamach i w materiałach prasowych BMW X2, startujące teoretycznie od 138 tys. zł. Tylko ile trzeba za nie faktycznie zapłacić, żeby miało sens? W przypadku dobrze wyposażonego BMW X2 cena sięga 200 tys. zł.

Na start przypatrzmy się temu, jak wygląda BMW na zdjęciach prasowych:

Nie jest źle. A teraz zerknijmy pod podobnym kątem na wersję bazową za wspomniane niecałe 140 tys. zł:

Co się zgadza? Głównie fakt, że auto jest mniej więcej żółte i ma znaczek BMW na masce. Teraz rzućmy okiem na auto z profilu, przynajmniej w wizji producenta:

I na to, co dostalibyśmy faktycznie za kwotę wejściową:

Coś tam się niby zgadza, ale nie do końca. I jeszcze z tyłu:

I nasza realna wersja:

Najgorzej jednak robi się po porównaniu wnętrz. Tu wnętrze prasowe:

Natomiast tutaj faktyczne wnętrze startowe:

Oj, trzeba się będzie sporo naklikać, żeby to wszystko jakoś zagrało.

Co w standardzie?

Według oficjalnej broszury BMW dla modelu X2, standardowe wyposażenie X2 nie jest przesadnie bogate. Może i nie będzie wstydu na dzielni, bo 17-calowe felgi (ze słusznymi balonami 225/55) są na pokładzie, ale poza tym… niewiele.

Klimatyzacja (ale dwustrefowa wymaga już dopłaty), fotele przednie z regulacją wzdłużną siedziska, wysokości, a także kąta nachylenia oparcia (ani słowa o podparciu lędźwiowym), ekranik 6,5″ dla systemu iDrive, halogeny z przodu, LED-y z tyłu i dzienne, reflektory przeciwmgłowe, skórzana kierownica, czujnik deszczu, podgrzewane lusterka i spryskiwacze, dzielona (40:20:40) tylna kanapa, bagażnik ze składaną podłogą i… to właściwie tyle.

Za 138 tys. zł. I tu jest też jest z tą ceną mały-wielki haczyk.

Jaki silnik tu wybrać?

Cennik BMW X2 otwiera wersja sDrive18i. Co kryje się pod tym oznaczeniem? Typowe, rasowe BMW z… napędem na przód i trzycylindrowym silnikiem o mocy 140 KM, które do setki rozpędza drapieżną X2 w 9,6 s. Do tego z manualem (z obowiązkowym w tej klasie automatem – 147 tys. zł).

Oczywiście X2 będzie prawdopodobnie samochodem do miasta, który nigdy nie będzie się ścigać spod świateł, ale wydając tyle pieniędzy na auto (chyba że zależy nam tylko na znaczku), miło byłoby mieć coś przynajmniej umiarkowanie przyzwoitego pod maską.

Problem w tym, że pierwszą pozycją powyżej 18i jest 20i (192 KM, 4 cylindry, automat, 7,7 s do 100 km/h), kosztujący lekko ponad 164 tys. zł. Gdybyśmy natomiast szukali napędu na obie osie, najtańszy xDrive20i to wydatek rzędu 172 tys. zł.

Podliczmy więc. 18i z automatem – 147 tys. zł. 20i z automatem – 164 tys. zł. 20i z napędem na dwie osie – 172 tys. zł.

Mając w pamięci, że X2 będzie się raczej poruszać po mieście, ostatecznie wybieramy najsłabszy silnik. Powinien wystarczyć, a i tak jest drogo.

Startujemy więc tak naprawdę od 147 tys. zł.

Opcje, opcje, opcje, czyli ile trzeba tak naprawdę zapłacić?

Na start BMW oferuje trzy wersje wyposażenia – Advantage, M Sport i M Sport X. Te dwa ostatnie kuszą wyposażeniem (obowiązkowy w Polsce Pakiet M) i upodabniają X2 do tego ze zdjęć prasowych, ale kosztują zatrważające 27 tys. zł.

Wybieramy więc najskromniejszą, ale sensowną linię wyposażenia – Advantage za niecałe 6 tys. zł. W zestawie dostajemy automatyczne otwieranie i zamykanie klapy bagażnika, automatyczną klimatyzację (no raczej!), czujniki parkowania z tyłu i regulator prędkości.

W wyglądzie zewnętrznym nie zmieniamy na razie niczego. Felgi 19″ prezentują się wprawdzie świetnie, ale to ma być rozsądna konfiguracja. Podobnie bez zmian pozostaje wnętrze – materiałowa tapicerka wcale nie jest taka zła. Jeśli ktoś woli zamiast niej sztuczną skórę, niech do wyniku końcowego doliczy jeszcze 1,7 tys. zł.

Z listy pakietów oferowanych przez BMW do X2 najlepiej prezentuje się… First Class. Kosztuje wprawdzie prawie 8,7 tys. zł, ale pozwoli uczynić nasze auto z segmentu premium trochę bardziej premium. Z drugiej strony założyliśmy, że ma być to auto do miasta, więc np. elektryczna regulacja foteli z pamięcią to trochę ekstrawagancja. Przechodzimy prosto do opcji, mając na razie na liczniku 153 205 zł.

Na liście pojedynczych dodatków zaznaczamy od razu dostęp komfortowy (1,7 tys. zł), bo bez niego w tym segmencie trochę głupio. Za 850 zł dodajemy też podgrzewanie kierownicy i chwilę potem pojawia się zgryz. Adaptacyjne reflektory drogowe są niesamowicie przydatne w nocy, na nieoświetlonych drogach, ale w mieście nie wykorzystamy ich wycenionego na 5 tys. zł potencjału. Ignorujemy je więc, ale dodajemy do konfiguracji przyciemniane lusterko wsteczne.

Za 1030 zł (?!) dodajemy jeszcze regulację podparcia lędźwiowego (przyda się nawet na krótszych trasach) i za 1477 zł – ogrzewanie foteli przednich, żeby nie tylko kierownica była ciepła. Same bazowe fotele, na sam widok których aż bolą plecy, wymieniamy za 2 tys. na ich sportową odmianę (która ze sportem ma prawdopodobnie niewiele wspólnego).

Przyda się też ciut lepszy zestaw audio (1,3 tys. zł) i bezprzewodowe ładowanie telefonu (1,8 tys. zł), choć cena tego ostatniego dodatku jest wzięta absolutnie z kosmosu.

I – przy założeniu, że to samochód na miasto – dodawanie czegokolwiek więcej może być trochę przesadą.

To ile wyszło?

Dużo mniej, niż spodziewałem się na samym początku – 164 352 zł. W tej cenie dostajemy małego miejskiego crossovera, ze 140-konnym silnikiem benzynowym, napędem na jedną oś, automatyczną skrzynią biegów i pakietem rozsądnych dodatków. Na liście jest m.in. wielofunkcyjna kierownica z opcją podgrzewania, dostęp bezkluczykowy, felgi 17″, przyciemniane lusterko, automatycznie otwieraną i zamykaną klapę bagażnika, ogrzewane, sportowe fotele z regulacją podparcia lędźwiowego, ładowanie bezprzewodowe i nie-najniższa-wersja-systemu-audio. Bez cudów, ale najprawdopodobniej dałoby się jeździć.

Co zostało pominięte? Większość dodatków stylistycznych, więc nasze auto wygląda na koniec niemal tak samo, jak na pierwszych grafikach. Nie mamy też niestety pełnych reflektorów LED, żadnego z dodatków z grupy M (bo i po co do takiego auta?), panoramicznego dachu, kamer cofania, pełnej elektryki foteli, HUD czy np. adaptacyjnego tempomatu. A i tak dopłaciliśmy 25 552 zł do bazowej wersji.

Gdybyśmy jednak zdecydowali, że mini-SUV powinien mieć co najmniej 4 cylindry pod maską, wtedy nasz wydatek oscylowałby w okolicach 190 tys. zł (!).

I patrząc na to, w jakich cenach wystawione są aktualnie X2 w ogłoszeniach, to właśnie w tych okolicach finansowych – a nawet ciut wyżej – szuka swoich klientów BMW. Ofert wyraźnie poniżej 200 tys. trudno na razie szukać…

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać