Ciekawostki

Corvette kontra motocykl, czyli do czego nie wkładać silnika z Hondy

Ciekawostki 12.01.2022 203 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 12.01.2022

Corvette kontra motocykl, czyli do czego nie wkładać silnika z Hondy

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski12.01.2022
203 interakcje Dołącz do dyskusji

Chcesz coś zepsuć? Włóż do tego silnik z Hondy. Instant rune, jakby to w internecie napisali. Zapraszam na bitwę złomów in spe.

Nigdy nie rozumiałem fascynacji wolnossącymi silnikami Hondy. Owszem, doceniam Hondy że są japońskie i niezawodne, nawet jedną mam (choć ma tylko dwa koła), ale nie mam pojęcia skąd wzięło się przeświadczenie, że coś z małym silnikiem wolnossącym może być szybkie. Te silniki idealnie obrazują powiedzenie „krowa, która dużo muczy, mało mleka daje”. Różne tam D16 i B18 dużo warczą, ale niewiele z tego wynika. Idealny silnik, żeby „sprofanować” jakiś pojazd. Żartuję, nie da się sprofanować samochodu. Nawet Porsche 911 z OHV z Poloneza dalej byłoby tylko maszyną, po prostu trochę gorszą (choć patrząc na awarie niektórych silników Porsche, to chyba niewiele).

W dzisiejszej bitwie złomów zmierzą się dwa pojazdy po swapie na silnik Honda K24, czyli wolnossącą jednostkę 4-cylindrową o pojemności 2,4 litra.

Lewy narożnik

Corvette C6 z czterocylindrowym silnikiem Hondy. Świetny plan. Mam nadzieję, że fani Corvette dostali już takiego obłędu, że wytworzył się pod nimi lej krasowy (pozdro dla kumatych, dla niekumatych – Google „corvette sinkhole”). Jak mówi twórca tego projektu, szef firmy Unruly Motorsports z USA: ale o co się denerwujecie, skoro to nie wasz samochód? I oczywiście ma rację. Oryginalny sześciolitrowy V8 ponoć obrócił panewkę i został zdemontowany, postanowiono więc zrobić Corvette typowo z myślą o drag racingu w klasie małych pojemności. Wzięto silnik K24 z Hondy i właściwie zbudowano go od nowa, przerabiając go na turbodoładowany. Oszczędzę Wam szczegółów technicznych tej przebudowy, jedno wszak nie budzi wątpliwości – rozwinął już raz 828 KM, tyle że wydmuchało uszczelkę pod głowicą i teraz go poprawiają, żeby dmuchnął 900 kucyków. Z Corvette w tym samochodzie zostało niewiele, bo i skrzynia jest inna – dwubiegowy Powerglide, i tylny dyferencjał to obecnie sztywna oś z Forda, nawet zawieszenie zostało przerobione na sprężyny i amortyzatory z regulacją wysokości. To musiała być gruba przeróbka, bo seryjnie Corvette ma resory poprzeczne.

Po wszystkich modyfikacjach, dodaniu klatki i zestrojeniu całości, auto ma ponoć zejść poniżej 8 sekund w wyścigu na 1/4 mili. Przez siedem sekund nie zdążycie nawet wypowiedzieć zdania „uważam, że Chevrolet Corvette z silnikiem Honda K24 to skandal i profanacja, za którą należy kogoś ukarać”.

Prawy narożnik

Wiemy już, że silnik Honda K24 pasuje do sportowego gran tourera jakim jest Corvette i że ma potencjał na 900 KM. Jeśli uważacie, że 900 KM w samochodzie jest głupie, uważajcie teraz. Oto ktoś buduje motocykl – tak, motocykl – z turbodoładowanym K24 i ma w planie, żeby ten pojazd osiągał 1000 KM. Równie dobrze można by usiąść okrakiem na rakiecie ziemia-powietrze i tak sobie polecieć.

Australijczyk budujący ten potworny wynalazek twierdzi, że całość będzie miała współczynnik mocy 2000 KM na 1 tonę, czyli gotowy pojazd będzie miał 1000 KM i 500 kg masy. Nie to żebym się znał na fizyce, ale te 1000 KM trzeba będzie przekazać na asfalt za pomocą jednej tylnej opony, która do tego asfaltu przylega dość słabo, tzn. bardzo małą powierzchnią. Dodatkowo w momencie złapania nadciśnienia i gwałtownego wzrostu mocy koło będzie kręcić się z taką siłą, że zapewne opona zacznie obracać się na feldze, o ile w ogóle nie zostanie z niej zerwana. Tak tylko mówię, wcale nie zniechęcam nikogo do tego projektu. Jego ciało, jego sprawa, każdy może wybrać przecież metodę, za sprawą której pożegna się ze światem. Ta wydaje się być wyjątkowo spektakularna. Włożył silnik Hondy do Hondy i umarł: zobaczycie, jeszcze dam taki tytuł.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać