Wiadomości / Historia

Jeden z ostatnich motoryzacyjnych dinozaurów odchodzi w niebyt. 6.75 V8 Bentleya było z nami od 60 lat

Wiadomości / Historia 15.01.2020 142 interakcje
Piotr Szary
Piotr Szary 15.01.2020

Jeden z ostatnich motoryzacyjnych dinozaurów odchodzi w niebyt. 6.75 V8 Bentleya było z nami od 60 lat

Piotr Szary
Piotr Szary15.01.2020
142 interakcje Dołącz do dyskusji

Niewiele jest w motoryzacji tak okazji długowiecznych silników jak 6,75-litrowe V8 Bentleya. Ale na każdego przychodzi pora – brytyjska widlasta „ósemka” pojawi się jeszcze tylko w 30 pożegnalnych egzemplarzach Bentleya Mulsanne.

Jeśli przypadkiem jesteście akurat na etapie wyboru nietuzinkowego auta za 1,5-2 mln zł, radzę się pospieszyć i biec do salonu Bentleya. To ostatnia okazja, by kupić nowe auto tej marki z silnikiem 6.75 V8. Był on stosowany w tej marce od 1959 r.

Bentley Mulsanne 6.75 Edition

Po raz pierwszy silnik ten pojawił się w modelu S2.

Nad nową jednostką napędową serii L pracowano już od początku lat 50. XX w. Pierwsza wersja miała 5,2 l pojemności, ale w modelu produkcyjnym motor powiększono do 6230 cm3.

W historii kilka razy eksperymentowano z różnymi pojemnościami skokowymi, największy z tych silników miał ponad 7,4 l (jednostka eksperymentalna z 1965 r.). Najdłużej w produkcji uchował się wariant 6,75-litrowy, który po raz 1. pojawił się w 1970 r. Względem wersji 6,2-litrowej wzrost pojemności uzyskano przez zwiększenie skoku tłoka do 99,1 mm (średnica cylindra to nadal 104,1 mm).

Od samego początku silnik dysponował pojedynczym wałkiem rozrządu w bloku (OHV) i 2 zaworami na cylinder – to nie zmieniło się do dziś. Zmianie uległ natomiast choćby sposób zasilania – najpierw był gaźnikowy, potem wprowadzono wtrysk paliwa – dziś stosowany jest wtrysk bezpośredni.

Jest jeszcze kwestia doładowania: pierwsze silniki V8 serii L były wolnossące i osiągały niespełna 200 KM. Pierwsze produkcyjne silniki z turbodoładowaniem zastosowano w Bentleyu Mulsanne z 1982 r., a w 2007 r. wprowadzono układ twin-turbo (w modelu Brooklands). Poza tym przez te wszystkie lata wprowadzono też szereg innych zmian, jak choćby zawory wypełnione sodem czy układ odłączania 4 cylindrów przy spokojnej jeździe.

Dziś silnik 6.75 V8 dostępny jest już tylko w Mulsanne, ale jego produkcja też się kończy.

Bentley Mulsanne 6.75 Edition
Będziemy tęsknić.

Wszystko dlatego, że ta limuzyna – w przeciwieństwie do mniejszego modelu Continental Flying Spur – nie jest dostępna z nowszymi silnikami V8 ani W12, a jedynie z bentleyowską „ósemką”. Skoro więc silnik zostanie wycofany z oferty, to to samo stanie się z Bentleyem Mulsanne.

Na pożegnanie przygotowano wersję specjalną, nazwaną po prostu 6.75 Edition. Za jej stworzenie odpowiedzialny jest Mulliner, czyli dział zajmujący się realizacją zamówień specjalnych. Powstanie tylko 30 takich aut – wiecie już więc, dlaczego wskazany jest pośpiech.

Bentley Mulsanne 6.75 Edition – z czym to się je?

Super-limitowana wersja bazuje na modelu Speed. Oznacza to, że pod maską pracuje motor o mocy podniesionej ze standardowych 513 do 537 KM. Ale to jest pikuś – zdecydowanie większe wrażenie robi maksymalny moment obrotowy wynoszący w tym przypadku 1100 Nm. Co więcej, taka wartość osiągana jest przy… 1750 obr./min. Z przeniesieniem tej potwornej wartości na asfalt musi sobie radzić 8-biegowy automat ZF.

Bentley Mulsanne 6.75 Edition

Choć Mulsanne, w zależności od wersji i wybranych opcji, waży nie mniej niż ok. 2,6 t, to we wzmocnionej wersji rozpędza się do 100 km/h w 4,9 s i osiąga maksymalnie 305 km/h. Nawet nie chcę myśleć, ile pali przy maksymalnej prędkości, skoro leciutkie Porsche Cayenne Turbo S 1. generacji przy prędkości maksymalnej pochłania niemal 67 l/100 km.

Oczywiście, Mulsanne 6.75 Edition otrzymał też kilka zmian w porównaniu do zwykłych wariantów. W wielu miejscach pojawiły się tabliczki właściwe dla tej wersji limitowanej, odpowiednie oznaczenia pojawiły się też m.in. na fotelach. Cyferblaty wskaźników na konsoli centralnej przedstawiają teraz wychodzący z produkcji silnik, a sama deska rozdzielcza ma jasne, srebrzyste wykończenie.

Bentley Mulsanne 6.75 Edition
Klimatyzacja nastawiona na 25,5 stopnia? W styczniu?

To ostatnie kontrastuje z nadwoziem, w którym logo, grill i końcówki układu wydechowego przyciemniono. Innego wykończenia doczekały się też felgi, a na tabliczce na silniku wyjątkowo tym razem nie będzie widniało nazwisko pracownika, który składał jednostkę napędową – w zamian zagości tam podpis Adriana Hallmarka, obecnego prezesa Bentleya.

Produkcja auta zakończy się tej wiosny.

Potem firma planuje skupić się na modernizacji innych modeli, z naciskiem na montaż hybrydowych układów napędowych. W ciągu najbliższych 3 lat wszystkie Bentleye w gamie mają być dostępne w wersjach hybrydowych, a na szczycie gamy stanie w 2023 r. taki wariant modelu Flying Spur. Ale spójrzmy prawdzie w oczy – czymże jest 5,3-metrowy Flying Spur na tle mierzącego co najmniej 5575 mm Mulsanne’a? Jeno drobnostką…

Bentley Mulsanne 6.75 Edition

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać