Felietony

Bardzo chciałem zaparkować w centrum (i zapłacić). System pokazał mi figę

Felietony 10.11.2021 126 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 10.11.2021

Bardzo chciałem zaparkować w centrum (i zapłacić). System pokazał mi figę

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski10.11.2021
126 interakcji Dołącz do dyskusji

Lub coś innego na „f”.

Ja to, powiem Wam, w ogóle nie lubię parkować w centrum. Ciasno, drogo i tak dalej. To już wolę składakiem pojechać. Niestety, nie zawsze się da. Na przykład dziś się nie dawało, z trzema torbami i statywem. Komunikacja zbiorowa też nie zachęcała, zwłaszcza jak myślałem o reakcjach tzw. współpasażerów na moje tzw. bambetle. Zostaje samochód.

Miało być na bogato, 4 godziny parkowania za prawie 18 zł

Kiedy już znalazłem miejsce (i parkomat, są rozstawione coraz rzadziej), pozostało wklepać numer rejestracyjny samochodu na bardzo nieresponsywnej klawiaturze urządzenia i wybrać kwotę do zapłaty. Przyłóż kartę – powiedział parkomat, a następnie natychmiast wyświetlił komunikat „płatność odrzucona”.

Spróbowałem ponownie, co trwało dobre 3 minuty. Płatność odrzucona.

Wpadłem w panikę, że po pierwsze: zaraz minie 5 minut i na pewno przejedzie Nissan Leaf sprawdzający wniesienie opłaty i dostanę mandat za to że parkomat odrzuca mi płatność, a po drugie – że mam zablokowaną kartę płatniczą. Poszedłem do Żabki kupić batonika o smaku krówkowym, żeby sprawdzić czy karta działa. Działała. Następnie konsumując go wybrałem się na poszukiwanie innych parkomatów. W dwóch pozostałych sytuacja powtórzyła się. Dodatkowo jeden uprzejmy parkomat wydrukował mi kwit z napisem „CARD HOLDER NOT VERIFIED”, czyli niezweryfikowany posiadacz karty. Którą płaciłem 5 minut wcześniej. Wszystko to razem zajęło dobre 15 minut – w trakcie których stałem bezprawnie na płatnym miejscu w centrum, denerwując się, że dostanę mandat i się z niego nie wykręcę. Spoko, infolinia do zgłaszania problemów z parkomatami też nie działała.

Przypomniałem sobie o aplikacji do płacenia za parking

Można za jej pomocą płacić za parkowanie w różnych miastach. Nie jest to bardzo trudne, wklepujesz numer rejestracyjny, wybierasz czas parkowania i już, cyk, fik, zeszło z konta. No chyba że wystąpił błąd. Nieokreślony błąd, oczywiście.

Fajny ten błąd, taki nie za specyficzny.

Miałem do wyboru następujące opcje:

  • iść szukać bankomatu i płacić gotówką jak zwierzę, co zajęłoby kolejnych 15-20 minut darmowego, nieuprawnionego stania
  • odjechać ze strefy płatnego parkowania, zaparkować poza nią i wrócić komunikacją miejską na miejsce.

Wybrałem opcję numer dwa. Przepraszam mieszkańców Saskiej Kępy, która – jak wiemy – jest dzielnicą specjalną (raczej specjalnej troski), że parkowałem na ich terenie. Do klasyki „ruchów miejskich” przeszedł już postulat, żeby na Saskiej Kępie mogli parkować tylko saskokępianie, ale oni mogliby bez ograniczeń parkować w innych dzielnicach. Z Saskiej Kępy dojechałem na miejsce autobusem. Współpasażerowie byli wściekli na moje bambetle.

Cały ten system opiera się na zaufaniu

Jadąc do centrum czy kupując bilet liczę na to, że cała ta elektronika odpowiedzialna za przetwarzanie mojej płatności będzie niezawodna i nie postawi mnie w sytuacji, gdzie dostanę mandat za niemożność wniesienia opłaty. Gdyby tak było, uznałbym, że system jest skierowany przeciwko mnie i działa na moją szkodę, a więc należy go oszukiwać i obchodzić ile wlezie. Chociaż może tak naprawdę to wszystko było zaplanowane i miało mnie zmusić do nieprzyjechania samochodem do centrum. Jeśli tak, to zdejmuję moje szapo ba z głowy przed tym chytrym planem. A tak naprawdę w tym wszystkim najbardziej denerwuje mnie to, że w dobie powszechnej cyfryzacji, dalej muszę przy sobie nosić – jak zwierzę – tzw. „drobniaki na parkomat”.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać