Felietony

Nienawidzę autostrad i dróg ekspresowych. Zabijają przyjemność z jazdy

Felietony 14.07.2019 1017 interakcji
Michał Koziar
Michał Koziar 14.07.2019

Nienawidzę autostrad i dróg ekspresowych. Zabijają przyjemność z jazdy

Michał Koziar
Michał Koziar14.07.2019
1017 interakcji Dołącz do dyskusji

Traktuję autostrady jak zło konieczne. Korzystam z nich tylko kiedy muszę, bo prawdziwa radość z jazdy drzemie poza nimi.

Nie będę próbował wmówić wam, że wszystkie autostrady i trasy szybkiego ruchu powinny zostać zaorane. Mam pełną świadomość, że są potrzebne. Skracają czas dojazdu, mają dobrą nawierzchnię i eliminują z mniejszych szos lwią część ruchu ciężarowego, dzięki czemu kierowcy osobówek nie muszą ryzykować i wyprzedzać. Oszczędzają samochody, które nie muszą tak często hamować, a ich silniki pracują z mniej więcej stałą prędkością obrotową.

Wielopasmowe drogi ekspresowe są potrzebne, ale ja ich po prostu nie lubię. Korzystam z nich tylko wtedy, kiedy się spieszę. W innym przypadku przestawiam nawigację na tryb „unikaj autostrad” i mogę cieszyć się jazdą. Po części też dzięki autostradom, które zabrały ciężarówki z mojej drogi. Szanuję to, ale nadal nienawidzę ekspresówek.

autostrady drogi ekspresowe

Dlaczego mdli mnie na myśl o jeździe autostradą?

Niekończąca się jazda na wprost z łagodnymi zakrętami, stała prędkość i jednorodny krajobraz – przysłonięte przez bariery, prawie niewidoczne pola. Tam gdzie można by coś zobaczyć – postawiono ekrany dźwiękochłonne. Infrastruktura taka jak MOP-y jest nowa i powtarzalna, wręcz syntetyczna. Czy może być coś nudniejszego? Zazwyczaj zaczynam ziewać po pierwszych 20 km, więc z definicji przed wyruszeniem w trasę autostradą muszę kupić sobie dużą kawę.

Do tego jeszcze zestaw obowiązkowy na polskich 2-pasmowych drogach ekspresowych, czyli pusty prawy pas, wyprzedzające się TIR-y i wielka kolejka na lewym. Srebrne Skody siadające na tylnym zderzaku i mrugające poganiaczami jeśli chcesz wyprzedzić cokolwiek z prędkością mniejszą niż 160 km/h, przyspieszające jak tylko wrzucisz lewy kierunek, żeby móc potem wściekle błyskać ci za plecami.

To wszystko jest po prostu obrzydliwe, niezależnie czy jadę nowym samochodem, czy którymś z moich gratów. Po prostu w przypadku tych ostatnich do listy muszę dopisać, że o ile radzą sobie z „S-kami”, to potencjału autostrady nie mogą wykorzystać, bo korba wyjdzie bokiem.

Życie zaczyna się po zjechaniu z ekspresówki.

Tymczasem wystarczy ustawić opcję omijaj autostrady i nawet głupia trasa z Łodzi do Warszawy potrafi być fascynująca. Tak właśnie zrobiłem wczoraj. Jadąc ze stolicy spieszyłem się, więc musiałem skorzystać z autostrady, ale wracając miałem więcej czasu. Z Łodzi wyjechałem starą drogą krajową nr 1.

Dawne główne szosy mają wspaniały klimat. Zapomniane po wybudowaniu autostrady, są wypełnione reliktami przeszłości. Infrastruktura taka jak stacje benzynowe i zajazdy nie jest tam modernizowana, bo nie ma na to pieniędzy. Ruch zamarł, więc biznes przestał się kręcić. Część zmienia się w opuszczone widma dawnych czasów, reszta funkcjonuje ostatkiem sił, wyglądając nadal tak samo jak w momencie kiedy niedaleko otwarto ekspresówkę. Krajówki mają swój obumierający mikroklimat.

autostrady drogi ekspresowe

Jeszcze lepiej jest tam, gdzie autostrada bezpośrednio zastąpiła dawną jednopasmówkę, lub ta jest umiejscowiona na tyle niekorzystnie, że nawigacja zachęca do korzystania z dróg wojewódzkich i gminnych. Tak właśnie było wczoraj, kiedy dojechałem na wysokość A2. Często przez 15 czy 20 minut nie mijałem żadnego auta.

Polska jest piękna, ale z autostrady tego nie zobaczysz.

Dzięki temu skupiłem się na jeździe. Średnio wprawna redukcja z międzygazem, odpuszczenie hamulca, zakręt, wychył nadwozia, gaz, zmiana biegu. Szosy pozwalają szlifować umiejętności za kierownicą, bo akurat tam ograniczenia prędkości potrafią być wyższe od możliwości mojego auta, zwłaszcza na mokrych, ostrych zakrętach. Nie można ślepo trzymać się 90 km/h poza terenem zabudowanym. Trzeba być czujnym i myśleć.

Jakby tego było mało, wystarczy nieco zwolnić by zacząć rozkoszować się krajobrazem. Złote pola zboża, lasy i szpalery drzew zacieniające wąskie szosy. Spokojne wsie, gdzie życie płynie wolniej, z drewnianymi chatami i starymi kościołami. Miejsca gdzie czas się zatrzymał, nie dotarła szyldoza znana z głównych tras. Jeśli postój, to przy GS-ie, a nie na syntetycznym MOP-ie z makdonaldem. Polska naprawdę jest piękna, ale z autostrady nie da się tego zobaczyć.

autostrady drogi ekspresowe

Owszem, nawierzchnia bywa zła, ale już nie tak jak kiedyś. Z reguły nie jest dziurawa, tylko po prostu nierówna. Preferuję auta z miękkim zawieszeniem o dużym skoku, więc nawet tego specjalnie nie zauważam. Po prostu płynę.

Nikt mnie nie przekona, bym polubił autostrady.

Drogami ekspresowymi, zarówno polskimi jak i zagranicznymi, przejechałem wiele tysięcy kilometrów. Doceniam ich zalety i wybieram je kiedy się spieszę oraz w nocy. Wtedy zalety bocznych szos i tak się niewidoczne.

Mimo to szczerze nienawidzę autostrad i tras szybkiego ruchu. To zło konieczne, paskudnie nudne i syntetyczne, przypominające jazdę pociągiem, tylko zamiast odpalić film na laptopie muszę prowadzić. Absolutne zero frajdy z jazdy. Męcząca konieczność.

Prawdziwa frajda to jazda poza autostradami i chyba nic mnie nie przekona, że jest inaczej. Warto spędzić trochę więcej czasu w trasie, ale zobaczyć i odczuć dużo więcej.

autostrady drogi ekspresowe

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać