Wiadomości

Rośnie lista obowiązkowego wyposażenia. UE planuje wprowadzić obowiązkowe systemy awaryjnego hamowania

Wiadomości 12.02.2019 122 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 12.02.2019

Rośnie lista obowiązkowego wyposażenia. UE planuje wprowadzić obowiązkowe systemy awaryjnego hamowania

Piotr Barycki
Piotr Barycki12.02.2019
122 interakcje Dołącz do dyskusji

Już za 3 lata w Europie możemy spodziewać się dodatkowego obowiązkowego wyposażenia wszystkich nowych samochodów. Do długiej listy planuje się bowiem dołączyć system automatycznego hamowania.

Póki co przygotowany i wstępnie poparty przez Unię Europejską został projekt nowych wymagań, opracowany przez Europejską Komisję Gospodarczą. W sumie na zawarte w nim wymagania zgodziło się 40 krajów z całego świata, w tym m.in. Japonia.

Zanim jednak całość zostanie dopracowana i zaakceptowana, minie jeszcze co najmniej kilka miesięcy – finalna wersja projektu zostanie złożona do rozpatrzenia najwcześniej w czerwcu tego roku.

Póki co możemy się jedynie zapoznać z proponowanymi szczegółami.

Po pierwsze – posprzątać.

Zdaniem autorów projektu nowych przepisów, pierwszą rzeczą, którą należy zrobić, jest ustandaryzowanie wymogów względem systemów automatycznego hamowania awaryjnego (AEBS).

Konieczne więc będzie wprowadzenie nowych procedur testowych, obejmujących różne scenariusze, różne warunki i różne prędkości poruszania się samochodów z takim systemem. Część z nowych procedur można znaleźć w tym dokumencie.

Dopiero po przeprowadzeniu takich ujednoliconych testów, będzie można – według twórców projektu – faktycznie stwierdzić, które systemy automatycznego hamowania działają skutecznie, a które nie. Zakłada się, że choć wiele współczesnych samochodów ma już takie systemy w standardzie lub w dodatkowym wyposażeniu, większość z nich może nie spełnić rygorystycznych wymagań nowych testów.

Po drugie – nowy system obowiązkowo w nowych samochodach.

Nie wiadomo, od kiedy system awaryjnego hamowania będzie obowiązkowy w pozostałych zakątkach świata, ale dla państw Unii Europejskiej wstępnie wyznaczono termin zmiany wymogów na 2022 r. (wcześniej mówiło się nawet o 2021 r.) Od tego momentu wszystkie nowe samochody osobowe i lekkie auta użytkowe będą musiały mieć AEBS w standardzie.

Zgodnie z projektem, system ten ma pozwalać na automatyczne hamowanie przy prędkościach do 60 km/h, czyli będzie chronić uczestników ruchu głównie w trakcie spokojniejszej jazdy w warunkach miejskich. Na liście wymagań znajduje się jednak nie tylko wykrywanie innych samochodów, ale także i pieszych.

Póki co nie wiadomo, jak będą prezentować się wymagania dotyczące ochrony rowerzystów. Z obecnego projektu wzmianki na ich temat zostały wykreślone, i mają zostać doprecyzowane w późniejszym czasie.

Obowiązkowy AEBS nie będzie przy tym systemem z wyższej półki, jeśli chodzi o możliwości. Wymagane będzie jedynie zatrzymanie lub spowolnienie pojazdu, żeby uniknąć lub zminimalizować efekty kolizji. Systemy takie jak w Volvo czy Mercedesie, gdzie samochód może spróbować ominąć przeszkodę, nadal będą wyposażeniem nieobowiązkowym.

Jako ciekawostkę można dodać, że na podobny ruch w Stanach Zjednoczonych zdecydowali się… sami producenci.

Ile to nas będzie kosztować?

Nie ma wątpliwości, kto będzie musiał przyjąć na siebie koszty dodatkowego elementu wyposażenia, aczkolwiek będzie to głównie problem dla kupujących najtańsze auta (jak zwykle).

Część producentów, nie tylko samochodów z najwyższej półki cenowej, już teraz oferuje automatyczne hamowanie w standardzie, zapewniając sobie tym samym m.in. lepsze wyniki w testach Euro NCAP. Przykładowo nowa Mazda 3 nawet w bazowej wersji wyposażona jest bez dodatkowych opłat w system SCBS, który automatycznie wyhamuje, jeśli kierowca nie zareaguje na pojawienie się przeszkody.

W tańszych (a czasem i w droższych) niż Mazda 3 autach trzeba jednak przeważnie dopłacić. Chociażby w Skodzie Fabii system Front Assist kosztuje dodatkowe 1200 zł. W takiej Dacii Sandero nie uświadczymy go natomiast w ogóle. A przy tak tanim samochodzie każde 500 czy 1000 zł może robić dużą różnicę.

Nie zmienia to jednak faktu, że dobrze, że taki system stanie się obowiązkowym wyposażeniem – o ile oczywiście będzie działał prawidłowo i będzie w stanie faktycznie zapobiegać chociaż drobnemu odsetkowi wypadków.

Oczywiście można też uznać, że to po raz kolejny sięganie do naszych kieszeni, że wystarczy jeździć spokojnie i ostrożnie, a nikomu nic się nie stanie. Ale że jakoś do tej pory zdawanie się na ludzi za kierownicą nie przynosi wystarczających rezultatów, to czas choć trochę wspomóc ich komputerami. Nawet jeśli będzie to oznaczać droższe samochody.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie