Felietony

Joe, co się dzieje z motoryzacją w twoim kraju? Przegląd motoryzacyjnych wieści z Ameryki

Felietony 12.09.2021 302 interakcje

Joe, co się dzieje z motoryzacją w twoim kraju? Przegląd motoryzacyjnych wieści z Ameryki

Paweł Grabowski
Paweł Grabowski12.09.2021
302 interakcje Dołącz do dyskusji

Amerykańska motoryzacja zmierza w złym kierunku. Nowy Jork zakazuje sprzedaży samochodów z silnikiem spalinowym, a Dodge będzie produkował chińskie samochody. 

Narzekacie ostatnio, że na Autoblogu jest za dużo treści społecznych, rowerowych, pieszych, autorskich przemyśleń itd., a brakuje tematów samochodowych. Tak nie może być. Żeby przywrócić równowagę mocy, postanowiliśmy zwrócić nasze oczy ku miejscu, które dla wielu jawi się jako ostatni bastion w walce z elektryczną motoryzacją. Do krainy, gdzie opary benzyny czuć na każdym skrzyżowaniu, gdzie nie dotarły normy spalania i inne europejskiej wymysły. Zobaczmy więc, co słychać w krainie wolności, V8, kowbojów, strzelanin i przesady. Odpalamy Born In the USA, zakładamy kapelusz, a w tle widać wybuchy, bo nie ma dobrej opowieści z Ameryki bez efektów pirotechnicznych. Zaczynamy od mocnego uderzenia.

Stan Teksas chce opodatkować samochody elektryczne

W Stanach, podobnie jak u nas, koszty utrzymania infrastruktury drogowej pokrywane są częściowo z podatków, jakie nałożono na paliwa. Dzięki temu ci, którzy jeżdżą więcej, płacą więcej, a ci, którzy jeżdżą niewiele, nie czują się poszkodowani, że muszą płacić podatek za drogi, z których nie korzystają. To oczywiście duże uproszczenie, bo korzystają z towarów, które ktoś inny tymi drogami dowozi, ale nie rozmydlajmy tematu. W każdym razie władze Teksasu zauważyły, że przybywa aut elektrycznych, z czasem będzie ich pewnie więcej niż spalinowych, a one stacji paliw nie odwiedzają i nie dorzucają się do podatków. Żeby to zmienić lokalne władze forsują pomysł, by obłożyć samochody elektryczne roczną opłatą w wysokości między 190 a 240 dolarów. A jak ktoś jeździ ponad 9 tys. mil rocznie – dostanie 150 dolarów domiaru i zapłaci jeszcze 10 na funkcjonowanie rady doradczej ds. infrastruktury ładowania. Prawnicy z organizacji Plug In America podkreślają, że średni koszt, jaki z tytułu podatków drogowych ponoszą właściciele samochodów z napędem spalinowy to 73 dolary, więc to chyba nie do końca jest sprawiedliwe. Zachęcają krajanów, by kontaktowali się z lokalnymi politykami i wybili im ten pomysł z głów.

Nowy Jork wprowadza zakaz sprzedaży samochodów z silnikiem spalinowym od 2035 roku

Tym samym dołączył do Kalifornii i stanu Waszyngton. Zakaz obejmuje wszystkie samochody osobowe oraz lekkie ciężarówki, jak Amerykanie nazywają segment pickupów. Te prawdziwe ciężarówki będą mogły jeździć 10 lat dłużej. W ciągu dwóch lat ma powstać strategia, która ma szczegółowo opisywać jak będą wyglądały działania zmierzające do zeroemisyjności. Straszne. Ale wtedy okazuje się, że ci Amerykanie, to jednak nie są tacy głupi, jak zwykliśmy uważać. Wszystko rozbija się o definicję pojazdu bezemisyjnego. Otóż w akcie prawnym wprowadzającym zakaz sprzedaży samochodów z silnikiem spalinowym znalazł się zapis, który mówi, że za bezemisyjne uważa się samochody elektryczne, hybrydy plug-in oraz samochody z napędem wodorowym. Całkiem niegłupi ten zakaz. Wychodzi na to, że na potrzeby nowego prawa wszyscy będą udawać, że hybrydy plug-in jeżdżące po stanie Nowy Jork nigdy nie uruchamiają silnika spalinowego.

Zeroemisyjna hybryda z V8 pod maską

Władze mówią również o tym, że trzeba przekonać 2 miliony posiadaczy samochodów spalinowych na przejście na elektryki. By im w tym pomóc, chcą zamontować 10 tysięcy ładowarek. Nie wiem czemu, ale mam dziwne wrażenie, że to się nie dodaje. Nowy Jork jest bardzo ważnym stanem dla rynku amerykańskiego — odpowiada za 6 proc. ogólnej sprzedaży.

Dodge, jak przystało na amerykańską firmę, będzie produkował chińskie auta dla Meksyku

Zapowiedział właśnie nowego SUV-a, którego nazwy jeszcze nie znamy. Wiemy tyle, że prawdopodobnie będzie to wspaniały przykład inżynierii emblematowej w odwrotną stronę. Amerykanie wezmą chińskiego SUV-a GAC GS5, nakleją mu znaczek Dodge’a i będą go pchać na rynek meksykański. Pod maską znajdziemy chiński silnik o pojemności 1,5 l i mocy 150 KM. Tak wygląda zamaskowany egzemplarz pokazany przez Dodge’a:

amerykańska motoryzacja
Amerykańska motoryzacja w chińskim sosie
amerykańska motoryzacja
Amerykańska motoryzacja w chińskim sosie

A tak wygląda jego chiński odpowiednik:

Kiedyś byłoby to nie do pomyślenia, żeby chińskie auto sprzedawać pod amerykańską marką, ale czasy się zmieniają, a pieniądze nie śmierdzą.

Chevrolet Bolt jest tak niebezpieczny, że nie można nim parkować na miejskich parkingach

Amerykański samochód elektryczny boryka się z poważnym problemem. Wszystkie wyprodukowane Bolty objęte są procedurą wymiany akumulatorów ze względu na wysokie ryzyko pożarów. Produkcja nowych aut została wstrzymana. Posiadaczom samochodów czekających na wymianę zabroniono ładować baterii powyżej 90 proc., nie mogą również dopuścić, żeby zasięg spadł poniżej 113 km. Nie powinni również parkować pod dachem. Koszt wymiany akumulatorów szacuje się na 1,8 miliarda dolarów. GM ma dochodzić tej kwoty od producenta baterii — LG Chem, ale to pieśń przyszłości. Do tej pory zapaliło się kilkanaście samochodów. Narasta panika, która skutkuje tym, że rośnie liczba parkingów, które nie wpuszczają na swój teren Boltów. Użytkownik Reddita Scarls13 udostępnił zdjęcie pewnego parkingu w San Francisco:

Zakaz parkowania dla Boltów. Autor Scarls13@Reddit

Amerykańska motoryzacja opuszcza Indie

Ford nie poradził sobie w Indiach. Nie wiem, jak do tego doszło. Ponad miliard mieszkańców, coraz większy odsetek ludzi, którzy mogą sobie pozwolić na nowy samochód – nie pykło. Ford zamyka swój indyjski oddział i fabryki, w których powstawały jego samochody. Producent zanotował w ciągu ostatnich 10 lat 2 miliardy dolarów straty, Zamierza wciąż sprzedawać w Indiach 3 modele: Mach-E, Mustanga oraz Rangera, wszystkie będą importowane. Ford twierdzi, że pomimo tego, że starali się jak nigdy, to nie potrafili zapewnić rentowności w Indiach.

amerykańska motoryzacja
Ford EcoSport

Ruchy Forda na indyjskim rynku przypominały taniec pingwina na szkle. Próbował nawet wejść w spółkę joint venture z Mahindrą, żeby obniżyć koszty produkcji samochodów, ale tego też nie udało się dopiąć. Żeby było ciekawiej, Ford razem z Mahindrą zaczynał swoją indyjską przygodę w 1995 roku. 3 lata później wykupił udziały Hindusów, ponieważ uznał, że jest wystarczająco samodzielny. Sprzyjało mu wszystko. Dzięki surowym przepisom podatkowym, które preferowały SUV-y do długości 4 m, przez chwilę zdominowali rynek. EcoSport był przebojem, bo był dobrze wykonany i znacznie tańszy niż jego konkurenci, ale zamiast podążać tą drogą, Amerykanie odpuścili i w konsekwencji rynek małych SUV-ów przejęła konkurencja. Jak ktoś nie wierzy, to niech zobaczy ofertę Hyundaia lub Suzuki w Indiach. To właśnie oni przejęli rynek i wygonili z niego Amerykanów.

Okazuje się, że nie opłaca się produkować samochodów dla rozwijającego się rynku, ale Ford uznał, że w Indiach nadal będzie funkcjonować jego centrum ds. rozwiązań biznesowych, bo Hindusi to tani pracownicy. To w ogóle może być droga dla Forda. Przestajemy produkować samochody, a zajmujemy się obsługą transakcji biznesowych. Nie produkujemy CO2, nie mamy strat.

Ford EcoSport znika z USA

Konsekwencją zamknięcia fabryk w Indiach jest zakończenie sprzedaży modelu EcoSport. Nie był może hitem sprzedaży, ale i tak znajdował rocznie około 60 tysięcy nabywców w samych Stanach Zjednoczonych. Co ciekawe produkcja europejskiej wersji jest niezagrożona, bo model na nasz kontynent powstaje w Rumunii. Natomiast indyjska fabryka obsługiwała resztę globu. Amerykański model w ogóle nie pasował do stereotypowego obrazu tamtejszej motoryzacji, bo występował z dwoma silnikami — trzycylindrowym o pojemności 1 litra oraz czterocylindrowym o pojemności 2 l. Amerykańscy analitycy zastanawiają się, dlaczego ofertę Forda będzie otwierał teraz Maverick, a nie hitowa Puma. Być może moja teza, że nie opłaca się produkować samochodów, nie jest wcale tak odległa od prawdy.

Amerykańska motoryzacja ma również humorystyczny akcent

Ford Bronco jest hitem sprzedaży. Nie dziwię się, bo naprawdę wygląda przyjemnie dla oka. Ale bycie hitem spowodowało to, że czas oczekiwania na dostawę upragnionego samochodu znacznie się wydłuża. Klienci zaczęli się denerwować, więc żeby załagodzić sytuację Ford postanowił otworzyć specjalny fundusz, z którego środków mają być pokrywane wydatki mające na celu poprawę nastrojów klientów. Każdy dealer ma pewną pulę środków, które może wykorzystać na ten cel. Maksymalnie na klienta mogą wydać do 100 dolarów. Ford zaleca, żeby kupić klientom akcesoria marki, pokryć część kosztów leasingu lub wynajmu innego pojazdu, którym klient jeździ w trakcie oczekiwania na Bronco. Ale moją polską duszę najbardziej rozczulił ostatni punkt. Otóż Ford zaleca, żeby kupić oczekującym klientom trochę ich ulubionego alkoholu. Tak, żeby mogli sobie umilić wieczory spędzone na czekaniu. Wspaniała inicjatywa.

To by było na tyle. Oddaję głos do studia. Paweł Medium Grabowski, Lublin, Wisconsin.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać