Wiadomości

Obejrzałem Alfę Romeo Giulię GTAm i nie mam pojęcia, po co powstała

Wiadomości 19.09.2021 342 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 19.09.2021

Obejrzałem Alfę Romeo Giulię GTAm i nie mam pojęcia, po co powstała

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski19.09.2021
342 interakcje Dołącz do dyskusji

Znaczy po to, żeby producent zarobił pieniądze. Ale dlaczego ktoś miałby ją kupić?

Oczywiście Alfa Romeo Giulia jako nowoczesny sedan leży poza moją sferą zainteresowań w całości, ale doceniam ją jako ciekawą propozycję w tym zatłoczonym segmencie, no i oczywiście za to, że zdecydowano się na tylnonapędową platformę. Do 2020 r. była dostępna sportowa wersja V6 (QV) o mocy 510 KM, teraz już jej nie ma – wprowadzono za to limitowaną edycję GTA i GTAm. Wczoraj można było je sobie obejrzeć na zlocie Forza Italia 2021, no to poszedłem pooglądać.

Czym różnią się Alfa Romego Giulia GTA i Alfa Romeo Giulia GTAm?

Tym, że jedna ma jakiś cień sensu, druga nie posiada go za grosz. Obie mają tę samą moc, tj. 540 KM i ten sam moment obrotowy – 600 Nm przy 2500 obr./min. Giulię GTA z zewnątrz można rozpoznać po karbonowych końcówkach układu wydechowego Akrapović i po felgach mocowanych centralną śrubą. GTA ma pięć miejsc.

Na samym szczycie jest GTAm: ten wóz rozpoznamy po ogromnym spoilerze, oraz po tym, że jest bez sensu, ponieważ fabrycznie nie posiada tylnej kanapy. W jej miejscu znajduje się klatka bezpieczeństwa. Rozumiecie. Zrobili czterodrzwiowy samochód z dwoma miejscami, mający tylne drzwi prowadzące donikąd. Jedną ręką piszę wpis, drugą klaszczę. Wiem, że to wszystko jest zrobione do jazdy po torze. I ten spoiler, i te naklejki z napisem FOR RACETRACK USE ONLY, NO STEP na przednim spoilerze. Ja to wszystko kumam, że to ma swoje zastosowanie. Tylko że to zastosowanie jest tak niszowe i absurdalne, że nie jestem w stanie sobie zwizualizować klienta na ten wóz – a nawet jeśli jestem, to obstawiam, że ten klient nigdy tego samochodu nie wykorzysta zgodnie z przeznaczeniem.

Na prezentowanej Giulii GTAm widniała cena: 201 tys. euro

To równowartość 922 600 zł za jeden z serii limitowanych do 500 egzemplarzy GTAm. Za to można byłoby kupić prawie sześć Giulii 2.0 w wersji Business. Co więcej, za to można byłoby kupić prawie 3 (!!!) 510-konne, NOWE, Giulie QV. Nie wierzycie? Proszę, kliknijcie tutaj. Giulia QV już jest porażająco szybka, ma 3,9 s do setki. GTAm ma ponoć 3,6 – niezauważalna różnica na co dzień. Tak, Alfa Romeo Giulia GTAm jest limitowana, odelżona o 100 kg i w ogóle, ale mam takie niejasne wrażenie, jakby nad tą wyjątkowością postarano się bardzo niewiele.

Inny kolor, jakiś bodykit, parę gadżetów, wywaliliśmy tylną kanapę i jeszcze trochę gratów ze środka, i cyk, cena razy sześć. Producent wysilił się na 25%, a żąda kosmicznych pieniędzy za samochód, który w sumie jest dość bezużyteczny. Nawet jego limitowany charakter niewiele tu ratuje. Skoro jest do jazdy po torze, to co – klient ma go kupić i postawić do swojej kolekcji, żeby się nie zużył? To po co wtedy te wszystkie torowe bajery? I kto w ogóle w dzisiejszych czasach jeszcze jeździ po torze? Wiem, są świry, które latają po Nurburgringu. W najlepszym razie mają oni kilkuletnie Porsche 911, które sami sobie podłubali, częściej jest to BMW E46.

mmm naklejka

Giulia GTA i GTAm są niesłychanie drogie, ale nie są wyjątkowe

Gdyby Alfa Romeo zdecydowała się na przykład na zrobienie wersji dwudrzwiowej – zapewne krzyczałbym z zachwytu. To byłoby naprawdę coś wyjątkowego. Nie trzeba daleko szukać, spójrzcie na Toyotę i koncepcję GR Yarisa. Auto niby bazujące na Yarisie, ale kompletnie inne, nie do pomylenia ze zwykłym flotowym Yarisem. Rzeczywiście ma w sobie coś wyjątkowego, choć to ogólnie nie mój klimat. I jakoś nie kosztuje ponad 900 tys. zł, a na torze pewnie zapewni podobne wrażenia co Giulia GTAm (o ile nie lepsze, bo w końcu to 4×4).

Mam trochę wrażenie, że Alfa Romeo przesadziło z próbami dojenia krowy niskim kosztem. Idziemy w kierunku, gdzie producent naklei na samochód naklejkę i powie, że będzie tylko 500 sztuk aut z taką naklejką, a cenę pomnoży przez cztery. Spoko, może tak zrobić, pytanie tylko czy klienci są aż tacy durni. Jeśli tak, to niech ich goli na zdrowie, a jeśli nie, to po prostu go wyśmieją. Przypomnę tylko nieśmiało, że cennik NAPRAWDĘ wyjątkowego modelu Alfa Romeo 4C – z pewnością lepiej nadającego się na tor niż wielki sedan – zaczynał się w Polsce od 220 tysięcy złotych. Natomiast prawie milion to była cena jeszcze bardziej niezwykłego modelu 8C bazującego na Maserati. Teraz za tyle dostajemy sedana w śmiesznym kolorze, z którego ktoś wyjął tylną kanapę. Powodzenia.

To powinno być karalne.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać