Felietony

Alfa Romeo zapowiada „wielki powrót”. Giulia GTA wydaje się oczywistym kandydatem

Felietony 24.02.2020 382 interakcje
Piotr Barycki
Piotr Barycki 24.02.2020

Alfa Romeo zapowiada „wielki powrót”. Giulia GTA wydaje się oczywistym kandydatem

Piotr Barycki
Piotr Barycki24.02.2020
382 interakcje Dołącz do dyskusji

Masz w ofercie kiepsko sprzedającego się sedana, nieźle sprzedającego się SUV-a i prehistorycznego hatchbacka, na którego już wydano wyrok. Co w takim razie dodajesz do gamy? Oczywiście kolejny wariant niesprzedającego się sedana.

Brzmi logicznie, a pieniądze klientów same wyfruwają z ich portfeli.

Nie jestem wprawdzie fanem doradzania prezesom wielkich korporacji, co powinni robić, bo po pierwsze nie mam do tego kompetencji, a po drugie, kiedy próbuję to zrobić, przeważnie ktoś wzywa ochronę. Ale w tym momencie aż kusi, żeby krzyknąć hej, zróbcie jednak coś innego!

Wielki powrót Alfy Romeo. Zapewne do wersji GTA.

Na początek dobra wiadomość. Alfa Romeo zapowiedziała niedawno wielki powrót, który będzie miał miejsce podczas nadchodzących targów w Genewie. Konkretów brak, ale nie wiem, czy są takie niezbędne:

I to nie tylko dlatego, że cały czas zachwycam się nowym logo Alfy, do tego prezentowanym przy takiej ścieżce dźwiękowej. Raczej dlatego, że równolegle (i wcześniej) w sieci zaczęły pojawiać się informacje, że niedługo światło dzienne powinna ujrzeć specjalna wersja Giulii – GTA.

Zresztą cóż innego mogłoby być tym wielkim powrotem, jeśli właśnie nie odchudzona wersja sedana Alfy? Owszem, jakiś czas temu Włosi zapowiadali sporą rozbudowę portfolio, obejmującą wprowadzenie m.in. nowej GTV i 8C, co faktycznie pasowałoby do tej zapowiedzi. Niestety później plan na najbliższe lata został zaktualizowany i jedynymi nadchodzącymi nowymi modelami ma być SUV segmentu C i SUV segmentu B. Mało powrotowe, nawet przy założeniu, że te plany się nie zmieniły i któreś z tych aut ostatecznie jednak wypadło z gry.

A GTA nie widzieliśmy w końcu od czasów 156 i 147.

Zostaje więc Alfa Romeo Giulia GTA.

Według dotychczasowych plotek i na chłopski rozum – mocniejsza (choć wykorzystująca tę samą jednostkę napędową), lżejsza, z agresywniejszą stylizacją i pewnie nawet jeszcze lepszymi właściwościami jezdnymi. Strzelam też, że będzie mogła pochwalić się niesamowitymi czasami wykręconymi na torze.

Taka Alfa wśród Alf – brzmi doskonale i pewnie pobudzi wyobraźnię jakiejś grupy osób. Może nawet trafi na tapety na smartfonach i tabletach, bo plakatów chyba nikt już nad łóżkami nie wiesza. Ba, sam nawet trochę do niej powzdycham.

I pewnie na tym się skończy, tak jak i w wielu innych przypadkach.

Kompletnie nie rozumiem, jak GTA ma pomóc Alfie Romeo.

Zerknijmy w statystyki sprzedaży – niech będą europejskie, bo Giulia mimo wszystko wciąż najlepiej sprzedaje się właśnie na Starym Kontynencie. Statystyki mówią wprost, że Giulia nie idzie. W zeszłym roku sprzedano zaledwie niecałe 11 000 egzemplarzy – to wynik słabszy nawet od Kii Optimy, której świadomość i rozpoznawalność rynkowa wynosi -1. Samych Peugeotów 508 sprzedało się 4 razy więcej. Volvo S60 i V60 sprzedały się sześciokrotnie lepiej.

Alfa w europejskim ujęciu sprzedażowym może świętować zwycięstwo najwyżej nad Jaguarem XE (niektórzy nie pamiętają o tym modelu, niektórzy chcą zapomnieć), Toyotą Camry czy Lexusem IS. Ale Camry pewnie niedługo Giulię przegoni, a IS hasztag nikogo.

Zresztą nawet nie to jest najbardziej przygnębiające, bo Alfa Romeo raczej nie ma ambicji – przynajmniej w krótkim terminie – rywalizować z modelami o ugruntowanej od lat pozycji. Dużo smutniejszy jest fakt, że Giulia prawdopodobnie swój pik popularności już miała i nie udało się jej go utrzymać na sensownym poziomie. W 2017 r. sprzedano ok. 25 000 egzemplarzy. W 2018 r. – już tylko 17 000 egzemplarzy. 2019 r. to wspomniane już 11 000 sztuk.

Dla porównania 159 startowało od ponad 57 000 egzemplarzy, potem wskoczyło w 2007 r. na pułap prawie 66 000, żeby dopiero w 2011 spaść na 10 500. 5-6 lat po premierze, zresztą w momencie, kiedy zaczynało być jasne, że nadchodzi już kres tego modelu, a na rynku byli nowsi i ciekawsi rywale. Historia Giulii wygląda z kolei trochę tak, jakby ktoś wyciął końcówkę sprzedaży 159 i wkleił jako wyniki nowego modelu. Zapomniał tylko o tym, żeby wcześniej wkleić te lepsze lata.

I GTA pewnie ma tę sytuację podratować.

Bo z całą pewnością nie zrobi tego symboliczny, kosmetyczny, minimalistyczny lifting (tak samo jak nie pomógł 159). GTA ma pewnie rozbudzić fantazje klientów, którzy zakochają się w takim wariancie, a przyjdą do salonu po diesla albo bazową wersję benzynową.

Tylko tu jest problem – Giulia miała już swojego halo cara – Quadrifoglio. Halo cara, który potrafił utrzeć nosa AMG, M i innym S czy RS. Ale wtedy to było jakieś, to było świeże. Giulia była zupełnie nowa i wyczekiwana latami. Quadrifoglio była zwiastunem tego powrotu.

A teraz? Teraz Giulię znają już doskonale wszyscy. Wyrobili sobie na jej temat zdanie. Wiedzą, że na szczycie gamy jest Quadrifoglio, a GTA pewnie zapiszą w świadomości jako takie Quadrifoglio, ale szybsze, lepsze, lżejsze i tak dalej. Tym bardziej, że Giulia w ciągu 4 lat od premiery miała już dwie wersje limitowane/specjalne (NRING i Racing Edition) i jedną specjalną linię wyposażenia (B-Tech).

Bardzo, bardzo chciałbym się mylić, ale nawet ja nie potrafię sobie wmówić, że będzie inaczej.

Pozostaje czekać na SUV-a.

Bo chociaż Stelvio rynku nie podbił (mniej niż 10 000 egzemplarzy w USA w 2019 r., w Europie ok. 27 000), to i tak radzi sobie całkiem nieźle. Na Starym Kontynencie sprzedaje się chociażby lepiej niż X4 czy GLC Coupe, wygrywając też z Macanem (ok, jest od niego tańszy, ale jednak). Z X3, XC60 czy standardowym GLC nie ma co się mierzyć, ale jak widać – przynajmniej w Europie jest zapotrzebowanie na wysoką Alfę.

I pewnie byłoby też na kolejne. Gdyby były. Może też wtedy moglibyśmy świętować prawdziwy wielki powrót Alfy Romeo?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać