Technologie

To koniec elektrycznych startupów. Cena litu sięgnęła sufitu, cały biznes jest do kitu

Technologie 15.04.2022 169 interakcji
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 15.04.2022

To koniec elektrycznych startupów. Cena litu sięgnęła sufitu, cały biznes jest do kitu

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski15.04.2022
169 interakcji Dołącz do dyskusji

Nowe elektryczne startupy będą musiały znaleźć sobie jakieś zastępstwo dla litu w akumulatorach, bo jego cena właśnie zrównała się z ceną srebra.

Co jest potrzebne do samochodów elektrycznych? Akumulatory. A co jest potrzebne do akumulatorów? Lit, taki pierwiastek – oczywiście jeśli mówimy o akumulatorach litowo-jonowych albo litowo-polimerowych, a nie o mających 150 lat ogniwach kwasowo-ołowiowych. Bez litu nie ma hitu, przynajmniej na rynku aut elektrycznych.

Wraz z upowszechnieniem się aut elektrycznych, koszt ich produkcji miał maleć

Nie wiem kto tę bzdurę wymyślił, bo ona jest sprzeczna z prawami ekonomii, no ale przynajmniej mamy dowód, że się nie sprawdza. 10 lat temu lit kosztował 4500 dolarów za tonę, a teraz 81 000 dolarów. Taka tam kosmetyczna korekta ceny wynikająca ze zwiększonego popytu. Srebro kosztuje 82,8 tys. dolarów za tonę, no ale po co komu srebro? Kolczyki sobie będzie robił? Potrzebny jest lit – to nie mit.

Pokażę Wam fajny wykres, który znalazłem – pokazuje on jak przewidywano wzrost ceny litu do roku 2030, a jak to poszło.

akumulatory litowe
cena litu – wykresik

Jak widać, jest słabo. Przy czym słabo jest dla tych, którzy nie mają zakontraktowanych dostaw na lit na lata naprzód w stałej cenie, bo tak gra większość dużych graczy na rynku. Gdybyście chcieli dziś wejść w produkcję akumulatorów do aut elektrycznych, to zapłacicie cenę z tego górnego końca niebieskiej linii, co właściwie wywala w kosmos wszelką opłacalność. Ci, którzy już są, mają szansę przetrwać, nowi się nie pojawią.

Wydawało się, że elektryczna rewolucja na rynku motoryzacyjnym spowoduje pojawienie się wielu nowych marek

Częściowo tak się stało. Tesla – przebój. Mocno wchodzą Nio i BYD, gdzieś tam walczy jeszcze Rivian i Lucid Air. Śledzimy to na bieżąco i powiem Wam, że raczej kto nie wskoczył na elektryczny wagonik w odpowiednim momencie, to już nie wskoczy. Ceny kobaltu i niklu, innych pierwiastków potrzebnych do produkcji akumulatorów, kroczą mniej więcej drogą litu – z tą różnicą, że nikiel na jakiś czas cenowo oszalał po wybuchu wojny, a teraz ustabilizował się na nowym, bardzo wysokim poziomie.

Cena akumulatorów to ok. 1/3 ceny samochodu elektrycznego

Ale cena litu, kobaltu czy niklu to tylko jeden problem, drugi to dostępność. O ile lit jeszcze jest, o tyle z kobaltem już tak różowo nie ma, po prostu na Ziemi nie ma tyle zasobów rzadkich pierwiastków, żeby wszyscy jeździli elektrycznymi samochodami w nieskończoność i wymieniali je co 5 lat. Zatem elektryczna rewolucja potrwa mniej więcej do tego momentu, w którym dalsze wydobycie surowców potrzebnych do produkcji akumulatorów stanie się tak trudne i tak kosztowne, że nie będzie szansy nijak na tym zarobić. Wtedy zacznie się inna rewolucja, ale tego na szczęście mamy szansę nie dożyć.

Czytaj również (ale po cichu): Między „ciszą” a ciszą, czyli moje doświadczenia z wygłuszaniem wnętrz

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać