REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Militaria
  3. Technologie

Obrona przeciwlotnicza Petersburga przeniesiona do Ukrainy. Te rakiety będą siały terror

Obrona przeciwlotnicza Petersburga, drugiego co do wielkości miasta Rosji, została częściowo przeniesiona do Ukrainy. Ponieważ Rosji brakuje nowoczesnej broni precyzyjnej zaczynają oni wykorzystywać pociski przeznaczone do niszczenia samolotów jako narzędzie terroryzowania cywilów.

Rakiety S-300 do obrony Petersburga będą siały terror w Ukrainie
REKLAMA

Sprawę opisał w niedzielę fiński serwis yle.fi, który na zdjęciach satelitarnych przedstawił opuszczone stanowiska obrony przeciwlotniczej wraz z towarzyszącym sprzętem.

REKLAMA

Co najmniej cztery z 14 baz rakiet przeciwlotniczych otaczających Petersburg zostało opróżnionych ze sprzętu w sierpniu i wrześniu

- powiedział serwisowi yle.fi fiński ekspert wojskowy Marko Eklund.

Eklund dodał, że usunięty sprzęt to najprawdopodobniej głównie starszy system S-300. Pozostałe zestawy, które w pobliżu fińskiej granicy chronią przestrzeń powietrzną nad drugim co do wielkości miastem Rosji, wydają się być głównie rosyjskimi systemami S-400, które mają dwukrotnie większy zasięg niż ich poprzednicy z czasów sowieckich, S-300. 

Sankt Petersburg jest chroniony przez cztery pułki rakiet przeciwlotniczych. Pułki składają się w sumie z 14 baterii. Serwis Yle szacuje, że te 14 baterii umieszczonych w kręgu wokół Petersburga obejmuje ponad 100 mobilnych platform ogniowych wyposażonych w co najmniej 450 pocisków. Są przeznaczone do zwalczania samolotów, pocisków manewrujących i pocisków balistycznych średniego zasięgu.

Rosji zaczyna brakować precyzyjnej broni

Portal zauważa również, że to nie jedyne takie posunięcie w ostatnim czasie. Podobne ruchy armia rosyjska przeprowadziła w okolicy Woroneża, bardziej na południu Rosji, gdzie połowa obrony przeciwlotniczej "zniknęła" w maju.

Do tej pory Rosja wystrzeliła ponad 500 pocisków S-300 na ukraińskie cele i ma jeszcze pocisków na trzy lata takiego strzelania, czyli łącznie 7000 sztuk

- powiedział niedawno Vadim Skibitsky, przedstawiciel Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy.

Choć S-300 to system rakiet przeciwlotniczych, to są one od pewnego czasu używane do atakowania celów naziemnych. Operator kieruje ich ruchem, tak, że trajektoria od startu do uderzenia przypomina odwróconą literę U.

Takie wykorzystanie S-300 wiąże się z brakiem konwencjonalnych pocisków balistycznych w rosyjskiej armii. Magazyny zaczynają świecić pustkami, a 70 proc. części do nowoczesnych pocisków manewrujących produkowanych w Rosji pochodzi z zagranicy. Po sankcjach ich produkcja jest niemożliwa.

S-300 to pociski, które były w magazynie od ponad 30 lat, a większość z nich od 35-40 lat. W rzeczywistości jest to pocisk, który trzeba je usunąć. Zamiast wydawać pieniądze na utylizację, po prostu są wypuszczane na nasze terytorium

- powiedział Vadim Skibitsky.

Rakiety S-300 terroryzują cywilów

Oczywiście celność i skuteczność takich rakiet przeciwko celom naziemnym jest minimalna. Zazwyczaj trafiają one w odległości kilku kilometrów od zamierzonego celu, a 140 kg głowica nie może wyrządzić w takim przypadku żadnych zniszczeń. Taka broń nadaje się z a to świetnie do terroryzowania ludności cywilnej i do tego Rosjanie wykorzystują teraz te systemy w Ukrainie.

Rosja wielokrotnie uderzała w cele cywilne rakietami przeciwlotniczymi. Na przykład 29 sierpnia Rosja zaatakowała 16 pociskami przeciwlotniczymi miasto Mikołajów na południu Ukrainy. W atakach zginęły dwie osoby, a 24 zostały ranne. 14 września kolejny atak rakietami S-300 na Mikołajów zabił co najmniej dwie osoby.

REKLAMA

Charków również mocno ucierpiał w wyniku ataków rosyjskich rakiet przeciwlotniczych. Chociaż Rosja została zmuszona do wycofania się z okolic Charkowa na początku września z powodu ukraińskiej kontrofensywy, nadal przeprowadza ataki rakietowe zza granicy.

Rakiety przeciwlotnicze S-300 wystrzelone przez Rosjan w rejonie Charkowa
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA