REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Nauka
  3. Koronawirus

Blokują całe miasta i zamykają ludzi w klatkach. Chiny walczą z COVID-19 na niespotykaną dotąd skalę

W Europie koronawirus zszedł na boczny tor ze względu na wojnę w Ukrainie i coraz mniejszą liczbę zakażeń. To jednak nie oznacza, że świat poradził sobie z pandemią. W Chinach jeszcze niedawno zarażonych przybywało, więc władze postanowiły wypowiedzieć wojnę wirusowi. Wojnę, w której jak na razie straty ponoszą przede wszystkim mieszkańcy.

Chiny walczą z koronawirusem. Brutalny lockdown w Szanghaju
REKLAMA

Jeszcze na początku kwietnia niezwykle surowy lockdown został wprowadzony w 25 mln Szanghaju. Wszystko po to, aby powstrzymać się rozprzestrzenianie się wirusa po kraju. Liczba zarażonych wiosną rosła.  

REKLAMA

Lockdown w Szanghaju. Chiny pokazują, jak zamyka się 25 mln miasto

To sceny rodem z dystopii. Po ulicach Szanghaju chodzą służby medyczne w specjalnych kombinezonach, odkażając okolice. Te są i tak puste, bo twardy lockdown polega na tym, że mieszkańcy nie mogą opuszczać swoich domów. Jedynie w wyjątkowych okolicznościach, np. zdrowotnych, możliwe jest wyjście z mieszkania.

Na Reddicie pojawiły się zdjęcia pokazujące klatki, które zamontowano przy wyjściach, tak aby mieć gwarancję, że nikt nie złamie zasad kwarantanny.    

Jest też nagranie, na którym widzimy, jak ludzie po drabinach wychodzą ze swoich mieszkań.

Opór mieszkańców się pojawił - na Twitterze opublikowano film z bitwy mieszkańców ze służbami.

Według nieoficjalnych informacji zarażeni mieszkańcy są siłą wyciągani z domów. Przewozi się ich do zamkniętych ośrodków, w których są bardzo ciężkie warunki. Pojawiają się też pogłoski o problemach z dostępem do żywności czy leków.

REKLAMA

WHO krytykuje Chiny

W ubiegłym tygodniu przedstawiciele WHO zaapelowali do władz Chińskich wyjaśniając, że polityka "zero covid" skazana jest na porażkę. Rządzący uważają jednak, że pandemię można kontrolować. Tak radykalne rozwiązania jak w Szanghaju spowodowane są najprawdopodobniej strachem przed tym, że gdyby wirus faktycznie rozniósłby się po kraju, służba zdrowia nie poradziłaby sobie z tak dużą liczbą pacjentów. Problemy wizerunkowe to ostatnie, co potrzebne jest przewodniczącemu partii - tym bardziej że XI Jinping zdaje sobie sprawę, że jesienią odbywa się XX zjazd. Chorzy w szpitalach, które nie są w stanie ich przyjąć, to kiepski wizerunkowy symbol.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA