1. SPIDER'S WEB
  2. Nauka
  3. Koronawirus

Brutalna prawda. Ratownik: lekarze i pielęgniarki są starzy, idą na emerytury. Polacy będą umierali na ulicy

Pandemia obnażyła wszystkie słabości polskiej służby zdrowia. Może się jednak okazać, że najgorsze dopiero przed nami. Jednym z długofalowych skutków koronawirusa będzie zwyczajny brak rąk do pracy. Ratownik medyczny ostrzega – wielu już nie wytrzymuje.

Brutalna prawda. Ratownik: lekarze i pielęgniarki są starzy, idą na emerytury. Polacy będą umierali na ulicy

Ratownik Karol Bączkowski na swoim profilu na portalu LinkedIn dzieli szczegółami na temat pracy w karetce. Niedawno opisał, jak reagują niezaszczepieni ludzie na wizytę ratowników i dlaczego fakt, że nie chcą przyjąć szczepionki, to olbrzymi problem.

Ratownik podkreślał, że każdy wyjazd do osoby mającej koronawirusa mógłby zostać "wykorzystany", by pojechać do zawału albo wypadku. Tymczasem ratownicy "marnują czas" na dojazdy do osób, które nagle zrozumiały, czym koronawirus jest - bo zaczęły mieć duszności. Nie musieliby dodatkowo jeździć, gdyby Polacy chronili się sami - mając szczepionkę.

Nie chodzi wyłącznie o to, że do osoby z koronawirusem trzeba pojechać. Później następuje przeszło dwugodzinna dezynfekcja karetki, przez to pojazd jest wyłączony z ruchu. Znowu. A w dobie koronawirusa karetek brakuje – jak zaznacza ratownik, jest ich raptem 1585 na cały kraj.

Praca w takich warunkach to olbrzymi stres

Od dawna ratownicy narzekają na warunki i przede wszystkim niższe pensje. To już ma swoje skutki. Jak pisze Bączkowski, niektórzy już zaczynają rezygnować lub przynajmniej ograniczać swoją pracę na karetce. Delikatnie mówiąc – odetchnęli.

Zostawiłem jedną pracę i zacząłem robić codziennie kupę - to powiedział mi kolega ratownik, który po wielu latach zrezygnował z pracy w SOR, zostawił sobie tylko dyżury w pogotowiu

- opisuje jego historię Bączkowski.

Wcześniej znajomy pracował 400 godzin, teraz tylko 200. Jak to możliwe, że nie ma czasu dosłownie na nic? "Mając dziesiątki rzeczy z tyłu głowy - pacjentów, leki, stany nagłe, przejęcie zmiany, covid - można zapomnieć o jedzeniu, piciu i o wypróżnianiu" - wyjaśnia Bączkowski.

Trudno wytrzymać takie tempo. I coraz więcej nie wytrzymuje. Ratownik zaznacza, że w ciągu ostatnich dwóch lat ubyło 2 tys. jego kolegów po fachu. Zostało 11 tys. Żeby system działał wydolnie, potrzeba 16 tys. ratowników. Wówczas karetki mogą jeździć w dwuosobowym składzie.

A to dopiero początek wielkiej zapaści służby zdrowia

Bączkowski wylicza, że średni wiek chirurga to ponad 60 lat, położnej 51 lat, a pielęgniarki – 53 lata. Do czego to doprowadzi? Ratownik nie ma wątpliwości:

Zakładam, że za 2-3 lata zacznie się dopiero umieranie Polaków na ulicy, na SOR-ach i w poczekalniach izb przyjęć. O operacjach nie wspomnę. Nie będzie komu nas ratować.

Koronawirusa nie dało się przewidzieć. Tyle że globalna pandemia to gwóźdź do trumny. Ratownicy, którzy byli nisko opłacani, na dodatek często nie mieli odpowiedniego wsparcia psychologicznego, musieli zmagać się z naprawdę trudnymi sytuacjami. Zbieramy żniwo wielu lat podejścia "jakoś to będzie". A właściwie to dopiero zaczniemy zbierać.

Zdjęcie główne: Radoslaw Maciejewski, Shuttersotck