REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Nauka
  3. Koronawirus

Będą nowe szczepionki specjalnie na omikrona. Fajnie, ale co ze starymi? Nie działają?

Firma Moderna poinformowała, że rozpoczęła badania nad dawką przypominającą, która powstaje z myślą o nowym, piekielnie skutecznym wariancie omikron. Wcześniej taka deklaracja padła ze strony Pfizera. Co nam to mówi o jakości obecnych szczepionek na rynku? Na pewno nie to, że nie warto było się zaszczepić.

koronawirus ktora szczepionka lepsza moderna pfizer johnson
REKLAMA

Preparat od Moderny będzie dawką przypominającą. Pfizer pracuje natomiast nad taką szczepionką uderzającą w omikron, która będzie mogła także trafiać od razu do wcześniej niezaszczepionych.

REKLAMA

Fakt, że producenci szykują kolejne partiach szczepionek z myślą o konkretnych wariantach na pewno nie umknie uwadze antyszczepów. Zresztą nawet osoby przekonane do szczepionek mogą zacząć się zastanawiać: przecież te, które już dostaliśmy, miały być takie super?

I są. Owszem, wariant omikron jest na tyle zaraźliwy, że dotyka także osoby, które wcześniej chorowały, ale szczepionki gwarantują to, że chorobę przechodzi się znacznie lżej niż w przypadku wcześniejszych mutacji.

Potwierdzają to pierwsze badania, na które powołuje się Europejska Agencja Leków

Choć liczba przeciwciał spada kilka miesięcy po szczepieniu, to wzięcie dawki przypominającej zapewnia wzrost do 90 proc. ochrony przed hospitalizacją. Na dodatek analizy pokazały, że po przyjęciu dawki przypominającej szczepionki mRNA osoby zaszczepione, zarówno szczepionkami mRNA, jak i wektorowymi, redukują ryzyko choroby objawowej o około 75 proc. w porównaniu do osób niezaszczepionych.

Dlatego naukowcy zrzeszeni w Polskiej Akademii Nauk apelowali:

Podstawowym działaniem, które może zmniejszyć ryzyko [zachorowania], jest przyjęcie dawki przypominającej szczepionki mRNA. Nie zwlekajmy – pamiętajmy, że ochronne działanie tej szczepionki zaczyna się po ok. 2 tygodniach.

Pojawienie się szczepionek na konkretne warianty nie jest żadnym zaskoczeniem.

Już wcześniej choćby Komisja Europejska zauważała, że:

w pewnym momencie możemy potrzebować dodatkowych dawek szczepionek, by wzmocnić i przedłużyć odporność

Dodano przy tym:

Jeżeli pojawią się warianty zdolne do ucieczki immunologicznej, konieczne będzie opracowanie szczepionek dostosowanych do nowych wariantów

O tym, że skuteczność szczepionek będzie spadać, wiemy od bardzo dawna. Stąd właśnie dawki przypominające. To, że pojawiają się preparaty uderzające w konkretny wariant świadczy o co najmniej dwóch rzeczach.

Po pierwsze o tym, że koronawirusy mutują i dostosowują się do zmian w organizmie. To dlatego to tak groźny i trudny do pokonania przeciwnik. Wydaje się nieprzypadkowe to, że nowe warianty wywodzą się z miejsc, gdzie liczba szczepień jest mała.

Dostosowując się do środowisk, w których jakaś odporność już jest (omikron – RPA, delta – Indie), ale niezbyt duża, mogą ewaluować tak, aby oszukać organizm człowieka. Inny znamienny fakt to to, że np. w Wielkiej Brytanii większość zakażonych omikronem to ozdrowieńcy. Dlaczego? Bo ich odporność zdążyła spaść, a wirus dostosował się do sprzyjających mu warunków.

Po drugie, że jesteśmy w stanie tak rozwijać i udoskonalać szczepionki, aby dostosować je do kolejnych wariantów. Mamy więc do czynienia z dobrą wiadomością.

Dobra, dobra. Pewnie chodzi o pieniądze – producenci chcą się bardziej nachapać

Ten argument jest jednak bez sensu. Choćby dlatego, że nie muszą – już dawno podpisano z Pfizerem kontrakt na dostarczenie 1,8 miliarda dawek ich szczepionki do krajów członkowskich. Równie dobrze mogliby zaprzestać na wypuszczaniu dawek przypominających i z cynicznego punktu widzenia wszystko by się zgadzało. Za to opracowywanie kolejnych dawek pod konkretne warianty wymaga już prac, więc choćby dzięki temu możemy założyć, że stoi za tym chęć powstrzymania pandemii.

REKLAMA

Inna wątpliwość, jaka może się narodzić, brzmi następująco: mamy kolejne dawki szczepionek, mamy też kolejne warianty koronawirusa. Czy to nie przypadek? Otóż to błędne założenie. Szczepionki nie mają bezpośredniego wpływu na patogen, a jedynie na układ odpornościowy człowieka.

Za to im więcej osób będzie zaszczepionych, tym wirusy mają mniejszą szansę na mutowanie, bo nie będą mogły atakować kolejnych organizmów i namnażać się. Powtarza się to od początku pandemii, ale co z tego – ludzie wiedzą swoje i ciągle się nie chcą szczepić. No to będziemy mieć szczepionki na kolejne warianty.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA