REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Technologie
  3. Tech
  4. Nauka

Nauczyli się, że nauka zdalna to porażka. Minister zdrowia zapewnia: nie zamkniemy szkół

Nie będzie lockdownu, nie będzie nauczania zdalnego. Minister Adam Niedzielski jednoznacznie odpowiedział na pytanie, czy zamkną szkoły.

Czy zamkną szkoły? Minister zdrowia daje jednoznaczną odpowiedź
REKLAMA

Minister zdrowia, Adam Niedzielski, w rozmowie z PAP wyjawił, iż intencją rządzących nie jest kolejny lockdown. Pomimo rosnącej liczby zakażeń, przekraczającej 6000 nowych przypadków dziennie, rząd nie planuje zamykać ani gospodarki, ani szkół.

REKLAMA

Decyzje będą zapadać na początku listopada. Musimy mieć jasność, co do przebiegu rozwoju pandemii w ostatnim tygodniu października. Chcę jednak podkreślić, że dla rządu restrykcje są ostatecznością ze względu na to, jakie pociągają za sobą koszty społeczne i gospodarcze. Wiemy, co się dzieje, kiedy dzieci nie chodzą do szkoły.

Minister zdrowia dodaje też, zapytany o potencjalną konieczność zamknięcia szkół, że jest to wykluczone.

Nie ma takiego planu, szkoły pozostaną otwarte. Oczywiście, w razie konieczności, pojedyncze placówki będą czasowo przechodziły na nauczanie zdalne, inne na hybrydowe, ale co do zasady – dzieci będą uczyły się stacjonarnie.

Choć można mieć zastrzeżenia do tego stanowiska pod względem potencjalnego rozprzestrzeniania się wirusa, tak od strony praktycznej możemy wydać z siebie donośne westchnienie ulgi. Powrót do zdalnego nauczania byłby dla systemu edukacji tragedią.

Nauczanie zdalne okazało się fiaskiem. Powrót byłby katastrofą.

Choć sam nie mam dzieci, tak miałem okazję obserwować z bliska przez cały rok nauczanie zdalne w klasie licealnej. Czyli tam, gdzie teoretycznie i uczniowie powinni być w stanie sobie poradzić z nauką na odległość, i nauczyciele powinni prezentować dość wysoki poziom, by zdalne lekcje przeprowadzić.

To, co obserwowałem, mógłbym nazwać tylko horrorem. Te same doświadczenia potwierdzają też moi znajomi z dziećmi w wieku szkolnym – nauczanie zdalne było koszmarem organizacyjnym i metodologicznym. Od samego początku nauczycieli (nie wszystkich, ale taka była tendencja) rozkładały na łopatki technikalia – okazało się, że przerasta ich zadanie tak proste, jak wykorzystanie platformy MS Teams, a w późniejszym czasie lekcje były niekończącym się festiwalem problemów technicznych. Uczniowie z kolei ostentacyjnie ignorowali polecenia nauczycieli, a też za sprawą nierówności cyfrowych często doskwierały im problemy techniczne, w połączenie internetowe zbyt wolne, by móc wyraźnie słyszeć, co mówi nauczyciel.

Jak zresztą się dziwić, że uczniowie nie byli skupieni, skoro nauczyciele uparcie próbowali prowadzić lekcje zdalne tak, jakby siedzieli w klasie? Pomijam już absurd odczytywania listy obecności na początku zajęć (komunikatory cyfrowe robią taką listę automatycznie), ale lekcje polegające na odczytywaniu notatek przez nauczyciela do przysypiających przed komputerami uczniów musiały zakończyć się klęską. Tak niestety wyglądały zajęcia na znakomitej większości lekcji i jest to tylko częściowo wina nauczyciel – ministerstwo edukacji narodowej bardziej zajęte było wciskaniem encyklik Jana Pawła II do podstawy programowej, niż zastanowieniem się, jak przekształcić metodologię zajęć tak, by lepiej odpowiadała cyfrowej rzeczywistości.

Nie są to zresztą tylko empiryczne obserwacje. Potwierdza je w całości raport Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego, który podsumował okres nauczania zdalnego, odpytując zarówno nauczycieli, jak i uczniów. Wyniki są druzgocące.

Aż 61 proc. nauczycieli nie chce prowadzić lekcji zdalnych w przyszłości. Wśród uczniów te proporcje bliższe są 50/50, ale uczniowie np. jednoznacznie określają naukę zdalną jako mniej motywującą.

Zdemotywowani byli też na pewno nauczyciele, a na pewno nieskorzy do rozwoju. Jak podkreśla raport:

pod względem przygotowania metodycznego do prowadzenia zajęć zdalnych nauczyciele pozostali na tym samym poziomie. Nie rozszerzyli repertuaru stosowanych metod oraz nie wprowadzili do swojego warsztatu innych narzędzi i materiałów cyfrowych.

Ankieta wykazała jednak, że ponad 80 proc. nauczycieli dostrzega wzrost swoich umiejętności w zakresie prowadzenia zajęć online. Brawo wy, ale skoro nauczenie się obsługi Teamsów było dla większości nauczycieli za wysokim progiem wejścia, to nie wiem, czy jest się z czego cieszyć.

Czy zamkną szkoły? Nauczyciele nie chcą powrotu nauczania zdalnego.
Czy zamkną szkoły? Nauczyciele nie chcą powrotu nauczania zdalnego.

Nauczanie zdalne miało też realny wpływ na wyniki uczniów. Zarówno nauczyciele, jak i uczniowie ocenili wpływ edukacji zdalnej na efektywność nauczania jako jednoznacznie negatywny. Mamy zresztą realne pokłosie tego negatywnego wpływu, w postaci chociażby dalszego obniżania wymogów na egzaminie maturalnym.

Rządzący jednak, zamiast wyciągnąć wnioski z tego braku efektywności, wykorzystali ją jako jeden z elementów kampanii marketingowej programu szczepień.

Minął rok, progresu nie widać.

W całej tej sytuacji zaskakujące jest jedno – zarówno nauczyciele, jak i ekipa rządząca zachowują się tak, jakby nauczanie zdalne miało już nigdy więcej nie wrócić. Nie są organizowane kursy, nie jest opracowywana nowa metodologia nauczania. Minister Czarnek pracuje nad swoimi HiT-ami, nauczyciele z ulgą wrócili przed tablice i nic się nie stało.

REKLAMA

Sęk w tym, że nawet jeśli nauczanie zdalne nie wróci tej jesieni, to kiedyś wróci na pewno. Zmusi nas do tego albo kolejna pandemia (a eksperci nie mają wątpliwości, że takowa wystąpi), albo rozwój technologiczny. Niezależnie od przyczyny, nauczanie zdalne i hybrydowe prędzej czy później stanie się normą. Uparte realizowanie obecnej podstawy programowej i system oparty o nadzór i karę nie mają szans przetrwać starcia ze zmieniającym się światem, a im dłużej będziemy udawać, że ubiegłego roku nie było i nie trzeba wyciągnąć z niego konsekwencji, tym boleśniejsze będzie zderzenie polskiego systemu edukacji z nauczaniem zdalnym w przyszłości.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA