1. SPIDER'S WEB
  2. Koronawirus
  3. Nauka
  4. Tech

Antyszczepionkowcy panoszą się na Facebooku, ale to telewizja robi im prawdziwą reklamę

telewizja
225 interakcji
dołącz do dyskusji

Powszechnie panuje przekonanie, że to internet przyczynił się do wzrostu popularności ruchów antyszczepionkowych. Tymczasem taką samą, a może nawet większą winę, ponosi telewizja. Ale o tym jakoś się nie mówi.

Żarty się skończyły. Nie milkną echa po ataku na punkt szczepień w Zamościu – słusznie minister zdrowia zauważył, że to „akt terroru wobec państwa” – i wtargnięcia antyszczepionkowców do domu dziecka, a już mamy kolejny przykład skandalicznego zachowania przeciwników szczepień.

W tym przypadku to na szczęście tylko incydent, ale i tak trudno po ostatnich zdarzeniach przejść obok niego obojętnie. Chuligani zdewastowali wiatę przystanku, przy którym wcześniej stanął mobilny punkt szczepień. Na ścianie napisano „bestiobus”, co ma być nawiązaniem do… Apokalipsy św. Jana.

Osiągnęliśmy punkt krytyczny - antyszczepionkowcy przestali ograniczać się do wpisów w internecie

Często obraźliwych – sam po swoich tekstach o konieczności szczepień otrzymałem wyzwiska w prywatnej wiadomości na Facebooku. Istnieje realne zagrożenie, że przeciwnicy szczepień mogą posunąć się dalej, bo sieć przestała im wystarczać.

No właśnie. Dotychczas panuje narracja, że to media społecznościowe przyczyniły się do popularyzacji teorii spiskowych wszelkiego rodzaju. Szczególnie widoczne jest to w trakcie pandemii, kiedy antyszczepionkowcy stworzyli tak głośną siłę, że liczy się z nią nawet polski rząd. Chociaż „liczy” to złe słowo: po prostu się jej boi.

Joe Biden powiedział, że „Facebook odpowiada za śmierć ludzi”.

Wycofywał się z tych słów, precyzując, że chodziło mu nie o władze portalu, a ludzi, którzy odpowiadają za spreparowane wiadomości. Tak czy siak, przekaz był konkretny: to przez social media walka z wirusem jest trudniejsza niż by mogła być.

Trudno takim głosom się dziwić. Od dawna eksperci głoszą, że to Rosja stoi za fałszywymi informacjami na temat szczepionki Pfizer. Niedawno pisałem o propozycji dla zagranicznych blogerów, którzy mieli dostać pieniądze za materiały wprowadzające użytkowników w błąd, zapewne w ten sposób zniechęcając ich do szczepień.

O tym, że na Facebooku, YouTubie, Instagramie czy Twitterze pełno antyszczepionkowych treści nie trzeba nikogo przekonywać. Biorąc to pod uwagę, łatwo odnieść wrażenie, że gdyby nie media społecznościowe, faktycznie ruch kwestionujący zasadność szczepień czy zagrożenie, jakie niesie ze sobą Covid-19, nie byłby tak liczny, tak zorganizowany, tak skuteczny.

Ale czy na pewno?

Gdy doszło do podpalenia w Zamościu, swoje oburzenie wyraziła Agnieszka Gozdyra, dziennikarka Polsatu. Użytkownicy Twittera od razu zaczęli jej wypominać, że to właśnie ona w swoim studiu wielokrotnie gościła m.in. Janusza Korwin-Mikkego, który ostatnio pisał „precz ze szczepiarskim faszyzmem”.

W jej programach występował choćby Krzysztof Bosak, który dyskusję o szczepieniach nazwał „propagandą, którą należy codziennie odrzucać”. To właśnie Konfederacja njagłośniej sprzeciwia się działaniom rządu w walce z koronawirusem. Bosaka i posłów ugrupowania zaprasza też TVN 24.

Polsat swój czas antenowy udostępnił również np. Edycie Górniak, która swego czasu stała się celebrycką twarzą ruchów antyszczepionkowych. O tym, kto regularnie występuje w TVP, wspominać raczej nie trzeba.

Wcale nie uważam, że internet nie ponosi żadnej winy za szerzenie treści antyszczepionkowych. Tyle że dziś to właśnie social media obwinia się najbardziej, a telewizja stoi z boku i umywa ręce. Chociaż to w programach informacyjnych pojawiają się posłowie oraz pseudo-eksperci, którzy także sieją dezinformację.

Paradoksalnie internet wygląda pod tym względem lepiej

Facebook, YouTube czy Twitter regularnie walczą z fałszywymi informacjami na temat pandemii. Trudno jest to robić skutecznie, bo po odcięciu jednej głowy odrasta 50 kolejnych, ale coś się w temacie dzieje - z Facebooka przez swoje komentarze wyleciał np. Ivan Komarenko. Mnóstwo jest też informacji na temat tego, gdzie szukać rzetelnych i sprawdzonych informacji.

To przecież Twitter i Facebook zablokowały Donalda Trumpa czy kasowały wpisy prezydenta Brazylii, Jaira Bolsonaro, dla którego walka z pandemią była przejawem histerii. Nie licząc wyrzucenia z przedwyborczej dyskusji Grzegorza Brauna - kandydata na prezydenta Rzeszowa, znanego z kontrowersyjnych wypowiedzi m.in. o pandemii – trudno o podobne przykłady w telewizji.

Owszem, Braun zniknął z obrazu widzów TVP Info, kiedy promował „koronasceptyczną” książkę – ale powodem był fakt, że miało to być „lokowanie produktu”, a nie treści, które głosi autor książki.

Technologiczni giganci zrobili więcej w walce z fałszywymi informacjami niż same stacje telewizyjne.

Mieli jednocześnie łatwiej i trudniej – łatwiej, bo jednak politycy i eksperci przed kamerą gryzą się w język i uważają, co trzeba powiedzieć, lecz nie zawsze przeszkadza im to w szerzeniu głupot. Trudniej, bo treści antyszczepionkowych jest niezliczona ilość więcej.

Ale jednak COŚ robią, podczas gdy z mojego punktu widzenia w topowych stacjach informacyjnych pojawiają się „koronasceptycy”: w imię dbania o pluralizm i konieczność wysłuchania każdego. Może i delikatniej sączą swój jad, ale dostają głos i czas antenowy. Cała odpowiedzialność za ruch antyszczepionkowy spada jednak tylko na internet. Poniekąd słusznie, ale nie możemy patrzeć wyłącznie w jedną stronę – bo „tam”, w zapomnianej przez wielu telewizji, dalej czyha zagrożenie.