1. SPIDER'S WEB
  2. Koronawirus
  3. Nauka
  4. Tech

Pożary lasów przyczyniły się do zgonów na Covid. W Polsce to samo robi smog

pozary

Naukowcy po raz kolejny dowiedli, że zanieczyszczenia powietrza i koronawirus stanowią dosłownie zabójcze połączenie. To fatalna wiadomość także dla Europejczyków, którzy również zmagają się z pożarami. Ale niepotrzebny jest ogień, aby w płucach zrobiło się piekło.

Według badaczy z Harvard University wzrost zachorowań i zgonów spowodowanych Covid-19 to efekt fali pożarów, jaka najpierw ogarnęła Kanadę, a potem Stany Zjednoczone. Jak czytamy na portalu Nauka w Polsce, dodatkowe 10 mikrogramów PM2,5 na metr sześcienny powietrza w ciągu 28 dni wystarczyło, aby zanotować prawie 12 proc. wzrost zachorowań i aż niecałe 53 proc. zgonów więcej!

Tymczasem w rejonach, gdzie szalały pożary, władze odnotowały stężenie PM2,5 wyższe niż 500 mikrogramów na metr sześcienny

Oczywiście badacze podkreślają, że ich analizy nie uwzględniały innych czynników, które również mogą mieć znaczenie. Ale trudno uznać to jednak za dziwny zbieg okoliczności, że tam, gdzie powietrze było szczególnie zanieczyszczone, doszło do większej liczby zakażeń i zgonów.

Co więcej, zdaniem naukowców ze względu na jakość powietrza, osoby, które przeszłyby Covid w miarę bezpiecznie, mogły bardziej odczuwać skutki choroby.

Obserwacje naukowców każą sugerować, że w rejonach dotkniętych pożarami i zanieczyszczeniem powietrza szczególnie ważna jest zaszczepiona populacja. Nawet jeśli ktoś zachoruje, to przejdzie chorobę znacznie łagodniej.

Badania amerykańskich specjalistów brzmią szczególnie niepokojąco w kontekście europejskiej czwartej fali. Pożary pustoszą Turcję, Włochy, Grecję, a ostatnio również Hiszpanię. Tymczasem w Turcji, kiedy szalał żywioł, przebywało wielu Polaków.

Warto dodać, że to nie pierwszy raz, kiedy zwrócono uwagę na związek jakości powietrza z liczbą zachorowań. Już wiosną 2020 r. podkreślano, że regiony szczególnie dotknięte przez COVID-19 (np. Lombardia we Włoszech), charakteryzowały się dużym zanieczyszczeniem powietrza i bardzo dużą szybkością rozprzestrzeniania się wirusa.

Badania prowadzone na całym świecie potwierdzają związki pomiędzy zanieczyszczeniem powietrza a liczbą i przebiegiem zachorowań na COVID-19. Oddychanie przez wiele lat zanieczyszczonym powietrzem, przyczynia się do uszkodzenia nabłonka dróg oddechowych i finalnie zwiększa ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19. Ostatnie odkrycia pokazują, że smog przyczynia się do zwiększenia ilości receptorów ACE w drogach oddechowych. Poprzez receptory ACE wirus SARS-COV2 atakuje nasz organizm. U dzieci fizjologicznie występuje mniejsza ilość receptorów ACE, tym tłumaczy się łagodniejszym przebieg infekcji koronawirusowej u najmniejszych pacjentów – mówiła w rozmowie z Bizblogiem ordynator Oddziału Pediatrii w WSS nr 3 w Rybniku.

Z kolei badania „Cardiovascular Research” pokazały, że średnio na świecie zły stan powietrza przyczynia się do 15 proc. zgonów osób zakażonych koronawirusem. W Polsce ten udział jest znacznie większy i sięga 28 proc.

W 2020 roku pojawił się nawet raport Parlamentu Europejskiego, w którym podkreślono, że zanieczyszczenie smogiem wpływa na stan pacjentów. Gorzej Covid-19 znosili ci mieszkańcy, dla których gryzący dym był normą. Do tego zwiększa się ryzyko występowania przewlekłych chorób.

W Polsce z powodu zanieczyszczeń powietrza umiera prawie 100 tys. Polaków rocznie – obliczyli naukowcy z Uniwersytetu Harvarda i University Collage London. Pozostaje mieć nadzieję, że jesień będzie w tym roku ciepła, bo jeśli czwarta fala zbiegnie się z nawrotem smogu – a to prawdopodobne, choćby z powodu powrotu dzieci do szkół, co za tym idzie zwiększenia ruchu samochodowego – będzie wesoło. Pożałują zaś głównie ci, którzy się nie zaszczepili.