1. SPIDER'S WEB
  2. Koronawirus
  3. Nauka
  4. Tech

Polacy się nie chcą szczepić, a rząd nie wprowadza „metody kija”. Francja wprowadziła i tam jest elegancko

szczepienia na koronawirusa polska francja obostrzenia tylko dla zaszczepionych
278 interakcji
dołącz do dyskusji

Jak tak dalej pójdzie, to nie osiągniemy odporności stadnej przed kolejną falą koronawirusa. Mimo to nasz rząd nie zamierza iść drogą wytyczoną przez Francuzów, którzy wymienili marchewkę na kijek.

Tempo szczepień na koronawirusa w Polsce wyhamowało. Jedynie w dużych ośrodkach miejskich zbliżamy się do osiągnięcia odporności stadnej, a poza nimi obywatele są raczej sceptyczni względem szczepionek. W wielu gminach, zwłaszcza na południu i na wschodzie Polski, na przyjęcie wszystkich dawek szczepionki zdecydowało się mniej niż ćwierć populacji i grozi nam 4. fala pandemii.

Winę za ten stan rzeczy ponoszą zarówno ruchy antyszczepionkowe, które szerzą dezinformację, jak i rząd, który swoimi działaniami sprawił, iż duża część społeczeństwa zwątpiła w naukę i zwróciła się w stronę wszelkiej maści szarlatanów. Jak na razie politycy Prawa i Sprawiedliwości stosują metodę marchewki w postaci loterii szczepiennej, co przynosi mizerne rezultaty.

Polska nie chce iść tropem Francji w kwestii szczepień na koronawirusa i nie planuje wyciągać kijka.

Obecnie mamy podobny odsetek wyszczepionej dorosłej populacji jak Francuzi — wynosi on 55,2 proc. u nas i 56,5 proc. u nich. Znajdujemy się w dodatku zaraz obok siebie idealnie w środku europejskiej stawki, gdzie listę państw otwierają Islandia (86,2 proc.), Malta (82,7 proc.) i Irlandia (69,3 proc.) i zamykają Norwegia (37,4 proc.), Rumunia (30,6 proc.) i Bułgaria (16,8 proc.), a średnia to 56,1 proc.

Problem w tym, że tak jak nasz w naszym kraju jest coraz mniej chętnych na szczepienia, a rząd nie chce wprowadzać ograniczeń tylko dla osób niezaszczepionych, tak dla kontrastu Francja już nie ma problemu z osobami zainteresowanymi przyjęciem szczepionki. Wystarczyło, że politycy napomknęli o ograniczeniach, a mieszkańcy tego kraju zaczęli się tłumnie rejestrować.

Obostrzenia we Francji tylko dla niezaszczepionych

Francuzi uznali, że nie będą pobłażali osobom, które się nie szczepią, a obywatele, którzy przyjęli szczepionkę, nie powinni cierpień w wyniku kolejnej fali pandemii. Z tego powodu władze uznały, że wstęp do restauracji, kin i wielu innych miejsc publicznych będą miały wyłącznie osoby zaszczepione, ozdrowieńcy lub obywatele z negatywnym wynikiem testu na obecność koronawirusa (co wcale nie jest żadną „segregacją”).

Ta strategia przynosi efekty, bo u Francuzów współczynnik osób szczepionych na setkę mieszkańców dziennie wynosi 1,0 i jest już trzykrotnie większy niż u nas; w Polsce wynosi on 0,3. Widać też różnicę w dynamice — do czerwca ta wartość dla obu krajów rosła i wykresy się pokrywały, ale potem we Francji zatrzymała się na poziomie 0,8 i od lipca znowu rośnie, a u nas wykres od ponad miesiąca pikuje.

Sporo wskazuje też na to, że tropem Francuzów pójdą mieszkańcy Anglii, gdy tylko szczepionka będzie już dostępna dla wszystkich obywateli.

Anglicy świętowali niedawno tzw. Dzień Wolności i pomimo wzrostu liczby zakażeń znieśli obostrzenia, ale Boris Johonson odgraża się, że jeśli młodzi nie ruszą tłumnie po szczepionki, to na jesieni zamknie przed osobami, które się nie zaszczepiły, kluby nocne i inne przybytki kultury. Przed wejściem trzeba będzie się wylegitymować certyfikatem szczepienia (negatywny test to za mało).

Płynące do nas nieoficjalne informacje wskazują przy tym na to, że nasz rząd mimo to broni się rękami i nogami przed obostrzeniami tylko dla zaszczepionych i woli kolejny pełny lockdown na jesieni. Chociaż wprowadzenie obowiązkowej szczepionki na koronawirusa leżałoby w interesie społecznym, to władze PiS-u najpewniej widzą korelację pomiędzy osobami, które się nie szczepią, a swoimi wyborcami.

Dla polskich polityków podejmowanie decyzji dotyczących w walce z pandemią przy braniu pod uwagę doraźnych korzyści politycznych to oczywiście nie pierwszyzna. Pod koniec ubiegłego roku nawet się specjalnie z tym nie kryli, że decyzja o umożliwieniu powrotu rodaków z Wielkiej Brytanii na święta była podyktowana interesem partyjnym i strachem o spadek notowań partii w sondażach…