Koronawirus  /  Artykuł

Kwitnie handel lewymi certyfikatami szczepień. „Powiedz, że jesteś od Jacka - to słowo klucz”

Kwitnie handel lewymi certyfikatami szczepień. „Powiedz, że jesteś od Jacka - to słowo klucz”
145 interakcji
dołącz do dyskusji

Do wyjazdu za granicę potrzebny jest Unijny Certyfikat COVID. Aby go zdobyć, trzeba przyjąć obie dawki szczepionki lub… żadnej. Różnica polega na tym, że ta druga możliwość jest płatna i niezgodna z prawem. Ale chętnych nie brakuje.

Dziwisz się, że ktoś dobrowolnie rezygnuje z bezpłatnej ochrony przed koronawirusem? Pomyśl o Edycie Górniak, Violi Kołakowskiej czy Ivanie Komarenko. Osób takich jak oni jest więcej. I choć nie wiemy, czy wymienieni wyżej celebryci kupili lewy certyfikat, to zwolennicy teorii spiskowych stanowią naprawdę liczne grono. Proceder sprzedaży certyfikatów szczepienia kwitnie nie tylko na tajnych komunikatorach, ale też facebookowych grupach. Na jednej z nich dokonałem prowokacji.

„Na początku września wykupiłam wakacje na Malcie. Nie mam zamiaru się szczepić. Jak mam dotrzeć na wakacje?” - z tą legendą zacząłem szukać pomocy. Udało mi się skontaktować z kilkoma pośrednikami sprzedaży certyfikatu i każdy uwierzył w tę historię, uznał ją za absolutnie naturalną. Niemal natychmiast problem wakacji na Malcie okazał się być łatwy do rozwiązania.

Misiek musi mieć jednak jakieś dane, najlepiej moje - podaję imię, nazwisko, umawiam się na pasujący nam termin i już mogę udać się do przychodni z dokumentem tożsamości. Różnice pomiędzy prawdziwym i udawanym szczepieniem są tak naprawdę dwie: pierwsza to konieczność uiszczenia opłaty za pomocą odpowiedniego linku (już po wizycie), druga to fakt, że nie dostajemy szczepionki. Zamiast nas otrzymuje ją pluszowa zabawka.

Graj znajomego pielęgniarki

Po rozmowie z pośrednikiem nastąpiło kilka godzin ciszy. Zacząłem więc szukać kolejnych, jednak następnego dnia otrzymałem wiadomość od pierwszego pośrednika. A w niej: dokładna lokalizacja Punktu Szczepień, data i godzina szczepienia. W podanym miejscu faktycznie można przyjąć szczepionkę.

„Dzień dobry, przesyłam informacje dotyczące czwartkowej wizyty lekarskiej.

Adres: XXX - należy wejść do środka do rejestracji z dowodem osobistym. W rejestracji poproszą o wypełnienie ankiety, po jej wypełnieniu trzeba znów podejść do rejestracji - zostanie sprawdzona i oklejona - następnie należy udać się do gabinetu - o jego numerze poinformuje najpóźniej danego dnia do 9:10 - ankietę należy zostawić w gabinecie” - czytam w otrzymanym od pośrednika SMS-ie.

We wiadomości znajduje się też informacja, żeby za nic nie dać się przekierować do innego gabinetu. W razie trudności należy mówić, że jest się rodziną jednej z pielęgniarek. Przy kontakcie z samą pielęgniarką trzeba też powiedzieć, kto przekazał nam informacje o możliwości udawanego szczepienia.

To nie koniec wskazówek w wiadomości. Dowiaduję się, że tylko mała część personelu punktu szczepień zdaje sobie sprawę z procederu i nie należy o nim rozmawiać:

„Ze względu na ciągłą rotacje ludzi i obłożenie niecały personel jest poinformowany także gdyby PROPONOWALI INNY GABINET, NALEŻY POWIEDZIEĆ, ŻE JEST SIĘ ZNAJOMYMI LUB RODZINĄ PIELĘGNIARKI - Pani XXX - i czekać do jej gabinetu. PO WEJŚCIU DO GABINETU NALEŻY POWIEDZIEĆ, ŻE JEST SIĘ OD XXX - słowo klucz.”

Jak można wywnioskować z SMS-a, podano tu nawet imię pielęgniarki (dla względów bezpieczeństwa bez nazwiska), która stoi za całym procederem. Ona organizuje wszystkie lewe szczepienia i dogaduje się z pośrednikami, którzy mają jej naganiać klientów. Ostatecznie zrezygnowaliśmy ze szczepienia, bo jako osoby zaszczepione i tak nie przeszlibyśmy przez system, a do faktycznej wizyty by nie doszło. Za to oszuści zostaliby zaalarmowani.

To tylko takie żarty

Jak widać, jest tu sporo środków bezpieczeństwa. Ostatecznym jest fakt, że po rezygnacji z terminu szczepienia otrzymałem wiadomość mówiąca, że cała akcja z certyfikatem bez szczepienia jest tylko internetowym żartem robionym z myślą o YouTubie i żeby nie brać całej sprawy poważnie. Z kolei pośrednik załatwiający szczepienie usunął wszystkie swoje wiadomości i zablokował nas na Facebooku:

„Szanowna Pani, chyba nie wzięła Pani tego na poważnie. To wszystko to prank ! Tworzymy treści na youtube i memy :D Dużo zdrowia!”

Jak jest naprawdę? Nawet jeżeli ten pojedynczy przypadek był żartem (w co wątpię), to wygląda na to, że kupno certyfikatu szczepienia na COVID jest możliwe. Świadczy o tym spora liczba chętnych na sprzedaż takiego dokumentu oraz realna lokalizacja punktu szczepień. Z powodu żartu nikt nie pisałby całej procedury tego, z kim i w jaki sposób można rozmawiać o tej nietypowej usłudze.

Sprzedaż Unijnych Certyfikatów Covid to realny problem, na który nie ma łatwej recepty. 

Widać, że istnieje spory popyt na tego typu usługi. Miałem kontakt z różnymi pośrednikami, którzy chcieli za udawane szczepienie od 500 zł (w Lublinie) do 1000 zł (w Warszawie). Według moich obserwacji średnia cena uzyskania certyfikatu to jakieś 750-800 zł.

Najgorsze jest jednak to, że sam proceder jest bardzo trudny do wykrycia i dopóki nie złapiemy kogoś za rękę, nie możemy jasno powiedzieć, że otrzymał swój certyfikat bez otrzymania szczepionki. Oznacza to, że pielęgniarki i lekarze pomagający w otrzymaniu certyfikatu COVID, jak też fałszywie zaszczepione osoby pozostaną bezkarne i nie da się z tym nic zrobić.

Udostępnij albo polub teraz ten materiał na Facebooku lub na Twitterze.

*Imię wykorzystane w tytule zostało zmienione.