Koronawirus  /  Artykuł

Anglia nie wierci się w tańcu. Zdejmuje obostrzenia i wygania antyszczepów

boris johnson anglia dzien wolnosci obostrzenia

Szczepionki na koronawirusa w Wielkiej Brytanii nie są obowiązkowe, ale osoby niezaszczepione i tak mogą mieć niedługo problem z funkcjonowaniem w społeczeństwie. Boris Johnson nie ma zamiaru pobłażać antyszczepionkowcom.

Od rana media trąbią o tym, że pomimo wzrostu liczby zakażeń koronawirusem Anglicy wycofują się z obostrzeń, ale to wcale nie oznacza, że politycy z Wielkiej Brytanii z Borisem Johnsonem na czele ignorują pandemię. Ba! Okazuje się, że mają plan. I to całkiem sprytny.

Tak jak nikt nie mówi o zmuszaniu obywateli do przyjmowania szczepionki per se, tak osoby, które się na to nie zdecydują, będą musiały pogodzić się z brakiem możliwości wstępu np. na imprezy masowe i do klubów nocnych. Co istotne, nie pomoże im nawet wykonanie testu.

Anglia zdejmuje obostrzenia i świętuje Dzień Wolności

Anglicy obchodzili 19 lipca 2021 r. tzw. Dzień Wolności, gdyż pomimo wzrostu liczby zakażeń koronawirusem zdecydowano się na otwarcie wszystkich gałęzi gospodarki. Restrykcje związane z pandemią Covid-19 poza izolacją osób chorych oraz takich, które miały potencjalny kontakt z chorymi, zostały na Wyspach właśnie zniesione.

Obywatele w całym kraju mogą chodzić wreszcie do klubów nocnych oraz na koncerty tak, jak przed pandemią. Na terenie Anglii nie ma też już obowiązku noszenia maseczek — aczkolwiek warto pamiętać, że na obostrzenia mogą zdecydować się jeszcze władze lokalne i np. Londyn nadal ich wymaga w komunikacji publicznej.

Dzień Wolności w Anglii nie oznacza jednak, że antyszczepionkowy mogą świętować zwycięstwo.

Obostrzenia w części Wielkiej Brytanii może i zniknęły, ale mogą wrócić w formie zakazu wstępu np. na imprezy masowe oraz do klubów nocnych dla osób, które się nie zaszczepiły. Tego typu ograniczenia mogą pojawić się we wrześniu, gdy już wszyscy chętni otrzymają od państwa możliwość przyjęcia szczepionki.

Co ciekawe, administracja pod wodzą Borisa Johnsona, która chce zachęcić prośbą i groźbą młodych ludzi do szczepień, może być bardziej stanowcza niż np. Francuzi. Oni również chcą robić pod górkę antyszczepionkowcom, ale dopuszczają wstęp do lokali po okazaniu negatywnego wyniku testu zamiast certyfikatu szczepienia. 

Testy na koronawirusa z negatywnym wynikiem zamiast szczepionki w Anglii nie wystarczą.

Z jednej strony podziwiam angielskich polityków za to, że są gotowi pójść na noże z antyszczepionkowcami, bo takie zakazy to nie jest żadna „segregacja”. Z drugiej obawiam się, że część społeczeństwa może się zbuntować. Takie dociśnięcie śruby może być w dodatku motorem napędowym szarej strefy udawanych szczepień.

Mając to na uwadze, skłaniam się ku opinii, że sprawdzanie tzw. paszportów covidowych przy wejściu na koncerty, do restauracji itp. to taki złoty środek. Zaszczepienie się ułatwi obywatelowi życie, ale osoby, które nie chcą z tego czy innego powodu się szczepić, a nie są ozdrowieńcami, mają alternatywę w postaci testu.

Jeśli z kolei chodzi o Polskę, to jak na razie o całkowitym zdjęciu obostrzeń nie ma mowy i nic nie wskazuje też na to, byśmy w podobny sposób jak Anglicy zakazywali wstępu osobom bez szczepionki na koncerty, do restauracji, kin itp. Jak na razie rząd woli zachęcać nas do szczepień… loterią szczepienną.