Koronawirus  /  Felieton

Żadnych darmowych piw. Nie chcesz szczepionki? Niech zmusi cię kara, a nie nagroda

Picture of the author

OK, nie potrącę nikogo na pasach pod warunkiem, że dostanę za to 500 zł miesięcznie. Stoi? – wyobrażacie sobie, że kierowcy wystosowują taki postulat na poważnie, a policja z rządzącymi zastanawiają się, czy to wystarczająca zachęta, by nie popełniali przestępstw? Nie, prawda? Tymczasem właśnie tak dyskutuje się z antyszczepionkowcami.

Joe Biden zaapelował do niezdecydowanych, aby jednak przyjęli szczepionki. Prezydent Stanów Zjednoczonych liczy na to, że przed 4 lipca zaszczepi się 70 proc. obywateli USA. Do „ukłucia” namawia też amerykański browar, który da darmowe piwo każdemu, kto się zaszczepi. Akcja wręczania nagrody będzie miała miejsce przed Białym Domem.

Już wcześniej powstawały podobne inicjatywy, ale nie mieliśmy do czynienia z aż taką współpracą sektora publicznego i prywatnego.

To przerażające.

Trudno o większy dowód na porażkę państwa, które nie potrafi przekonać obywateli do – wydawałoby się – podstawowej rzeczy, jaką są od dawna szczepionki. Na dodatek władze, bo problem dotyka też inne kraje, nie mają innego pomysłu jak żenująca łapówka.

Nie jestem sympatykiem antyszczepionkowców i nie mam zamiaru w żaden sposób ich tłumaczyć. Jednak nawet z mojej perspektywy trudno wyobrazić sobie scenariusz, że nieprzekonany wróg szczepień zrezygnuje ze swoich (szkodliwych) poglądów, bo dostanie piwo za darmo. Albo kilka stów więcej. Serio, to traktowanie ludzi jak idiotów. Rozumiem, że niektórzy mogli na to zasłużyć, ale po prostu bez przesady.

Nie podoba mi się fakt, że państwo negocjuje z osobami, które mogą zaszkodzić nie tylko sobie, ale i innym.

Porównanie do terrorystów może i jest za ostre i przesadzone, ale jednak mówimy o grupie, która może w zdecydowany i negatywny sposób wpływać na społeczeństwo.

Pisałem w niedawnym tekście o tym, dlaczego każdy, kto może, powinien się zaszczepić:

Odporność zbiorowa sprawia, że spada szansa na zachorowanie osób, które nie są odporne na daną chorobę. Trzeba pamiętać, że nie każdego da się zaszczepić. W przypadku niektórych chorób na szczepionkę nie mają co liczyć np. osoby przewlekle chore czy niemowlaki. Im więcej odpornych rodaków, tym mniejsza szansa na to, że zarazi się ktoś, kto może bardzo ciężko przejść leczenie. Proste i logiczne.

W takiej sytuacji oczekiwałbym, że państwo będzie wymagać, a nie pertraktować. A może darmowe piwko? A może loteria z nagrodami?  Co by tu jeszcze wymyślić…

A czas leci. Chociaż otwarte knajpy, siłownie czy powracające koncerty są namiastką dawnej normalności, eksperci ciągle przypominają, że grozić może nam IV fala. I kolejne, jeżeli się nie zaszczepimy.

Na dodatek coraz częściej wszystko sprowadza się do pieniędzy. Na Florydzie organizatorzy jednego z pop-punkowych koncertów wymyślili, że niezaszczepieni zapłacą za bilet więcej niż ci ze szczepionką. Różnica jest spora, bo wynosi 980 dolarów. Podejrzewam jednak, że antyszczepionkowiec Smith po prostu machnie ręką i powie: nie to nie, mam was w nosie. A być może znajdzie się taki, którego stać na ekstrawagancję i po prostu zapłaci więcej.

Efekt? Niezaszczepieni dalej będą się panoszyli.

Dlatego państwo musi reagować stanowczo. Szczepienia są potrzebne, by chronić innych. Szczepią się wszyscy, którzy mogą, albo niech ponoszą za to konsekwencje. Godzina policyjna, zakaz wstępu do niektórych miejsc? To na początek będzie dobra kara. A jeśli nie pomoże, idziemy dalej.

Inaczej nie tylko zostaniemy ze społeczeństwem, które będzie miało w nosie sugestie naukowców i polityków, ale też nauczymy młodych, że jedyny sposób, żeby cokolwiek osiągnąć, to cyniczny szantaż: daj mi, co chcę, a zrobię to, o co poprosić. Tymczasem to raczej nie jest dobra strategia na budowanie solidarnych społeczeństw.