Nauka  /  Felieton

Inwigilacja pełną gębą. Największe zagrożenia i kontrowersje dookoła paszportów covidowych

Picture of the author
166 interakcji
dołącz do dyskusji

W miarę jak coraz większa część populacji szczepi się przeciwko COVID-19, świat przygotowuje się na powrót do normalności. Częścią tego powrotu ma być tzw. „Paszport Covidowy”, czyli zaświadczenie o przyjęciu szczepionki, które ma nam zapewnić bezpieczne podróżowanie. Może zapewni, ale jakim kosztem?

Gwoli ścisłości: na samym wstępie chciałbym zaznaczyć, że ten tekst nie ma na celu zniechęcić kogokolwiek do zaszczepienia się przeciw COVID-19. Jeśli tylko nie ma ku temu medycznych przeciwskazań, zaszczepić powinien się każdy, bez względu na widzimisię i foliarskie teorie spiskowe. To kwestia nie tylko własnego zdrowia, ale przede wszystkim odpowiedzialności społecznej za drugiego człowieka. Im szybciej się też wszyscy zaszczepimy, tym szybciej SARS-CoV2 przestanie być globalnym zagrożeniem.

Jest jednak znacząca różnica między społeczną powinnością zaszczepienia się przeciwko potencjalnie śmiertelnej chorobie, a poparciem dla proponowanej przez rządy i przewoźników turystycznych formie oświadczenia o przejściu szczepienia.

Paszport Covidowy wzbudza we mnie - delikatnie rzecz ujmując - mieszane uczucia. Choć zwykle jestem kompletnie za cyfryzacją i rozwiązaniami smartfonowymi, które mają nas uwolnić od noszenia ze sobą plastikowych dokumentów czy książeczek zdrowia, tak w tym konkretnym przypadku nie potrafię przyklasnąć próbie stworzenia cyfrowego dokumentu, który będzie uniwersalnie wymagany i którego brak może zablokować nam wstęp do konkretnych miejsc. Nie tylko krajów, ale także prywatnych placówek czy miejsc kultury i kto wie, czego jeszcze w przyszłości.

Trwające w Unii Europejskiej prace nad wspólną „Cyfrową Zieloną Kartą” wzbudzają wiele uzasadnionych obaw.

Koncepcja dokumentu potwierdzającego szczepienie przeciw śmiertelnie groźnej chorobie jest oczywiście słuszna. I absolutnie nie jest nowa - każdy z nas ma (albo przynajmniej powinien mieć) tzw. „Żółtą książeczkę”, której ostatni wzór został opracowany w 2010 r. Żółta książeczka zawiera zaświadczenie o szczepieniach i jest wymagana w niektórych krajach, do których wstęp jest możliwy wyłącznie po przejściu niezbędnych szczepień.

Żółta książeczka to ulubiony argument zwolenników Paszportu Covidowego, jednak trzeba bardzo wyraźnie zaznaczyć, że Zielony Certyfikat to nie to samo, co Żółta Książeczka.

Przede wszystkim, według obecnych planów Paszport Covidowy ma być dokumentem wymaganym do przekroczenia granicy krajów, które przystąpią do współpracy nad jego realizacją. Jeśli tak się stanie, będzie to sytuacja absolutnie bezprecedensowa.

Dziś istnieje tylko jedno szczepienie wymagane wg przepisów międzynarodowych i jest to szczepienie przeciwko żółtej gorączce. Jest ono jednak obowiązkowe w kilku egzotycznych krajach, mianowicie Angoli, Beninie, Burkina Faso, Burundi, Gabonie, Ghanie, Gwatemali, Kamerunie, Kongo, Liberii, Mali, Nigerze, Republice Środkowoafrykańskiej, Rwandzie, Sierra Leone, Tanzanii, Togo, Wybrzeżu Kości Słoniowej, Wyspach Św. Tomasza i Książęcej.

Do tego jest wymagane w niektórych krajach Azji, Europy i Ameryki, ale tylko i wyłącznie jeśli wracamy z jednego z rejonów, gdzie choroba występuje.

W innym przypadku wszelkie szczepienia nie są obowiązkowe, a zalecane. W Europie nie ma ani jednego obowiązkowego szczepienia, którego brak uniemożliwiałby nam wjazd do któregokolwiek z krajów. Jadąc za granicę kraju na Starym Kontynencie nie musimy zabierać ze sobą żółtej książeczki i nie musimy okazywać żadnych zaświadczeń. Bo nawet jeśli zalecanego szczepienia nie mamy, kraj nie może odmówić nam na tej podstawie pobytu.

Paszport Covidowy może to zmienić.

A to tworzy bardzo niebezpieczny precedens. Dziś takie ograniczenie wprowadzamy w dobrej wierze. Ale otwierając drzwi do tego typu nadzoru obywateli, otwieramy de facto puszkę pandory późniejszych nadużyć.

Moje obawy podziela m.in. Fundacja Panoptykon, organizacja zajmująca się ochroną cyfrowej prywatności.

Dorota Głowacka, prawniczka Fundacji, przekazała mi takie oto stanowisko:

Podchodzimy z dużym dystansem do pomysłu „paszportów szczepień”. Obawiamy się mogą prowadzić do dyskryminacji, choćby względem osób, które z rożnych względów nie mogą się zaszczepić, jeśli wyłącznie fakt zaszczepienia będzie przepustką do korzystania z pewnych usług czy miejsc. Obawiamy się też, że paszporty mogą być pierwszym krokiem do
normalizacji przyznawania różnych przywilejów na podstawie informacji o naszym stanie zdrowia i że raz wprowadzone - zostaną już z nami w jakiejś formie na zawsze, także po zakończeniu pandemii.

Długofalowo może to doprowadzić do powstania nowych systemów segregacji społecznej i rozłamu społeczeństwa na nowe kategorie („zaszczepieni” vs „niezaszczepieni”,„epidemiologicznie bezpieczni” vs „ryzykowni”), który pogłębi istniejące dziś podziały oraz stanie się dodatkowym źródłem nierówności i stygmatyzacji.

Obawiamy się wreszcie tego, że takie systemy mogą być nowym narzędziem nadzoru i z czasem będą zbierały o nas coraz więcej danych, m.in. o tym, z jakich usług korzystamy czy o sposobach naszego poruszania się.

Pomówmy pokrótce o każdej z obaw.

Dyskryminacja szczepionkowa może brzmieć śmiesznie, ale jest najbardziej realnym scenariuszem i wcale nie musi wynikać ze złej woli. Ona się po prostu wydarzy, jeśli Paszport Covidowy powstanie w takiej formie, w jakiej jest dziś opracowywany. Nie mówimy tu tylko o dyskryminacji ze względu na status społeczno-ekonomiczny czy nawet dyskryminacji ze względu na poglądy - jakkolwiek mnie to boli, nie możemy zabronić antyszczepionkowcom podróżowania tylko dlatego, że są niedouczeni, tak jak nie możemy tego zrobić płaskoziemcom i wyznawcom kościoła Latającego Potwora Spaghetti. Paszport Covidowy będzie jednak dyskryminował tych, którzy - z obojętnie jakiego powodu - nie chcą się zaszczepić.

Może to i dobrze, nie mnie oceniać; źle jednak, że Zielony Certyfikat będzie dyskryminować także tych, którzy chcieliby się zaszczepić, ale nie mogą z przyczyn medycznych.

A przeciwskazań przeciwko szczepieniu jest sporo. Wiele z nich znajdziemy w formularzu, który wypełniamy przed przyjęciem szczepionki: ostra reakcja alergiczna, uczulenie na substancje medyczne, choroby obniżające odporność, leki obniżające odporność, hemofilia, a nawet ciąża.

Pomyślmy teraz, ile osób nie może się zaszczepić, choćby chciało. Wg Krajowego Rejestru Nowotworów co roku nowotwór jest diagnozowany u blisko 170 tys. Polaków. A przecież to kropelka w morzu przewlekle chorych czy choćby osób przyjmujących leki stałe, np. sterydy czy inne immunosupresanty.

Mówimy o ogromnej grupie ludzi w samej tylko Polsce. Jeśli Paszport Covidowy ma rzeczywiście być przepustką do wyjazdów za granicę, to z automatu odbieramy tę przepustkę niewyobrażalnie wielu ludziom.

Kolejna kwestia to przyznawanie przywilejów lub kar na podstawie faktu szczepienia. Toż to absurd, w każdą stronę. Absurdem jest zarówno płacenie pracownikom po 1000 zł za fakt przyjęcia szczepionki przeciwko śmiertelnej chorobie, co zrobił jeden z marketów budowlanych, jak i propozycje, by tym, którzy nie chcą się szczepić odbierać świadczenia socialne i zabraniać dostępu do miejsc kultury.

Ani to kij, ani marchewka. To zwyczajna segregacja społeczna, a ta w każdej narzuconej odgórnie formie jest zła i prowadzi do coraz głębszych podziałów, co słusznie zauważa Fundacja Panoptykon.

Realnym zagrożeniem jest też stała inwigilacja.

Może do niej dojść, jeśli Paszport Covidowy będzie dostępny wyłącznie w formie cyfrowej i wyłącznie online.

Dziś oczywiście nikt nie myśli nawet o próbach kontroli i monitorowania zachowań obywateli. Ale co będzie jutro? Popkultura zdążyła nas nauczyć, do czego prowadzi permanentna inwigilacja po stronie rządu, a przedsmak wizji rodem z science-fiction mają już Chiny, gdzie wdrażane są systemy punktowania obywateli. Nietrudno sobie wyobrazić Paszport Covidowy jako furtkę do wprowadzania kolejnych wymaganych zaświadczeń i dokumentów, a w perspektywie czasu podobnego systemu ocen. Ktoś spyta „czym to się różni od bycia śledzonym przez korporacje?”. Ano tym, że nawet jeśli taki Google czy Facebook wiedzą o nas wszystko, to na podstawie tej wiedzy nie mogą nam zabronić np. wstępu do restauracji czy muzeum. Rozwiązanie aprobowane przez rząd miałoby taką władzę. A to przerażająca perspektywa.

Fundacja Panoptykon nie jest zresztą jedyną organizacją, która przestrzega przed spełnieniem powyższych scenariuszy. Już w kwietniu 2021 r. 28 europejskich organizacji zajmujących się prawami cyfrowymi wystosowało list do członków Parlamentu Europejskiego, przedstawiając powyższe obawy i sugerując potencjalne rozwiązania, takie jak np. wprowadzenie analogowej formy Paszportu Covidowego czy zabezpieczeń przed śledzeniem jego użytkowników.

W liście organizacje zwracają też uwagę na konieczność ustanowienia prawodawstwa we wszystkich krajach, które zabraniałoby poszerzania użycia Paszportu Covidowego, gdyż - jak zaznaczają sygnatariusze - niektóre kraje już zapowiedziały, iż zaświadczenie o szczepieniu może być obowiązkowe, by uzyskać wstęp do instytucji rządowych, miejsc kultu religijnego czy placówek gromadzących duże ilości ludzi.

W stanowisku Fundacji Panoptykon Dorota Głowacka pisze również:

Jeśli dodamy do tego, że paszporty wcale nie dają gwarancji
bezpieczeństwa, a wręcz mogą tworzyć fałszywe poczucie bezpieczeństwa ponieważ dziś nie mamy jeszcze danych, które potwierdzałyby, że osoby zaszczepione są faktycznie „bezpieczne” (nie mogą się zakazić i nie zakażają innych - z tych względów sceptycznie do tej idei jest na razie nastawiona m.in. WHO) - to pojawiają się tym bardziej uzasadnione wątpliwości, czy - biorą pod uwagę wspomniane zagrożenia - warto tego typu narzędzia wprowadzać.

I jest to jak najbardziej zasadna obawa, zważywszy na to, jak niewiele wiemy o COVID-19 i zważywszy na ustawicznie pojawiające się nowe mutacje choroby, np. wariant Indyjski, który właśnie przedostaje się do Wielkiej Brytanii.

Wracając na moment do Żółtej Książeczki - każde ze szczepień, które do niej wpisujemy, ma bardzo konkretnie określone zalecenia i są one ustalane wg wielu czynników, przede wszystkim ryzyka wystąpienia choroby w danym miejscu. Każde ze szczepień ma też określoną datę utrzymania się odporności i zalecaną datę powtórzenia szczepienia.

Szczepienia przeciw COVID-19 takich dat nie mają, bo… nie mogą mieć. Bo jeszcze nie wiemy, czy szczepionka istotnie da nam długofalową odporność (taką w perspektywie lat, nie kilku miesięcy) i jak często będziemy musieli to szczepienie ponawiać. A skoro tak, to znów wracamy do obawy o segregację i dyskryminację, bo nawet jeśli ktoś zaszczepi się przeciw COVID-19 dziś, to nie znaczy, że będzie mógł się zaszczepić za rok. Za rok dana osoba może zapaść na inną chorobę albo zacząć przyjmować leki, które uniemożliwią zaszczepienie, zaś Paszport Covidowy nadal będzie obowiązywał. A to poddaje w wątpliwość formułę jego wprowadzenia.

Paszport Covidowy ma wejść w życie już 25 czerwca.

Między 20 a 25 maja ruszy pilotażowy program wdrożenia Zielonego Certyfikatu w wybranych krajach, w tym w Polsce. Według oficjalnych informacji z Ministerstwa Zdrowia, w Polsce Paszport Covidowy ma zostać udostępniony jako jeden z dokumentów aplikacji mObywatel i będzie to pierwszy dokument z cyfrowego portfela, który będzie honorowany za granicą.

Jeśli program pilotażowy się powiedzie, Paszport Covidowy ma zostać wdrożony już 25 czerwca.

Na razie nie słychać jednak, by jego projektanci dokonali w nim zmian, o które nawołuje 28 organizacji z różnych stron Europy. Wątpliwości co do Paszportu mają też środowiska prawnicze a nawet medyczne, podkreślając zwłaszcza jego etyczne i praktyczne implikacje, jak te opisane powyżej.

Eksperci sugerują, iż lepszym od Zielonego Certyfikatu rozwiązaniem byłoby skuteczniejsze nakłanianie ludzi do szczepień, co dałoby nam odporność stadną i zniwelowało zarówno konieczność wdrażania Paszportów, jak i ryzyko zachorowania dla tych, którzy zaszczepić się nie mogą.

W Polsce jednak szczepienia idą nam opornie. W niektórych miastach marnują się całe dostawy, bo zapisani ludzie nie stawiają się na szczepienia. Wystarczy przejrzeć dowolny post celebryty oświadczającego, że się zaszczepił, by zobaczyć tysiące komentarzy zwykłych Polaków, mających wątpliwości lub wręcz plujących na zaszczepionego. Taka sytuacja spotkała ostatnio np. Ewę Chodakowską, którą pod postem o szczepieniu zalała fala komentarzy w stylu „myślałam, że to profil o zdrowym stylu życia, unfollow”.

Zresztą internetowi celebryci sami w dużej mierze dokładają się do problemu. Jeden się nie szczepi, bo nie chce, żeby nim sterował Bill Gates, druga się nie szczepi, bo jej wystarczy sok imbirowy i yoga. A ludzie mają coraz więcej wątpliwości.

Im więcej takich wątpliwości, im więcej skrajnie szkodliwych społecznie działań ruchów antyszczepionkowych, tym większa szansa, że Paszport Covidowy wejdzie w życie i ziszczą się wszelkie obawy co do jego wdrożenia.

Przeciwnicy szczepień nazywają narodowy program szczepień „zamordyzmem”. To ja powiem tak: jak wejdzie w życie Zielony Certyfikat, wtedy dopiero zobaczycie zamordyzm. A najlepszym sposobem, by tego zamordyzmu uniknąć, jest - o ironio - przyjęcie szczepionki. Dla dobra własnego i dobra ogółu.