Sprzęt  /  Lokowanie produktu

W końcu znalazłem idealny sprzęt do sprzątania domu. Karcher FC7 - test

Picture of the author

Robot sprzątający? E tam. Zwykły mop? Nigdy w życiu. Klasyczny odkurzacz? Fajnie, ale komu chce się potem myć podłogę? I wtedy, prawie cały na żółto, do gry wchodzi mop elektryczny.

I wygląda tak:

A na imię mu Karcher FC7. I naprawdę polubiłem się z nim przez ostatnie tygodnie.

Do tego stopnia, że może to być w tym roku jeden z testowych sprzętów, z którymi najtrudniej będzie mi się rozstać.

Ale po kolei.

Karcher FC7 - co warto wiedzieć na start?

Że jest to mop elektryczny, czyli sprzęt przeznaczony głównie do czyszczenia podłogi na mokro. Ale sposób korzystania z niego jest na tyle inny od zwykłego, manualnego mopa, że powinno się chyba wymyślić dla tej kategorii produktów jakąś inną nazwę.

Po pierwsze - nie ma tu żadnych wiader i namaczania.

Zamiast tego mamy po prostu zbiorniczek (400 ml), który łatwo jest napełnić wodą pod kranem (spory wlew - duży plus ode mnie) i odpowiednim płynem czyszczącym. Napełniony zbiorniczek montujemy na klik w FC7 i... właściwie to możemy ruszać do akcji.

Po drugie - żadnego szorowania. Zero. Nic.

To było dla mnie chyba największe zdziwienie przy pierwszym kontakcie z FC7. Nie ma tutaj konieczności typowego dla mopów dociskania części czyszczącej do podłogi. Zamiast tego po prostu przeciągamy urządzeniem do przodu i do tyłu, a całą robotę za nas robi silnik elektryczny napędzający cztery pady.

Wrażenie jest trochę takie, jak w przypadku odkurzaczy z elektrycznie napędzanymi rolkami (w końcu jest tutaj podobne rozwiązanie) - właściwie zero wysiłku, zero faktycznego szorowania, zero zmęczenia. Aż miałem trochę wyrzuty sumienia, chwaląc się żonie, że - oczywiście w ramach pracy - pozmywałem podłogi w domu, mając świadomość, jak bardzo bezwysiłkowe to było.

I, żeby nie utrzymywać czytelników w niepewności - również skuteczne. Tak, wrażenie jest trochę takie, jakbyśmy machali mopem nad podłogą, ale efekty zdecydowanie widać i potrafią być one zauważalnie lepsze niż w przypadku innych sprzętów do czyszczenia podłóg. Ale o tym za chwilę.

Po trzecie - niekoniecznie trzeba odkurzać wcześniej podłogę.

Serio. Nie jest to wprawdzie wyczynowy odkurzacz, którym posprzątamy po remoncie czy w warsztacie, ale przy regularnym czyszczeniu podłogi np. z błota, kurzu czy innych względnie drobnych i lekkich zanieczyszczeń radzi sobie jak należy.

Nie ma przy tym osobnego zbiornika na tego typu zanieczyszczenia (z wyjątkiem tzw. filtru włosów), nie ma też trybu odkurzania całkowicie na sucho. Wszystko trafia do jedynego śmieciowego zbiornika, czyli zbiornika na brudną wodę.

No właśnie, po czwarte - żadnej zabawy z wiadrami.

Moja największa trauma z klasycznymi mopami - czyszczenie niemożliwie brudnego wiadra po sprzątaniu. Tutaj tego nie ma - zamiast tego mamy niewielki (200 ml) pojemniczek, do którego w trakcie sprzątania zgarniana jest brudna woda. Demontaż zbiornika jest przy tym pomyślany świetnie, wylanie wody zajmuje sekundy, a wyczyszczenie go na błysk jest równie łatwe - głównie dzięki temu, że można go rozebrać na dwa elementy i każdy z nich osobno przepłukać wodą.

Minusy? Zbiornik nie jest przesadnie wielki i co kilkadziesiąt metrów kwadratowych mycia (częściej, jeśli korzystamy z trybu intensywnego nawilżania padów) trzeba go opróżnić.

Po piąte - zero rozmazywania brudu.

Nie jest to problem wyłącznie klasycznych mopów, ale w sumie wszystkiego, czym myłem podłogę w domu. Po stosunkowo krótkim sprzątaniu przeważnie trzeba było albo wyciskać mopa, albo wymieniać końcówkę myjącą, a ja i tak miałem wrażenie, jakbym mył podłogę brudną wodą.

Tutaj tego nie ma - wręcz przeciwnie, wrażenie jest takie, jakby cały brud i większość wilgoci były kierowane właśnie do zbiornika na brudną wodę. Konsekwencje? Nie dość, że jest czysto, to jeszcze nie trzeba się zajmować tym, żeby w połowie sprzątania czyścić końcówki. Przy okazji nie ma też smug - choć akurat mam matowe kafle, więc mogę to ocenić tylko w pewnym stopniu.

Po szóste - ależ to jest przemyślane

I to od samego początku. Złożenie nowego urządzenia, żeby było gotowe do pracy? Jakieś dwie minuty - trzeba tylko połączyć dwie części elektrycznego mopa (rączkę i drugą część rączki z urządzeniem), nałożyć cztery pady (oznaczone kolorystycznie, żeby się nie pomylić, gdzie który zamontować!) i już można lecieć do sprzątania.

Ok, trzeba najpierw urządzenie naładować, bo jest przewidziane do pracy w trybie bezprzewodowym (cudownie), ale uznajmy, że z tym poradzi sobie już każdy.

Przemyślana jest też właściwie cała obsługa FC7 - żeby niczego nie zepsuć, niczego źle nie zamontować i żeby było po prostu wygodnie. Przykładowo do zwalniania blokady pojemnika z brudną wodą służy duży przycisk bezpośrednio na głowicy mopa - idealnie łatwe, żeby wcisnąć go stopą. Po drugiej stronie znajduje się równie duży przycisk, który z kolei powoduje wyskoczenie filtrów włosów:

A i to jeszcze nie wszystko, bo w zestawie jest dwuelementowa stacja bazowa, którą na czas przechowywania składamy w jeden moduł (widoczny na wcześniejszym zdjęciu). W momencie rozpoczęcia sprzątania możemy przywrócić jednak jego dwuczęściowość:

I w takim układzie (oczywiście wszystkie elementy powinny leżeć poziomo) dokujemy mopa elektrycznego po zakończeniu pracy na pierwszej platformie, dzięki czemu możemy bez problemu usunąć - bez obracania mopa - pady i przełożyć je do drugiego pojemnika, razem z filtrami włosów. I już mamy eleganckie nosidełko ze wszystkim, co brudne, żeby zanieść to do prania.

Ok, prać możemy tylko pady (normalnie w pralce), natomiast filtry włosów należy wyczyścić dedykowanym pędzelkiem.

To jak się tym sprząta?

Wybornie, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że całe sprzątanie jest kompletnie bezwysiłkowe. Karcher FC7 ma wprawdzie masę 4,3 kg (i to bez akcesoriów), ale bez problemu przenosiłem go pomiędzy pomieszczeniami i piętrami, a w trakcie pracy i tak opiera się na podłodze, więc masa nie jest problemem. Problemem nie powinny być też zakamarki naszego domu - głowica FC7 jest zaskakująco elastyczna i można wjechać pod naprawdę nisko zawieszone meble (ok. 10 cm), bez konieczności kładzenia się na podłodze. Z łatwością dojeżdża też do krawędzi - i nawet jest w stanie umyć fugi bezpośrednio na łączeniu pionowych i poziomych kafli.

Co myłem FC7? Właściwie wszystkie rodzaje zabrudzeń - od delikatnych, typowo kuchennych plam, przez naniesione na butach i psich łapach błoto, aż po zaschniętą krew (nie odpowiadam bez adwokata na żadne pytania) i równie zaschnięte resztki... rowerowego smaru (przepraszam, po prostu musiałem spróbować).

W przypadku prostszych zabrudzeń nie musiałem się nawet przesadnie starać, żeby je usunąć. Jedyne, o czym należy pamiętać, to to, że nie należy z FC7 korzystać tak dynamicznie, jak z odkurzacza, a raczej spokojnie i powoli przesuwać kawałek po kawałku po podłodze.

Przy trudniejszych zabrudzeniach radziłem sobie natomiast na trzy sposoby - albo po prostu dodatkowo spowalniając ruchy, albo włączając tryb intensywniejszego nawilżania padów (są dwa do wyboru), albo włączając tryb Boost, który intensyfikuje pracę urządzenia i pozwala sobie poradzić z bardziej wymagającymi pracami. Trzeba mieć tylko na uwadze, że tryb ten - szczególnie w połączeniu z drugim poziomem nawilżania - błyskawicznie pochłania wodę ze zbiornika. Szczęśliwie niezbyt często był potrzebny. Zmianą trybów pracy sterujemy oczywiście bezpośrednio z rączki urządzenia - są tutaj fizyczne, wygodne przyciski, a także wyświetlacz pokazujący stan akumulatora (maksymalnie 45 minut pracy).

Jeśli natomiast chodzi o typy podłóg, które sprzątałem, to były to panele i kafle, i na żadnej z tych nawierzchni nie pojawiły się nawet najmniejsze uszkodzenia. Można spokojnie ruszać do sprzątania, a chwilę po sprzątaniu wrócić do normalnego życia - Karcher FC7 naprawdę dobrze radzi sobie z zaskakująco skromnymi ilościami wody, która błyskawicznie schnie po myciu.

A odkurzanie?

O ile nie jest to jakiś wyczynowy brud - bez problemu. W zbiorniku na brudną wodę po sprzątaniu znalazłem - poza błotem - m.in. drobne skrawki papieru, kawałki trawy, pokruszone liście i jeszcze trochę innych rzeczy, których wolałbym nie musieć identyfikować.

Karcher FC7 do pewnego stopnia radził sobie też z psią i kocią sierścią, o ile nie było jej zbyt dużo. W tym drugim przypadku zdarzały się sytuacje, gdzie sierść potrafiła nawinąć się na rolki, zamiast trafić do filtra.

A skoro jesteśmy już przy odkurzaniu, to Karcher FC7 podczas pracy jest zaskakująco cichy. Cichszy niż klasyczne odkurzacze, z którymi miałem kontakt i nawet cichszy niż większość robotów sprzątających.

A jakieś wady?

Cóż, nie jest to mały sprzęt. W moim domu spokojnie znalazłoby się na niego miejsce, ale z pewnością nie jest to coś, co można wrzucić szybko i łatwo na szafę (chociaż da się), szczególnie jeśli chcemy korzystać ze stacji dokującej (a warto).

Trzeba też pamiętać o ładowaniu urządzenia po sprzątaniu. Pełne ładowanie zajmuje 4 godziny - nie mogę się doczekać dnia, kiedy do domowych sprzętów trafi w końcu szybkie ładowanie.

Po sprzątaniu trzeba też wykonać mały rytuał czyszczący - zdjąć pady, wrzucić je do pralki, wyjąć filtry, wyczyścić filtry. Może to chwilę zająć, ale na szczęście rekompensuje to fakt, że całość jest naprawdę dobrze przemyślana i przygotowana pod kątem mycia (pojemnik na brudną wodę można myć nawet w zmywarce).

Niektórzy, szczególnie przy większych powierzchniach, mogą też narzekać na względnie niewielkie pojemniki na brudną i czystą wodę. W moim przypadku nie było to uciążliwym problemem, natomiast miło, że mop poinformuje nas o pustym zbiorniku na czystą wodę (ikonka na rączce), a jeśli zbiornik z brudną wodą się napełni, mop po prostu się wyłączy, żeby nie trzeba było sprzątać od nowa.

Ach, no i niestety dalej nie jest to sprzęt, który doczyści moje głębokie, jasne fugi w przedpokoju. Najwyraźniej po prostu głupio wybrałem kolor i tyle, muszę się z tym pogodzić.

Jedyne, co może mnie skłonić do zastanowienia się dwa razy przed zakupem FC7, jest cena. W tej chwili sugerowana przez producenta kwota, jaką trzeba zapłacić za to urządzenie, to 2189 zł. Sporo, ale z drugiej strony - tyle kosztują często niekoniecznie najbardziej zaawansowane roboty sprzątające, a efekt takiego czyszczenia jest naprawdę świetny.

Tekst powstał we współpracy z marką Kärcher.