Koronawirus  /  News

Doradca Morawieckiego mówi, że noszenie maseczek na dworze nie ma sensu. I co teraz?

Picture of the author
169 interakcji
dołącz do dyskusji

Antyszczepionkowcy wiwatują, Edyta Górniak ogłasza, że najwięksi naukowcy przyznali jej rację - tak już wkrótce może wyglądać rzeczywistość. Dlaczego? Tego typu reakcje może wywołać wypowiedź jednego z członków Rady Medycznej działającej przy premierze Mateuszu Morawieckim.

We wczorajszej rozmowie przeprowadzonej w RMF FM, prof. Miłosz Parczewski, specjalista chorób zakaźnych analizował obecną sytuację epidemiczną i podejmowane przez rząd decyzje o kolejnym zaciskaniu i zwalnianiu restrykcji.

Zdecydowanie najciekawszym fragmentem rozmowy było stwierdzenie, które zdaje się stać całkowicie w sprzeczności do tego, co słyszymy od ekspertów od niemal roku.

Noszenie masek na zewnątrz nie ma żadnego sensu

Jedyne badanie, które się pojawiło w ostatnim tygodniu i jest istotne epidemiologiczne to to, że na zewnątrz nie dochodzi do istotnej liczby zakażeń. Możemy powiedzieć, że noszenie masek na dworze jest bez sensu

- mogliśmy usłyszeć na antenie radiowej.

Jeżeli tego jeszcze mało, profesor ocenił, że być może w najbliższym czasie Rada Medyczna będzie rekomendowała rządowi otwarcie ogródków restauracyjnych.

Według Parczewskiego analogiczne wątpliwości dotyczą zamknięcia salonów fryzjerskich. Profesor przekonuje, że ich zamknięcie wynika z przesadnej zapobiegliwości, jednocześnie zauważając, że wiele krajów nie zdecydowało się na ten krok, a i nasz rząd nie dysponuje żadnymi wynikami badań wskazujące na wysokie ryzyko zakażenia w salonie fryzjerskich czy też np. w żłobku.

Można zatem powiedzieć, że kwestia maseczek zatoczyła tym samym koło. Jeszcze rok temu (26 lutego) ówczesny Minister Zdrowia Łukasz Szumowski w audycji radiowej (o ironio!) drwił z osób noszących maseczki, przekonując, że one przed niczym nie chronią. W kwietniu oficjalna linia uległa zmianie i od tego czasu maseczki na ulicach stały się normą.

Badania, o których wspomina prof. Parczewski, przeprowadzone w Irlandii wskazują, że zaledwie do 1 na 1000 zakażeń dochodzi na świeżym powietrzu, a w żadnym przypadku naukowcy nie zarejestrowali powstania ogniska zakażeń podczas zgromadzenia większej liczby osób na świeżym powietrzu.

No i co teraz? Nie wiadomo. Jak na razie w Polsce obowiązuje nakaz zasłaniania ust i nosa maseczkami. Jednak po takiej opinii inaczej będę spoglądał na ludzi krzyczących na ulicy „ściągnij ten kaganiec”.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst