Koronawirus  /  Felieton

Jak tak dalej pójdzie, to prędzej się zaszczepię, niż odblokuję iPhone’a zegarkiem

Picture of the author

Apple leci sobie w kulki. iOS 14.5, który ma wreszcie ułatwić odblokowywanie iPhone’a w maseczce, doczekał się już siódmej (!) wersji beta. Firma z Cupertino, zamiast dopracować tę jedną kluczową funkcję, łapie kilka srok za ogon.

Rezygnowanie przez producentów elektroniki z rozwiązań stosowanych od lat zawsze budzi ogromne emocje. Nic dziwnego, że w chwili, gdy Apple porzucił Touch ID na rzecz Face ID, świat podzielił się na dwa zwaśnione obozy: jedni krytykowali tę decyzję, gdyż nie wyobrażali sobie odblokowywania telefonu inaczej niż paluchem, podczas gdy ci drudzy byli ze zmiany status quo zadowoleni.

Sam zaliczam się do tej drugiej grupy i z uśmiechem od ucha do ucha skanuję twarz od premiery iPhone’a X. Za czytnikiem linii papilarnych zaś nie tęskniłem… do czasu. Konieczność noszenia maseczek sprawiła, że nowy sposób odblokowywania telefonów Apple’a stracił rację bytu. Posiadacze iPhone’ów na całym świecie wrócili do wpisywania kodu PIN, niczym ludzie pierwotni z ery piksela łupanego.

Minął rok od wybuchu pandemii, a Apple się obija

Po cichu liczyliśmy na to, że w iPhonie 12 powróci w glorii i chwale czytnik linii papilarnych, który mógłby trafić np. do przycisku blokady — w ofercie firmy pojawił się nawet tablet z takim guzikiem. Tak się jednak nie stało, a jedyne, na co zdobył się Apple, to… przyspieszenie uaktywniania się klawiatury ekranowej, aby wpisanie kodu trwało tylko jedną wieczność, a nie dwie.

Kiedy już klienci Apple’a zdążyli się pogodzić z tym, iż ich kosztujące kilka tysięcy telefony sprawują się gorzej niż Androidy za kilkaset złotych, Tim Cook zamachał im przed nosem nową funkcją, która ma ułatwić życie. iOS 14.5 w wersji beta dodał funkcję odblokowywania telefonu po wykryciu w okolicy Apple Watcha. Miało to działać na podobnej zasadzie, jak odblokowywanie zegarkiem Maków.

Problem w tym, że od ogłoszenia tej funkcji w ramach iOS 14.5 minęło już 9 tygodni, a Apple wcale się nie spieszy z jej wdrożeniem.

Na opieszałość Apple’a już w połowie marca narzekał Marcin Połowianiuk, który zauważył, że szybciej od nowego sposobu odblokowania iPhone’a pojawiła się nawet szczepionka na koronawirusa. Do tej pory nic się zresztą nie zmieniło, a od początku lutego zwykle co tydzień pojawia się nowa wersja beta iOS 14.5 (oraz pozostałych systemów firmy w postaci iPadOS 14.5, tvOS 14.5 i watchOS 7.4).

Liczyłem na to, że po tegorocznych Świętach Wielkanocnych doczekamy się wreszcie stabilnego wydania wprowadzającego zaanonsowaną ponad dwa miesiące temu funkcję, ale zamiast firma z Cupertino wypuściła dzisiaj siódmą (!) już wersję beta iOS 14.5 oraz swoich pozostałych systemów. Gdy tylko przeczytałem, jakie konkretnie zmiany wprowadza, to opadły mi przysłowiowe witki.

Zrozumiałbym jeszcze, gdyby programiści tygodniami szlifowali to odblokowywanie telefonu zegarkiem, ale ci uparli się przeładować iOS-a 14.5 nowościami.

Ledwie tydzień temu informowaliśmy o tym, że iOS 14.5 beta 6 wprowadza na niektórych urządzeniach funkcję rekalibracji akumulatora, a dzisiaj doszły nas słuchy, że iOS 14.5 wprowadza kolejną nowość. Od teraz w aplikacji Lokalizator będzie można namierzać urządzenia firm trzecich, co można traktować jako zapowiedź rychłego udostępnienia oczekiwanych od dawna Apple AirTags.

Problem w tym, że zamiast cieszyć się nowości, jestem coraz bardziej wkurzony. W pandemicznej rzeczywistości, w której Apple’a zawstydzają chińskie firmy-krzak, twórcy iOS-a powinni w skupić się na ułatwieniu odblokowywania swoich urządzeń, bo jak tak dalej pójdzie, to prędzej wszyscy się zaszczepimy na Covid-19 i zapomnimy o maseczkach, niż Apple coś w kwestii tego Face ID zrobi…

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst