1. SPIDER'S WEB
  2. Gry
  3. Tech

Mieliśmy grać w grę, a trafiliśmy na terapię dla par. It Takes Two - recenzja

it takes two recenzja hazelight co-op gra kooperacyjna 1

It Takes Two to nowa gra - rozgrywana wyłącznie w trybie kooperacji w trybie podzielonego ekranu - od Hazelight, czyli twórców fenomenalnego A Way Out. Tym razem deweloperzy biorą na cel nie przyjaciół, a pary i fundują im terapię w krzywym zwierciadle.

W ubiegły weekend posadziłem narzeczoną przed telewizorem i powiedziałem, że będziemy grali w grę. Nim się obejrzeliśmy, z sobotniego poranka zrobiły się późne godziny nocne… co nie było to dla mnie żadnym zaskoczeniem. Przyznam, że poniekąd właśnie na to liczyłem i tego oczekiwałem od nowej gry z programu EA Originals studia Hazelight, czyli prawdziwych speców od tytułów kooperacyjnych.

it takes two recenzja hazelight co-op gra kooperacyjna 7

Poprzednią produkcję od tych samych ludzi, która traktowała o dwóch gościach czmychających z więzienia — A Way Out — wspominam miło. Ogrywałem ją na podzielonym ekranie z przyjacielem, a chociaż na dobrą sprawę wygrałem, to miałem potem moralnego kaca i czułem się, jakbym przegrał — tak dobrze rozpisano historię. Podobną sztukę udało się twórcom powtórzyć, ale z myślą o innej grupie docelowej.

It Takes Two to gra dla par

Wcielamy się tu w jedną z dwóch postaci: Cody’ego albo May, czyli odpowiednio tatę albo mamę małej Rose. Od pierwszych scen widać, że uczucie, którym się darzyli, gdzieś wyparowało, bo skoro już na starcie gry informują córkę, że planują rozwód, to sytuacja musi być poważna. Mogłoby się przy tym wydawać, że dziewczynka dobrze to przyjęła, ale tak naprawdę bardzo ją nowa sytuacja smuci.

Rose jest przejęta tym, co się dzieje i aż uroniła kilka łez. To właśnie one przeniosły magicznie umysły jej rodziców wprost do wykonanych z gliny i drewna laleczek, i to jest ta chwila, gdy do akcji wchodzimy my. Cody’ego i May w ich nowych ciałach wita w dodatku mówiąca z francuskim akcentem książka. Dr Hakim, bo tak się tomiszcze nazywa, chce pomóc parze zakochać się w sobie na nowo.

it takes two recenzja hazelight co-op gra kooperacyjna 4

Gracze wcielający się w Cody’ego i May są zmuszani, by wspólnie stawić czoła przeciwnościom losu.

W grze poruszamy się po domu głównych bohaterów oraz jego okolicach, ale obserwujemy je z perspektywy liliputów. It Takes Two to przy tym przede wszystkim gra platformowa — musimy biegać, skakać, robić uniki i rozwiązywać zagadki, które odblokowują kolejne odnogi planszy. To wszystko okraszone jest fantastycznymi dialogami, a para bohaterów sobie co rusz uroczo dogryza.

Wyzwania w It Takes Two wymagają współpracy, a każda z postaci ma swoją rolę do odegrania — rozgrywka bynajmniej nie jest symetryczna. Co istotne, nie da się tymi zadaniami zamienić (a przynajmniej nie bez wymieniania się padami lub wychodzenia do menu). Warto oprzeć się też pokusie wyręczania drugiej połówki, tak samo jak warto czasem ugryźć się w język, żeby drugiej osoby nie wkurzyć.

W końcu w It Takes Two można sobie, a jakże, podkładać przysłowiowe świnie.

Co prawda w celu przejścia gry trzeba ściśle współpracować i samemu daleko nie zajdziemy, ale muszę przyznać, że kilka razy pokusa okazała się zbyt silna i z premedytacją puszczałem nieco zbyt wcześnie przycisk na padzie. Potem z miną niewiniątka ściemniałem narzeczonej, że może jej bohaterka by nie spadła prosto w przepaść i nie zamieniła się w pył, gdyby tylko skakała nieco szybciej…

it takes two recenzja hazelight co-op gra kooperacyjna 2

Na szczęście gracz, który spadnie poza mapę, natychmiastowo wraca do gry — nie da się tu zginąć, więc możemy dowolnie sobie eksperymentować. Zagadki co prawda mają zwykle tylko jedno poprawne rozwiązanie, ale zapewniają przy tym spory margines błędu — nie trzeba wymierzać strzałów i skoków co do piksela. Gra nie ma poziomów trudności, ale i tak szła nam bardzo płynnie.

Odrobinę adrenalinki wyzwalają w It Takes Two starcia z bossami.

To jedyne fragmenty, w których można stracić sporo postępów, jeśli oboje gracze stracą wszystkie punkty życia. Bardzo cieszy, że te walki są zróżnicowane zarówno pod kątem wizualnym, jak i pod względem mechaniki. Twórcy nie wykorzystują wyświechtanych motywów więcej niż raz, a każde starcie, czy to z podrzuconym odkurzaczem, czy z królową os, jest wyjątkowe i zapada w pamięć.

Zyskujemy też co rozdział kolejne specjalne zdolności — w poziomach kończących się starciem ze skrzynką z narzędziami Cody wbija gwoździe, a May używa młotka, by się na nich huśtać, podczas gdy na późniejszym etapie gry otrzymujemy zdolność manipulacji czasem oraz… a zresztą sami zobaczycie. Z pewnością nie można narzekać ani na nudę, ani na powtarzalność scenografii i zagadek.

it takes two recenzja hazelight co-op gra kooperacyjna 5

Miłym zaskoczeniem jest to, że gra przełamuje stereotypy.

Zwykle w opowieściach o rozpadających się rodzinach to ojciec jest oskarżany o to, że zbyt dużo czasu spędza w pracy, a żona czeka na niego ze stygnącym obiadem w domu. W przypadku Cody’ego i May jest nieco inaczej i tutaj to mąż ma pretensje do żony o to, że ta goni za karierą i nie ma czasu dla rodziny. Kobieta nie jest dłużna i przypomina, że to dzięki niej opłacają na czas rachunki.

Fabuła jest przy tym prosta i przewidywalna, ale It Takes Two nie opiera się na zwrotach akcji w takim stopniu, jak A Way Out. Mamy tutaj do czynienia z doświadczeniem, w którym powinniśmy skupiać się na każdej chwili z osobna. Hazelight ma najwyraźniej nadzieję, że spojrzymy wgłąb siebie na swoją relację przez pryzmat bohaterów i sami wyniesiemy z tej terapii Dr-a Hakima jakąś naukę.

Z tego powodu nie wyobrażam sobie grać w It Takes Two z kimś innym niż z moją partnerką.

Tak jak A Way Out można było z powodzeniem rozgrywać zarówno z kumplami, jak i w parach, a nawet z kimś zupełnie obcym w trybie online, tak w przypadku nowej gry czułbym się niezręcznie, gdybym grał jako May lub gdyby w bohaterkę wcielił się ktoś inny niż moja narzeczona. W mojej opinii It Takes Two to typowy kanapowy co-op do rozgrywania przez dwie prowadzące wspólne życie osoby.

it takes two recenzja hazelight co-op gra kooperacyjna 6

Oczywiście niewykluczone, że nawet młode stażem pary znajdą tutaj coś dla siebie, nawet jeśli nie potrafią się jeszcze w pełni utożsamić z protagonistami. Miłą niespodzianką jest przy tym to, iż gra pozwala zaprosić do rozgrywki drugą osobę, która nie musi płacić za grę. Ta możliwość jest niezwykle ważna w dobie pandemii, gdy odwiedzanie się nawzajem często nie wchodzi w grę.

Nie wykluczam też, że single przy It Takes Two również będą się dobrze bawić.

Obawiam się po prostu, iż gra mogłaby okazać się ciężkostrawna dla osób, które np. niedawno przeżyły bolesne rozstanie. Kolejne sceny prowadzące do pogodzenia się rodziców Rose mogą być szpilą wbijaną prosto w otwartą ranę w sercu. Przed rozpoczęciem rozgrywki warto sobie po prostu zdawać sprawę, że clou tej produkcji jest wspólne odgrywanie pary, która się od siebie oddaliła.

Jeśli chodzi o konkrety, jak to wygląda, to mamy tutaj do czynienia z rozgrywką w dynamicznie zmieniającym się trybie split-screen, który czasem zaburza proporcje, a czasem wrzuca oba awatary na jeden ekran. Zwykle ma to miejsce, gdy odkryjemy jakąś z mini gier, taką jak np. przeciąganie liny, które pozwalają nam na chwilę oderwać się od wątku głównego.

it takes two recenzja hazelight co-op gra kooperacyjna

It Takes Two nie jest przy tym grą bez wad.

Te na szczęście są wyłącznie kosmetyczne i najbardziej żałuję, że w ustawieniach nie znalazł się przełącznik pozwalający wyłączyć wyświetlanie znacznika symbolizującego drugą postać. Nakłada on na klimatyczny obraz z gry przypominający rysunek bardzo jaskrawy element, gdy tylko druga osoba zniknie nam z pola widzenia za rogiem i spojrzymy w jej stronę.

Wolałbym, gdyby interfejs podświetlał się jedynie na żądanie, gdyż taka dorysowana sylwetka drugiego z bohaterów w praktyce częściej rozprasza, niż faktycznie pomaga. Na szczęście to detal, na który po kilku dłuższych chwilach przestałem zwracać uwagę. Dużo bardziej mnie cieszy, że w grze nie upchano na każdym rogu niesławnych znajdziek lub — co gorsza — systemu raftingu.

it takes two recenzja hazelight co-op gra kooperacyjna

Praktycznie nic nas nie rozprasza podczas wykonywania kolejnych zadań.

Nie musimy się bać, że przegapimy jakąś minigrę, bo do każdego rozdziału i każdej jego sekcji możemy w dowolnej chwili wrócić i szukać przegapionej pozycji tylko w nim. Oprócz tego nie ma typowych znajdziek i nie musimy podejmować na każdym kroku wyborów fabularnych, które zmieniłyby przebieg rozgrywki. Nic tutaj nie stara się wywołać FOMO. Mamy za to fajne easter-eggi!

Na koniec warto dodać, że cieszy fakt, że twórcy zadbali o to, by np. odwrócić ustawienia kamery tylko dla jednej osoby, a ja dopiero dzięki It Takes Two dowiedziałem się, że moja narzeczona w zupełnie inny sposób podchodzi do kwestii sterowania swoim awatarem w grach. Dzięki temu czegoś nowego na swój temat dowiedzieliśmy się już na samym wstępie, a potem było już tylko lepiej!