Koronawirus  /  Artykuł

Koronawirus uderzył w Czarnobyl. Elektrownia przechodzi w tryb awaryjny

Picture of the author

Pandemia koronawirusa dotyka nawet miejsca, które od dekad działają pod wyjątkowym reżimem sanitarnym. COVID wymusił przejście elektrowni atomowej w Czarnobylu na wyjątkowy tryb.

W kwietniu minie 35 lat od katastrofy czarnobylskiej elektrowni jądrowej. 26 kwietnia 1986 doszło tam do tragicznego w skutkach wybuchu, który doprowadził do jednej z największych katastrof współczesnych czasów. Część naukowców jest zdania, że była to najbardziej kosztowna katastrofa w historii ludzkości.

Obecnie elektrownia jest zupełnie wyłączona z produkcji, ale nie oznacza to, że jest to obiekt opuszczony. Na terenie elektrowni pracuje na co dzień personel w liczbie ok. 800 osób, w skład których wchodzą m.in. zespoły naukowców. Najważniejszym z ich obowiązków jest ciągłe monitorowanie wypalonego paliwa jądrowego zalegającego pod placówką.

Elektrownia w Czarnobylu nie jest opuszczonym miejscem. Wręcz przeciwnie.

W 1986 r., po dwukrotnej eksplozji czwartego reaktora, doszło do całkowitego uszkodzenia ważącej 1200 ton pokrywy ochronnej. Na skutek tego wydarzenia powietrze dostało się do wnętrza reaktora, co wywołało zapłon całych ton grafitowych bloków izolujących. To właśnie one przez dziewięć dni uwalniały izotopy promieniotwórcze do atmosfery.

Cała następująca po tym akcja zabezpieczająca miejsce wybuchu była bardzo prowizoryczna i miała mieć charakter tymczasowy. Stworzono tzw. betonową poduszkę, czyli zbiornik, do którego runęły radioaktywne szczątki, gdzie zalegają do dziś. Dopiero niespełna 20 lat później postanowiono zbudować dużo bezpieczniejszy sarkofag, który w 2016 r. został wykonany, a w 2019 zainstalowany na ruinach elektrowni. Sarkofag ma chronić środowisko przed radioaktywnymi materiałami przez kolejne dekady.

Przez 35 lat zespół naukowców i inżynierów codziennie pracował w czarnobylskiej elektrowni. Tak też jest do dziś. Radioaktywne pozostałości muszą być monitorowane przez 24 godziny na dobę, w tym nie tylko przy pomocy czujników, ale i przez ludzi. W systemie zmianowym w elektrowni pracuje obecnie ok. 800 osób.

Zmieni się to przez pandemię COVID-19. Administracja elektrowni podjęła decyzję o przejściu w tryb wyjątkowy.

Zarząd elektrowni poinformował o nietypowych środkach, jakie podjęto pierwszy raz od katastrofy. Pandemia nałożyła na pracowników dodatkowy reżim sanitarny, co w efekcie przełoży się na znaczące ograniczenie personelu pracującego nad bezpieczeństwem tego miejsca.

Administracja elektrowni podjęła decyzję o przejściu w tryb wyjątkowy. Zespół naukowców zostanie ograniczony do minimum. Na miejscu pozostaną tylko osoby absolutnie niezbędne do utrzymania przy pracy systemów bezpieczeństwa. Nie wiadomo, do ilu osób zmniejszy się zespół, ale na zdjęciu opublikowanym przez zarząd widać zaledwie siedmiu pracowników. Ta sytuacja potrwa do 4 kwietnia.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst