Koronawirus  / News

Ankieta online zamiast lekarza miała wysyłać na test na COVID-19. Póki co odrzuca ludzi z objawami

Picture of the author

Minister Zdrowia Adam Niedzielski poinformował w poniedziałek, że w celu odciążenia lekarzy, stworzono specjalną stronę internetową, która będzie kwalifikowała do testu na COVID-19. Jak na razie jednak jej wyniki są marne.

Jeżeli czujemy objawy kojarzone z zarażeniem koronawirusem i chcielibyśmy zrobić sobie test na COVID-19, nie musimy już iść do lekarza. Wystarczy wejść na stronę internetową i odpowiedzieć na kilka pytań o objawy. Jeżeli nasze objawy pokrywają się z objawami zarażenia koronawirusem, oddzwoni do nas konsultant, który wystawi zlecenie na wykonanie testu na COVID-19. Brzmi dobrze.

Praktyka pozostawia wiele do życzenia

Pierwsze testy samego kwestionariusza online, jak i całej usługi jednak pozostawiają wiele do życzenia. Wkrótce po uruchomieniu strony wiele osób postanowiło sprawdzić, czy faktycznie uda im się bez wizyty u lekarza umówić się na test na COVID-19.

Czytaj także: Zrobiłem test na COVID-19 z Biedronki. Najtrudniej było go kupić

Dziennikarka Onetu, Karolina Opolska wpisała w formularzu wszystkie objawy, które pojawiły się u niej w trakcie faktycznego zakażenia koronawirusem. System uznał jednak, że z takimi objawami ryzyko zarażenia koronawirusem jest niskie i nie skierował jej na badania.

Podobny efekt uzyskał dziennikarz radia Tok FM Adam Ozga, który zaznaczył w kwestionariuszu bezpośredni kontakt z zakażonym, 15 minut twarzą w twarz z zakażonym, kaszel, gorączkę i duszności. Efekt? Niskie ryzyko zarażenia koronawirusem i brak skierowania na test.

Najprawdopodobniej będą zmiany na stronie

Pytany o taki stan rzeczy minister zdrowia Adam Niedzielski przyznał, że autorzy ankiety przyglądają się działaniu strony i analizują liczbę odrzucanych przypadków. Zaznaczył jednocześnie, że kryteria przyjęcia na test będą na bieżąco zmieniane ze względu na to, że sam przebieg zakażenia różni się w zależności od wariantu koronawirusa odpowiedzialnego za zakażenie, a tym samym część objawów może się nie pojawiać w przypadku faktycznego zakażenia danym wariantem.

Mimo to Adam Niedzielski przekonuje, że zamiarem ministerstwa jest testowanie osób, które faktycznie były wystawione na możliwość zachorowania, a nie zwykłe testowanie jak największej liczby osób.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst