Koronawirus  / Artykuł

Po co tworzyć nowe leki, skoro istniejące mogą leczyć COVID-19. Tak wygląda recykling medyczny

Picture of the author

Stworzenie nowego leku i uzyskanie wszystkich atestów pozwalających na jego sprzedaż potrafi trwać całą wieczność. Widać to zresztą doskonale na przykładzie szczepionek na COVID-19, które tworzone były w ultraprzyspieszonym tempie, a i tak pojawiły się dopiero po roku od wybuchu pandemii.

Dysponujemy więc już środkami chroniącymi przed samym zakażeniem się koronawirusem. Co z jego leczeniem?

W tej kwestii może pomóc nam pomysł realizowany przez przez zespół naukowców z MIT. Wykorzystując sztuczną inteligencję chcą oni znaleźć istniejące już leki, które mogłyby okazać się skuteczne w leczeniu COVID-19.

Sztuczna inteligencja kontra koronawirus

— Tworzenie nowych leków trwa wiecznie. Naprawdę jedyną rozsądną opcją jest zmiana przeznaczenia istniejących leków - powiedziała współautorka badania Caroline Uhler, biolog obliczeniowy z MIT.

Żeby zmienić przeznaczenie istniejących leków, zespół badawczy, do którego należy Uhler szuka potencjalnych metod leczenia, analizując zmiany ekspresji genów w komórkach płuc. Zmiany te powodowane są zarówno chorobą, jak i starzeniem się. Takie połączenie może pomóc ekspertom medycznym w znalezieniu leków do przetestowania na starszych osobach.

— Musimy spojrzeć na starzenie się razem z SARS-CoV-2 - jakie geny znajdują na przecięciu tych dwóch ścieżek? - tłumaczy Uhler.

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, zespół z MIT skorzystał z zaawansowanego autoenkodera - rodzaju sieci neuronowej, zdolnej do wyszukiwania skomplikowanych zależności w dowolnych zbiorach danych. W tym przypadku chodziło oczywiście o poszukiwanie wzorców w danych dotyczących ekspresji genów. Następnie naukowcy zawęzili listę, mapując interakcje białek zaangażowanych w procesy starzenia i infekcji. Kolejnym etapem była identyfikacja obszarów, na których obie te mapy się nakładają. Pozwoliło im to zidentyfikować określone geny, na które lek powinien działać, aby zminimalizować wpływ infekcji.

W wyniku tego skomplikowanego procesu, sieci neuronowej udało się wskazać gen RIPK1, jako obiecujący, jeśli chodzi o leczenie COVID-19. Ostatnim krokiem było znalezienie listy leków, które działają na ten gen. Niektóre z nich od dawna stosowane są do leczenia nowotworów, jednak kilka z nich już teraz stosuje się na pacjentach z COVID-19.

Pozostaje jeszcze kwestia ich skuteczności. To, że dany związek chemiczny działa na wytypowany przez sztuczną inteligencję gen nie oznacza jeszcze, że okaże się on cudownym lekiem na koronawirusa. W celu określenia skuteczności wytypowanych leków nadal wymagane będą rygorystyczne eksperymenty in vitro i próby kliniczne. Sam pomysł jest jednak bardzo dobry. I to na tyle, że zespół Uhler już teraz wspomina o zastosowaniu swojej metody do poszukiwania leków, które mogłyby pomóc w leczeniu innych schorzeń.

Jeśli sieci neuronowej z MIT uda się wytypować chociaż jeden skuteczny (i istniejący) lek przeciwko COVID-19, podejrzewam, że koncepcja poszukiwania nowych zastosowań istniejących już leków zyska na popularności.

Algorytm nie wskazał amantadyny

Amantadyna (siarczan amantadyny) to składnik dwóch popularnych leków: Viregytu K i Amantixu, który w czasie pandemii zyskał już własną teorię spiskową. Jej zwolennicy twierdzą, że lekarze i politycy doskonale wiedzą o tym, że amantadyna leczy COVID-19, ale z jakiegoś powodu nie mówią o tym społeczeństwu. Przez tę samą teorię spiskową leki zawierające ten składnik są oczywiście masowo wykupywane z aptek, przez co ludzie cierpiący na choroby, w leczeniu których rzeczywiście stosuje się amantadynę mają nie lada problem. Amandytyna używana jest m.in. w leczeniu schorzeń neurologicznych (takich jak np choroba Parkinsona), czy też stwardnienia rozsianego.

Przekonanie o skuteczności amandytyna w walce z COVID-19 wziął się z właściwości antywirusowych siarczanu amandytyny, który rzeczywiście, w bardzo określonych warunkach jest w stanie wyhamować replikację wirusów poprzez interakcje z ich materiałem genetycznym. Dlatego też zresztą jeszcze niedawno lekarze korzystali z tego leku do leczenia wirusa grypy typu A. Niestety, wraz z kolejnymi mutacjami szczepów tego wirusa (AH3N2 czy też AH1N1) skuteczność amandytyny spada.

Odsuwając teorie spiskowe na bok, skuteczność amandytyny w walce z COVID-19 jak na razie nie została potwierdzona. Nie oznacza to jednak, że kwestia ta jest ignorowana przez lekarzy. Wręcz przeciwnie. W Polsce prowadzone są obecnie badania kliniczne amandytyny, realizowane przez profesora Konrada Rejdaka, neurologa i szefa Kliniki Neurologii Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie. Rejdak otrzymawszy zgodę od Komisji Bioetycznej ma sprawdzić wpływ amandytyny na pacjentów ze schorzeniami neurologicznymi, którzy zakazili się COVID-19. Pozostaje nam tylko czekać na wyniki tych badań i pamiętać, że Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny nr 4 nie dysponuje niestety swoją własną siecią neuronową, która na pewno znacznie przyspieszyłaby całe badanie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst