Koronawirus  / News

Naukowiec mówi: „pandemia ma swój początek w chińskim laboratorium”. I co teraz?

Picture of the author
126 interakcji
dołącz do dyskusji

Teoria jakoby SARS-CoV-2 pochodził z zarażonego nietoperza może nie przetrwać wiosny. Według prof. Rolanda Wiesendangera z Uniwersytetu w Hamburgu to musiał być wypadek chińskich naukowców. Uczony ma mocne argumenty.

Nie jest do końca jasne skąd właściwie wziął się SARS-CoV-2. Początkowo obwiniano nietoperze sprzedawane na targu z Wuhan. Niedawno pojawiła się nowa teoria – że niby wirus pochodzi z łuskowców. Rzeczywistość może okazać się dużo bardziej skomplikowana. Według badań uniwersytetu w Hamburgu, za pandemię COVID-19 mogą odpowiadać ludzie. A konkretniej, zespół uczonych z instytutu wirusologicznego w Wuhan.

Przyczynkiem do badań pod kątem czynnika ludzkiego był zagadkowy brak możliwości udowodnienia, że wirus jest pochodzenia zwierzęcego. Wszak od ponad roku nadal nie znaleziono zwierzęcia, które mogłoby być żywicielem pośrednim zanim SARS-CoV-2 trafił do ludzi. Na dodatek wirus odpowiedzialny za pandemię COVID-19 zaskakująco dobrze łączy się z receptorami komórek ludzkich i je przenika. Nigdy wcześniej nie odkryto żadnego tak precyzyjnie ukierunkowanego na ludzki organizm koronawirusa.

To jednak wyłącznie poszlaki. Uniwersytet w Hamburgu zdecydował się podążać tym tropem.

Problem w tym, że na opisywanym przez śledczych targu rybnym w Wuhan nie sprzedawano nietoperzy. W instytucie wirusologicznym znajdującym się w mieście znajduje się jednak jeden z największych na świecie zbiorów występujących u nietoperzy patogenów. Tyle że wspomniane ssaki pochodzą z odległych jaskiń w południowych prowincjach Chin.

Zdaniem prof. Rolanda Wiesendangera, który przewodził badaniom uniwersytetu, teoria jakoby nietoperze przedostały się na skutek jakiejś przedziwnej migracji do odległego o 2 tys. km Wuhanu, w którym zupełnym przypadkiem znajduje się instytut wirusologiczny najzwyczajniej nie trzyma się kupy.

Wiemy też, że instytut przez wiele lat przeprowadzał manipulacje genetyczne na koronawirusach, aby uczynić je bardziej zaraźliwymi, niebezpiecznymi i śmiertelnymi dla ludzi. Nie są to domysły czy wynik żadnego śledztwa – instytut sam publikował wyniki swoich prac w fachowej literaturze naukowej.

Chiny świadomie zgotowały sobie i światu piekło? Dużo bardziej prawdopodobna od teorii spiskowej jest ta związana z niedbalstwem.

Prof. Wiesendanger przypomina o doniesieniach, że młody naukowiec z instytutu wirusologicznego w Wuhan został zarażony jako pierwszy. Istnieją również liczne poszlaki sugerujące, że SARS-CoV-2 rozprzestrzenił się z instytutu wirusologicznego w mieście Wuhan już w październiku 2019 r.

Praca prof. Wiesendangera niczego nie dowodzi, co przyznaje sam uczony. Ma ona jednak na celu, jak mówi uczony, wywołanie szerokiej dyskusji w kręgach akademickich. Nie tylko w kwestii wskazywania innych, a raczej – a wręcz w szczególności – zastanowienie się nad bilansem zysków i strat w kontekście dalszych badań nad kreowaniem śmiercionośnych patogenów. Obawiam się jednak, że to ostatnie – biorąc pod uwagę wyścig zbrojeń największych mocarstw świata – może być dyskusją płonną.

Polub ten tekst na Facebooku. Dzięki!

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst