Nauka  / Artykuł

Od ignorowania po rozpowiadanie bzdur. To były 4 lata walki Trumpa z naukowcami

Picture of the author

To dobry moment na podsumowanie wpływu Donalda J. Trumpa na kwestie związane z postrzeganiem i finansowaniem nauki. Tym bardziej że cztery lata temu, w listopadzie 2016 roku, również zanalizowałem wypowiedzi Trumpa pod tym kątem.

Prezydent USA, może wpływać na sytuację nauki na trzy sposoby.

Po pierwsze poprzez decyzje, jakie podejmuje, również personalne - np. wyznaczanie doradców na kluczowe stanowiska. Po drugie ma pewien, choć nie bezpośredni, wpływ na budżet przeznaczany na badania i instytucje naukowe. Po trzecie swoim autorytetem i wypowiedziami wpływa na opinię publiczną, a co za tym idzie, na postrzeganie kluczowych spraw związanych z nauką.

Spróbujmy wystawić Trumpowi świadectwo na koniec jego czteroletniej kadencji.

Nawoływanie do zmniejszenia finansowania instytucji

Już na początku swojej kadencji prezydent Trump proponował zmniejszenie finansowania szeregu instytucjom. Na celowniku prezydenta znalazły się między innymi EPA (Agencja Ochrony Środowiska), oraz NIH (Narodowy Instytut Zdrowia). Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że Donald Trump nie tylko nawoływał do zmniejszenia budżetów - proponował zwiększenie wydatków na badania, jak to określił, branż przyszłości, czyli sztucznej inteligencji i kwantowych komputerów.

Jaki to miało wpływ na rzeczywiste finansowanie? Niewielkie. O budżecie tych instytucji decyduje Kongres Stanów Zjednoczonych, a do prezydenta należy jedynie rekomendowanie.

Przykładowe rekomendacje prezydenta (kolor zielony) oraz faktyczna decyzja Kongresu (kolor czerwony) przedstawione są na wykresie stworzonym przez czasopismo Science.

Źródło: Science Magazine

Doradztwo naukowe

Jeśli chodzi o kwestię obecności naukowców w ciałach doradczych prezydenta, działo się dużo. Na nominowanie doradcy naukowego czekaliśmy aż... półtora roku. Przez ten (najdłuższy w historii) czas stanowisko to było nieobsadzone, co doskonale pokazywało, jak mało ważne jest dla prezydenta. Gdy Donald Trump w końcu zdecydował się na nominację, zaproponował to stanowisko meteorologowi Kelvinowi Droegemeierowi.

Mimo że Droegemeier to dobry organizator i rzetelny naukowiec, to jego wpływ na decyzje pozostawał niewielki. Komunikacja w kwestiach naukowych ze strony Białego Domu była chaotyczna, a prezydentowi pozwalano na rozsiewanie szkodliwych opinii np. w trakcie epidemii COVID-19.

Inną znaczącą decyzją w kwestii doradztwa naukowego były zmiany zaproponowane w procedurach EPA (Agencji Ochrony Środowiska). Prowadziły one de facto do ograniczenia wpływów doradców naukowych i ułatwienie lobbowania przedstawicielom firm i korporacji. Pretekstem do tego był rzekomo możliwy konflikt interesów w przypadku, gdy doradcą jest beneficjent grantu przyznanego przez EPA.

Zerwano również długoletnią współpracę z niezależną grupą doradczą Departamentu Obrony JASON, współpracującą z rządami USA od lat 60.

Powrót na Księżyc

Dość niespodziewaną decyzją Trumpa była ta o powrocie do programu lotów załogowych na Księżyc. Być może zgodnie z hasłem Make America Great Again prezydent wydał dyrektywę, w której znalazły się słowa:

Stany Zjednoczone będą pracować z innymi narodami i prywatnym sektorem w celu powrotu astronautów na Księżyc, rozwijając technologię i środki potrzebne do załogowej eksploracji Marsa i innych miejsc w Układzie Słonecznym.

Wstępnym terminem ponownego lądowania na naszym naturalnym satelicie jest rok 2024.

Z układami klimatycznymi na bakier

Prezydent Trump jeszcze jako kandydat wykazał się niewiarą w antropogeniczne pochodzenie zmian klimatycznych. Wsławił się również wypowiedzią, że paliwa kopalne, w tym węgiel, powinny służyć amerykańskiej gospodarce jeszcze przez 100 lat.

Odwołanie wprowadzonych przez prezydenta Obamę procedur w kwestii klimatu oraz próby wypowiedzenia Układu Paryskiego również mają związek z nauką. Szerzej pisał o tym w osobnym tekście Tomasz Domański.

Wirus? Jaki wirus?

Wiele złego ustępujący prezydent Stanów Zjednoczonych zrobił w kwestii walki z wirusem SARS-CoV-2. Jego nieostrożne wypowiedzi, zarówno w trakcie konferencji prasowych (kiedy to mówił, że "ciepłe powietrze zabije wirusa", gdy przyjdzie wiosna), jak i na jego ulubionym medium społecznościowym, czyli na Twitterze, wprowadziły wielu ludzi w błąd. W pewnym momencie Twitter, walcząc z tym, zaczął oznaczanie takich wpisów jako niewiarygodnych.

Dezinformacja była świadoma - gdy Trump mówił publicznie, że wirus jest "jak grypa" i że nie należy się "chińskim wirusem" (jak go nazywał), przejmować, zdawał sobie sprawę, że tak nie jest. Wynikło to z wywiadu, jaki udzielił Bobowi Woodwardowi.

Trump, gdy sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli, zaczął oskarżać WHO (World Health Organization) i zagroził zaprzestaniem przesyłania składki do organizacji należnej od USA.

To jeszcze nie koniec wyczynów Donalda Trumpa w temacie COVID-19. Publicznie poparł też, nie posiadają na to żadnych naukowych dowodów, walkę z wirusem za pomocą chlorochiny.

Chaos, porywczość, wypowiedzi bez przemyślenia oraz brak konsekwencji - tak zapamięta świat nauki prezydenturę Donalda J. Trumpa. Mimo że Kongres USA nie przegłosował wielu z jego pomysłów budżetowych, naukowcy z instytucji współpracujących z administracją USA liczą, że kolejny prezydent będzie się sprawował lepiej.

Ilustracja tytułowa: BarBus from Pixabay

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst