Koronawirus  / News

Wielka Brytania i Stany Zjednoczone postawiły na złą kartę. Opóźnianie podawania drugiej dawki szczepień to zły pomysł

Picture of the author

Rozpoczęty na początku roku z pełnym impetem program szczepień przeciwko COVID-19 bardzo szybko zwolnił ze względu na niewystarczające tempo produkcji szczepionki. Władze poszczególnych krajów musiały podjąć decyzję co do metody dystrybucji posiadanych i wciąż otrzymywanych szczepionek. 

Szczepionka opracowana przez firmy Pfizer i BioNTech wymaga podania dwóch dawek w odstępie trzech tygodni od siebie. Po tym czasie jej skuteczność sięga aż 95 proc. Natomiast po podaniu pierwszej dawki producent deklarował skuteczność rzędu 52 procent. 

Na podstawie takie dane oraz w związku z informacjami o opóźnieniach i ograniczeniach w dostawach szczepionek, władze Wielkiej Brytanii, a później także Stanów Zjednoczonych postanowiły, że warto byłoby zagwarantować 50 proc. ochrony przed zakażeniem jak największej grupie obywateli. Jednocześnie wiąże się to z koniecznością opóźnienia podania drugiej dawki szczepionki z trzech tygodni do nawet dwunastu. 

Pierwsza dawka jednak nie jest taka skuteczna 

Izrael, który jest absolutnym liderem na świecie w tempie szczepienia (aktualnie zaszczepiono już ponad 25 proc. społeczeństwa, a swoje dawki przyjmują już obywatele w wieku powyżej 45 lat), obserwuje bardzo wyraźnie efekty podania pierwszej dawki szczepionki. Niestety, wyniki tych obserwacji są rozczarowujące i mogą być poważnym problemem dla rządów, które postawiły na zaszczepienie jak największej liczby osób pierwszą dawką ryzykując opóźnienie drugiej. 

Tutaj należy zauważyć, że na efekt działania pierwszej dawki też należy poczekać kilka tygodni, w których trakcie produkowane są pierwsze przeciwciała. Druga dawka odpowiedzialna jest za znaczące przyspieszenie tego procesu oraz uruchomienie innych procesów ochronnych. 

Izrael: coraz więcej zaszczepionych i coraz więcej nowych infekcji

W poniedziałek pomimo znacznego poziomu zaszczepienia zanotowano rekordowe 10 000 nowych infekcji koronawirusem. Nachman Ash, główny specjalista dowodzący programem szczepień w Izraelu, przyznał w wywiadzie radiowym, że pierwsza dawka wydaje się być mniej skuteczna niż zakładał producent. 

Służby medyczne Izraela wskazują, że w ostatnich tygodniach rejestrują tysiące zakażeń u ludzi, którzy otrzymali już pierwszą dawkę szczepionki. Najwyraźniej tempo wytwarzania przeciwciał po podaniu pierwszej dawki nie jest tak wysokie jak się spodziewano i osoby zaszczepione wciąż narażone są na infekcję. Jeżeli dodamy do tego szerzącą się na terenie kraju brytyjską odmianę koronawirusa, nie można się dziwić, że władze zastanawiają się nad zaostrzeniem już obowiązujących w Izraelu restrykcji.  

Co robić? 

W obliczu problemów z wystarczającym tempem produkcji szczepionki na koronawirusa wiele krajów rozważa podążenie drogą brytyjską. Także w Polsce spytany o to minister Dworczyk przyznał, że rozważa się opóźnienie szczepienia drugą dawką na rzecz szerszego szczepienia pierwszą.

Dane płynące z Izraela wskazują jednak, że może to być zła droga. Lepiej skutecznie szczepić mniej osób niż nieskutecznie więcej. Nie dość, że podanie pierwszej dawki może nie uchronić przed zarażeniem, to nie wiadomo, jaki wpływ na skuteczność drugiej dawki będzie miało jej opóźnienie. Szkoda by było gdyby poprzez modyfikację przetestowanej metody dawkowania zmarnowano miliony szczepionek i nie uodporniono odpowiednio osób, które ją przyjęły.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst