Koronawirus  /  News

Zalaliśmy planetę chińskimi maseczkami. Na każdego człowieka przypada 40 sztuk

Zalaliśmy planetę chińskimi maseczkami. Na każdego człowieka przypada 40 sztuk

W tytule nie ma żadnego błędu. Ta statystyka pokazuje potęgę Chin, jeśli chodzi o błyskawiczną reakcję i niezrównane możliwości produkcyjne tego, co akurat najlepiej się sprzedaje.

Dane wyglądają następująco: od marca do grudnia zeszłego roku, Chiny wyeksportowały 224 mld maseczek ochronnych wyprodukowanych przez tamtejsze fabryki. Jeśli podzielimy to przez aktualną liczbę mieszkańców naszej planety, wychodzi, że na każdego z nas przypada mniej więcej 40 maseczek wyprodukowanych w Chinach. Jeśli chodzi o pieniądze, to w 2020 r. same maseczki ochronne odpowiadały za 2 proc. wszystkich towarów eksportowanych z Chin, a ich eksport, jak szacują eksperci był wart ok. 52 mld dolarów.

Jest popyt, jest podaż

Nie wiem, czy pamiętacie ogromne zapotrzebowanie na maseczki ochronne na początku pandemii. Żaden kraj przecież nie dysponował ich odpowiednią liczbą, więc praktycznie natychmiast pojawili się spekulanci, oszustwa na portalach aukcyjnych i bardzo przedsiębiorczy sprzedający, którzy sprzedawali wszelkiego rodzaju maski, jako maseczki chroniące przed koronawirusem.

Ogromna liczba maseczek wyprodukowanych w Chinach z pewnością przyczyniła się do zmniejszenia liczby zakażonych koronawirusem. Na temat skuteczności maseczek w zeszłym roku przeprowadzono wiele badań, które można podsumować następująco: maseczki chronią przed rozprzestrzenianiem koronawirusa przez osoby już zakażone.

Oznacza to, że ich najważniejsza funkcja polega na zatrzymywaniu cząsteczek koronawirusa (wirionów) w wydychanym powietrzu u już zakażonych osób. Brak nakazu noszenia maseczek przyczyniłby się do zwiększenia liczby zakażonych osób. Było zresztą kilka udokumentowanych sytuacji, w których brak maseczki u osoby zakażonej skutkował masowym zakażeniem osób przebywających w jej najbliższym otoczeniu.

Co zrobimy z tak ogromną liczbą maseczek, gdy epidemia się skończy?

Jest to oczywiście pytanie retoryczne, ponieważ wiem doskonale, co się stanie. Wyrzucimy je. Niekoniecznie do kosza na śmieci. Już teraz zresztą regularnie widuję maseczki porzucone na trawnikach, chodnikach i pozostałej części miejskiej infrastruktury. Spora część z tych 224 mld maseczek ochronnych trafi też zapewne do oceanów, gdzie przyczyni się do ekspansji tej czy innej pływającej wyspy złożonej całkowicie ze zużytych wyrobów naszej cywilizacji śmieci, razem z plastikowymi butelkami i innymi jednorazówkami.