Koronawirus  / Artykuł

Jesteśmy blisko kolejnego lockdownu. Co właściwie oznacza kwarantanna narodowa?

Pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce został zidentyfikowany 4 marca. Przez kolejne trzy tygodnie wprowadzano kolejne ograniczenia mające zahamować rozprzestrzenianie się wirusa. 25 marca ostatecznie wprowadzono „lockdown”, czyli poważne ograniczenia w kontaktach między ludźmi. Drugi lockdown czai się tuż za rogiem.

Lockdown nr 1 w Polsce

Wraz z ogłoszeniem ograniczeń pod koniec marca wyjście z domu było możliwe tylko wtedy, kiedy jest to niezbędne, tj. do sklepu, do pracy, do apteki czy w celu zaspokojenia niezbędnych potrzeb związanych z bieżącymi sprawami życia codziennego. Zakazano także zgromadzeń powyżej 2 osób. W trakcie obowiązywania obostrzeń można wciąż było brać udział w mszach i obrzędach religijnych, ale jedynie w grupie maks. 5 osób. Wszyscy uczniowie i studenci kilka dni wcześniej (20 marca) przeszli na nauczanie zdalne. W przepisach ograniczono także liczbę pasażerów pojazdów komunikacji miejskiej tak, aby zapewnić odpowiednią odległość między wszystkimi podróżującymi.

Kilka dni później, 1 kwietnia, idąc za ciosem władze wprowadziły dodatkowe ograniczenia – osoby niepełnoletnie mogły przebywać poza domem tylko z dorosłym opiekunem. Wprowadzono także zakaz wchodzenia do parków, bulwarów i na plaże. Wszelkie salony kosmetyczne czy fryzjerskie zostały zamknięte, a w sklepach wprowadzono godziny dla seniorów.

Ulice opustoszały i Polacy zostali w domach przez kolejne trzy tygodnie. Poszczególne obostrzenia były znoszone w czterech etapach, z których pierwszy wprowadzono 20 kwietnia znosząc zakaz przemieszczania się w celach rekreacyjnych, a ostatni 30 maja kiedy to przestały obowiązywać ograniczenia co do liczby osób w lokalach gastronomicznych, a kina, teatry i kluby fitness wznowiły swoją działalność. W mocy pozostał jedynie obowiązek noszenia maseczek w przestrzeni publicznej.

Pandemia koronawirusa na świecie

Wprowadzenie lockdownu w Polsce sprawiło, że udało się istotnie ograniczyć szybki wzrost liczby zakażeń. Uzasadnieniem tak zdecydowanych restrykcji było „kupowanie czasu na przygotowanie się do większej liczby zakażeń”. W dużej mierze się to udało, ale czy kupiony czas udało się wykorzystać – można mieć możliwości.

We Włoszech wprowadzono ograniczenia już 18 dni po wykryciu pierwszego zakażonego, w Wielkiej Brytanii musiały do tego minąć 23 dni. W Stanach Zjednoczonych decyzje o wprowadzeniu ograniczeń podejmowały władze poszczególnych stanów. Przebieg epidemii w każdym z tych krajów był jednak inny i charakteryzował się zupełnie inną dynamiką. Nie zmienia to jednak faktu, że sytuacja w tych krajach była dużo poważniejsza, zarówno pod kątem liczby zakażeń jak i liczby zgonów.

Godzina policyjna

Część krajów, zważając na trudności w opanowaniu rozprzestrzeniania się pandemii, zdecydowała się na wprowadzenie godziny policyjnej. Aktualnie godzina policyjna obowiązuje, chociażby we Francji i w niektórych rejonach Włoch, w Hiszpanii czy w Czechach. Wcześniej, już w maju, godzinę policyjną, czyli zakaz opuszczania domu w określonych godzinach każdej doby wprowadzały także niektóre duże miasta w Stanach Zjednoczonych. Jak jednak zauważają badacze oraz specjaliści, chociażby z włoskiego ministerstwa zdrowia – ograniczenia tego typu nie działają. Tam, gdzie zdecydowano się na wprowadzenie godziny policyjnej, nie zauważono spadku tempa wzrostu liczby osób zarażonych.

W Hiszpanii obowiązuje godzina policyjna od godziny 23 do 6. Według planów ma ona obowiązywać nawet pół roku. W Czechach z kolei nie można wychodzić w godzinach od 21 do 5. 

W Polsce przynajmniej na podstawie obecnych przepisów, do wprowadzenia godziny policyjnej niezbędne jest wprowadzenie stanu wyjątkowego. W takiej sytuacji moglibyśmy się liczyć z zakazem wychodzenia na powietrze np. w godzinach od 22 do 6.

Drugi lockdown, czyli kwarantanna narodowa

Warto tutaj zauważyć, że ograniczenia wprowadzono w Polsce gdy mieliśmy w całym kraju jedynie 774 przypadki zakażenia oraz 9 zgonów. Z perspektywy czasu te liczby wydają się abstrakcyjnie małe. Dla porównania, 4 listopada w samym województwie wielkopolskim zakażeń było 5 razy więcej, a w całym kraju przybyło 24 692 zakażonych i zmarły 373 osoby.

W związku z gwałtownym wzrostem liczby zakażonych od 7 listopada wprowadzone będą kolejne obostrzenia. Do studentów, licealistów oraz uczniów klas 4-8 szkoły podstawowej dołączyły dzieci z klas 1-3. W galeriach handlowych zamknięte zostały wszystkie sklepy poza spożywczymi, drogeriami i aptekami. Hotele natomiast dostępne są jedynie w celach służbowych.

Jednocześnie, Premier Mateusz Morawiecki poinformował o dalszych działaniach rządu. Z konferencji dowiedzieliśmy się, że jeżeli średnia tygodniowa liczba zakażeń przekroczy 70 na 100 tys. osób w skali kraju, wprowadzona zostanie tzw. narodowa kwarantanna, czyli inaczej ubrany w słowa lockdown, który będzie obejmował ograniczenia w przemieszczaniu się.

Patrząc na obecne liczby i przyjmując liczbę obywateli w Polsce na 38 mln, to wystarczy, aby dziennie było min. 26 600 nowych zakażeń i za tydzień znajdziemy się w lockdownie. Zwracając uwagę na rosnącą z dnia na dzień liczbę zakażeń, możemy się spodziewać, że już za 7-10 dni rząd będzie wprowadzał ograniczenia w ruchu. Jedyną drogą ucieczki jest znaczące ograniczenie w kontaktach już teraz, tak aby przyrost nowych przypadków wyhamował.

Warto tutaj jednak zauważyć, że środki wprowadzane dzisiaj pierwsze wyniki mogą przynieść dopiero za 5-10 dni, bowiem tyle czasu potrzeba od zarażenia do pojawienia się objawów, które z kolei prowadzą do wykonania testów. Osoby, które w najbliższych dniach zaczną wykazywać objawy zakażenia koronawirusem, zakażone są już dzisiaj i tego nie da się zmienić. Miejmy zatem nadzieję, że władze poczekają nieco więcej niż tydzień, zanim podejmą ostateczną decyzję o zamknięciu nas w domach.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst