Koronawirus  / News

Walka z koronawirusem wchodzi na nowy poziom. Godziny dla seniorów, maseczki, więcej miejsc w szpitalach

157 interakcji
dołącz do dyskusji

Pięć tysięcy nowych przypadków w ciągu jednej doby – ten poziom przekroczyliśmy w sobotę rejestrując 5300 nowych przypadków przy 28 tysiącach przeprowadzonych testów. Liczba zarażonych, liczba osób z ciężkimi objawami oraz liczba zmarłych z powodu COVID-19 rosną lawinowo. W czwartek rząd przestawił swój pomysł na walkę z pandemią.

Aktualna sytuacja pandemiczna jest dużo poważniejsza niż ta, z którą mieliśmy do czynienia jeszcze w w marcu. Wtedy to rząd wprowadził ogólnokrajowy lockdown, zamrażając gospodarkę przy kilkuset zachorowaniach dziennie. Teraz przypadków mamy kilkadziesiąt razy więcej, a ulice wyglądają jakby pandemii w ogóle nie było.

Tym razem jednak ministerstwo zdrowia stawia na działania dopasowane do poszczególnych regionów, a nie całego kraju. Taka przynajmniej informacja pojawiła się w dokumencie Strategia Walki z pandemią COVID-19 wersja 2.0. Nie wiem jak do tej informacji ma się fakt, że od dzisiaj w całym kraju wprowadzono strefę żółtą. Niby regiony, a jednak działanie jest ogólnokrajowe.

Czy zamkną szkoły?

Z informacji przekazanych w sobotę na konferencji prasowej, wbrew czwartkowym zapowiedziom nie pojawiły się informacje o nowych ograniczeniach dotyczących szkół i uczelni. Spytany o tę kwestię premier Morawiecki stwierdził jedynie, że wypracowane w sierpniu metody działania sprawdzają się, w związku z czym na razie nie jest planowane przejście na nauczanie zdalne. 98 proc. szkół działa aktualnie w trybie stacjonarnym, 1,6 proc. w trybie hybrydowym, a zaledwie 0,4 proc. działa w trybie zdalnym.  

Uzasadnieniem dla braku działań w tym sektorze jest fakt, że dzieci choć zarażają się od siebie, przechodzą COVID-19 w sposób bezobjawowy, a więc bezpiecznie mogą nadal uczęszczać do szkoły i tym samym uniknąć problemów psychologicznych związanych z lockdownem i długotrwałym przebywaniem w domu jak to miało miejsce wiosną.

Poza tym, jakby nie patrzeć znacząca liczba szkół nie zrobiła absolutnie nic, aby lepiej przygotować się na jesienną falę pandemii, o której eksperci mówili od wielu miesięcy. Owszem, są chwalebne wyjątki, w których szkoły wdrożyły narzędzia typu Google Classroom, przez wakacje przeszkoliły nauczycieli tak, aby w razie czego mogli je bez problemu wykorzystywać, ale to wciąż pojedyncze przypadki. Ogólnie, polska szkoła jest dokładnie tak samo nieprzygotowana na lockdown jak w marcu.

Problem jednak w tym, że te dzieci nie mieszkają w szkole i po zajęciach wracają do domu z wirusami, którymi podzielili się z nimi ich rówieśnicy, a tam natrafiają na rodziców i dziadków, czyli na osoby, które państwo chce chronić na każdy możliwy sposób.

Godziny dla seniorów

Premier Mateusz Morawiecki poinformował podczas konferencji także o przywróceniu tzw. godzin dla seniorów. Od czwartku, 15 października, w godzinach od 10:00 do 12:00 do sklepów w całym kraju będą wpuszczani tylko seniorzy powyżej 60 roku życia. W ten sposób władze chcą zminimalizować ryzyko zachorowania przez osoby z tej grupy wiekowej. Są one bowiem szczególnie narażone są na ciężki przebieg choroby COVID-19.

Jak jednak wiemy z doświadczenia, godziny dla seniorów wprowadzone wiosną sprawiały, że sklepy w godzinach 10-12 stały puste, bo większość ludzi nie mogła zrobić w nich zakupów. To z kolei powodowało większe tłumy w pozostałych godzinach. Problem w tym, że seniorzy w tych tłumach nadal stanowili liczną grupę. Efekt był taki, że od 10 do 12 w sklepie pojawiali się pojedynczy seniorzy, a pozostali byli wystawieni na tłumy.

Jeżeli władze faktycznie chciałyby uchronić seniorów to powinny wyznaczyć wyraźnie godziny tylko dla osób z grupy 60+ oraz tylko dla osób z grupy 60-. Wtedy faktycznie uchronilibyśmy osoby starsze przed transmisją wirusa od osób młodszych. Niestety, w tej wersji obie grupy musiałyby się pilnować, a nie tylko jedna.

Kryzysowa sytuacja w szpitalach

Z uwagi na lawinowo rosnącą liczbę osób zarażonych, a wśród nich osób wymagających opieki szpitalnej ministerstwo zdrowia zwiększa bazę łózek szpitalnych na wszystkich poziomach zabezpieczenia szpitalnego. Eksperci jednak alarmują, że są to łóżka znajdujące się jedynie na papierze, bo w rzeczywistości fizycznie są one już od dawna wykorzystywane i sama zmiana definicji łóżka na przeznaczone dla pacjenta na COVID-19, nie sprawia, że w szpitalu pojawi się nowe miejsca dla kolejnego pacjenta.

Szpitale aktualnie podzielone są na trzy stopnie referencyjności. W kolejności będą do nich trafiać pacjenci podejrzewani o zakażenie, zakażeni oraz zakażeni z chorobami współistniejącymi. W mediach jednak pojawiają się informacje o całkowitym chaosie, przez co pacjenci wożeni są od jednego szpitala do drugiego, czasami spędzając w karetce kilka godzin i pokonując setki kilometrów, zanim któryś szpital zdecyduje się ich przyjąć. Co więcej, często szpitale nawet nie są świadome, że np. została im przypisana rola szpitala III referencyjności.

Jak pisaliśmy w jednym z ostatnich artykułów, w części szpitali nie ma miejsc dla pacjentów z COVID-19, w innych nie ma personelu potrafiącego obsługiwać respiratory. Lekarze alarmują, że do obsługi urządzeń przystosowywani są rezydenci, którzy nigdy wcześniej z nich nie korzystali. Ich bardziej doświadczeni koledzy nagrywają im telefonami filmy instruktażowe, z których młodzi lekarze mogą korzystać, gdy faktycznie zostaną wezwani do pracy przy pacjentach wymagających respiratora.

Prognozując dalszy wzrost, rząd przewiduje zwiększanie udziału POZ w opiece nad pacjentami COVID-19. Teraz lekarze będą mogli zlecać wykonanie testu na koronawirusa w trakcie porady telefonicznej, nawet jeżeli pacjent nie spełnia dotychczas obowiązujących 4 objawów choroby. Co więcej, lekarz POZ może samodzielnie skierować pacjenta do izolacji domowej.

Maseczki, maseczki, maseczki

Od momentu wprowadzenia żółtej strefy na terenie całego kraju, wszystkie osoby przebywające na świeżym powietrzu mają obowiązek noszenia maseczek, a policja ma obowiązek egzekwowania jego przestrzegania. Kilka dni temu przedstawiciele policji zapowiadali wdrożenie programu „Zero tolerancji”, w ramach którego wprowadzone zostaną przejrzyste zapisy prawa, które umożliwią skuteczne sankcjonowanie kar za niestosowanie się do obowiązujących zasad. Jak dotąd jednak przepisów nie ma, a i zwiększonej liczby patroli na ulicach czy w sklepach nigdzie nie zanotowano.

I po co to komu było?

Niezależnie od tego, które z powyższych zakazów czy nakazów wydają się rozsądne i bardziej czy mniej skuteczne, należy stosować się do wszystkich. Nie zmienia to jednak faktu, że powszechne obecnie oburzenie i ignorowanie przepisów nie może nikogo dziwić. Od początku pandemii słyszeliśmy już o katastrofie, gdy było 100 nowych zakażeń dziennie, słyszeliśmy o tym, że „koronawirusa już nie trzeba się bać, można tłumnie iść na wybory, w tym osoby starsze”, a teraz znów słyszymy o tym jaki koronawirus jest straszny i jak bardzo musimy go unikać (szczególnie - ponownie - osoby starsze). Tylko naprawdę nieogarnięta osoba jest w stanie ten ciąg logiczny przyjąć i nie czuć, że ktoś z niej robi wariata.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst